Prof. Kucharczyk: Scenariusz powrotu do interesów z Putinem jest niestety możliwy

Dodano:
Prof. Grzegorz Kucharczyk, historyk z PAN Źródło: Wikimedia Commons
Niestety wyobrażam sobie scenariusz powrotu do interesów z Putinem, choć takie państwa jak Francja nie przestały ich robić, nawet mimo wojny na Ukrainie – mówi DoRzeczy.pl prof. Grzegorz Kucharczyk z Instytutu Historii PAN.

Damian Cygan: Rosjanie oznaczają literą "Z" pojazdy bojowe biorące udział w inwazji na Ukrainę. Czy ten symbol jest słusznie porównywany do swastyki?

Prof. Grzegorz Kucharczyk: "Z" może pochodzić od słowa "Zapad", czyli po rosyjsku "Zachód", ale trudno mi powiedzieć. W tym przypadku porównania do Rzeszy niemieckiej są moim zdaniem na wyrost, bo "Z" nie ma nic wspólnego ze swastyką.

A porównania Putina do Hitlera są uprawnione?

Tutaj można znaleźć już więcej analogii, zarówno gdy chodzi o przygotowanie propagandowe, jak i przeprowadzony potem bezwzględny atak na Ukrainę. Na szczęście nie mamy do czynienia z nalotami dywanowymi na Kijów, tak jak doświadczyła tego np. stolica Polski ze strony hitlerowskich Niemiec podczas II wojny światowej.

Czy istnieje niebezpieczeństwo, że jeśli Rosjanie nie zapłacą wysokiej ceny za wywołanie wojny na Ukrainie, to za kilka lat staną na nogi, przygotują się jeszcze lepiej i zaatakują znowu np. państwa bałtyckie albo Polskę?

Tak, jest takie niebezpieczeństwo. Szczęście w nieszczęściu polega na tym, że widać, iż armia rosyjska nie jest w rzeczywistości tak silna, jak przedstawia to rosyjska propaganda, ponieważ Rosjanie utknęli na Ukrainie. Specjaliści mówią, że słabości rosyjskiego wojska były widoczne już w Gruzji w 2008 roku. Teraz mają do czynienia kilkudziesięcio milionowym państwem i to wszystko zostało obnażone. Natomiast zgadzam się, że jeżeli Putinowi łatwo udałoby się połknąć Ukrainę, to z pewnością – tak jak mówił kiedyś prezydent Lech Kaczyński – następne w kolejności są państwa bałtyckie i Polska.

Wyobraża pan sobie powrót do robienia interesów z Putinem przez Zachód, tak jak to było przed 24 lutego?

Niestety taki scenariusz jest możliwy, tym bardziej że część państw, jak np. Francja, wcale nie zaprzestała robić interesów z Rosją, więc w przypadku Paryża mówimy nawet nie o powrocie, lecz o kontynuacji. Warto mieć też na uwadze, że jeśli chodzi o Francję, ale również Niemcy, to wśród opinii publicznej tych państw nie ma jednoznacznego poparcia dla prowadzenia twardej polityki wobec Federacji Rosyjskiej.

Czy fakt, że podczas swojej podróży do Europy Joe Biden odwiedził Warszawę, a nie Berlin czy Paryż to był sygnał dla Niemiec i Francji, czy może to nie ma większego znaczenia?

Po pierwsze, dobór stolic, które odwiedza prezydent Stanów Zjednoczonych, nigdy nie jest przypadkowy, zwłaszcza w obecnej sytuacji. Po drugie, rzeczywiście było tak, że Biden ominął Paryż i Berlin, natomiast przybył do Rzeszowa, a to już jest bardzo znaczący fakt, co zresztą zostało zauważone przez Moskwę, bo Rosjanie "przywitali" amerykańskiego prezydenta bombardowaniem zbiorników paliwa w okolicach Lwowa i to nie był zbieg okoliczności. Dlatego ani geograficzna lokalizacja wizyty Bidena, ani to, co powiedział w Warszawie, nie było przypadkiem.

Źródło: DoRzeczy.pl
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...