Oklaski PiS dla Trumpa. Poseł: Poczuli wiatr w żagle

Dodano:
Posłowie PiS w Sejmie Źródło: Anna Strzyżak / Kancelaria Sejmu
Po wyborze Donalda Trumpa na prezydenta USA, politycy PiS skandowali nazwisko amerykańskiego polityka i bili mu brawo. Do tych reakcji, w świetle ostatnich wydarzeń, odniósł się poseł wspomnianej formacji, Marcin Przydacz.

5 listopada ub.r. w Stanach Zjednoczonych odbyły się wybory prezydenckie. Następnego dnia rano wyniki wskazywały już na wyraźną przewagę kandydata Republikanów, co ostatecznie się potwierdziło – Donald Trump znów został prezydentem USA.

Tego samego dnia w Warszawie obradował Sejm. Podczas posiedzenia posłowie PiS i Konfederacji wstali z miejsc i zaczęli klaskać. Część z nich skandowała: "Donald Trump!".

Przydacz: Akurat mnie wtedy w Sejmie nie było

Obecnie sprawa owacji wywołuje kontrowersje ze względu na politykę, jaką w sprawie wojny na Ukrainie, prowadzi nowa amerykańska administracja.

Sytuację skomentował na antenie TVN24 poseł PiS Marcin Przydacz. – Akurat mnie wtedy w Sejmie nie było – zaznaczył parlamentarzysta.

– Natomiast jeśli chodzi o tę reakcję, proszę zrozumieć PiS, polityków prawicy, którzy półtora roku temu stracili władzę, są w zasadzie teraz, powiedzmy, ciągle ścigani, prześladowani, zabiera nam się pieniądze – mówił były wiceszef MSZ. – I nagle dostają sygnał, że prawica za oceanem, w naszym kluczowym państwie sojuszniczym, wygrywa po równie trudnym okresie 4 lat, gdzie też są prześladowani. Wchodzi pewna nadzieja, że wow, prawica jednak może się odrodzić i wygrywać – dodał.

– Proszę zrozumieć też mechanizm, w którym posłowie PiS-u poczuli wiatr w żagle, że teraz może być inaczej. Za chwilkę się okazuje, że rząd w Belgii jest prawicowy, w innych miejscach zachodniej Europy odradza się prawica, więc i także PiS się z tego cieszył – tłumaczył Marcin Przydacz. – Natomiast to nie znaczy przecież afirmacji dla jego polityki wobec Władimira Putina – dodał.

Horała: W pierwszym odruchu wstałem

Inny poseł PiS, Marcin Horała, przyznał w listopadzie ub.r., że sam "w pierwszym odruchu" wstał.

– Można taką drobną uprzejmość szefowi sojuszniczego państwa wyświadczyć, ale dosyć szybko usiadłem, bo faktycznie uważam, że wyszło trochę nadmiarowo – powiedział polityk PiS w TVN24.

– Myślę, że to była zrozumiała emocja, bo (...) z punktu widzenia interesu Polski Donald Trump to lepszy wybór niż Kamala Harris. Natomiast jest to prezydent obcego państwa, które ma swoje interesy, więc choć one są w znacznej mierze zbieżne z naszymi, to jednak nie w stu procentach i różnie może być przez najbliższe cztery lata – dodał.

Źródło: TVN24 / 300polityka.pl, DoRzeczy.pl
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...