5 listopada ub.r. w Stanach Zjednoczonych odbyły się wybory prezydenckie. Następnego dnia rano wyniki wskazywały już na wyraźną przewagę kandydata Republikanów, co ostatecznie się potwierdziło – Donald Trump znów został prezydentem USA.
Tego samego dnia w Warszawie obradował Sejm. Podczas posiedzenia posłowie PiS i Konfederacji wstali z miejsc i zaczęli klaskać. Część z nich skandowała: "Donald Trump!".
Przydacz: Akurat mnie wtedy w Sejmie nie było
Obecnie sprawa owacji wywołuje kontrowersje ze względu na politykę, jaką w sprawie wojny na Ukrainie, prowadzi nowa amerykańska administracja.
Sytuację skomentował na antenie TVN24 poseł PiS Marcin Przydacz. – Akurat mnie wtedy w Sejmie nie było – zaznaczył parlamentarzysta.
– Natomiast jeśli chodzi o tę reakcję, proszę zrozumieć PiS, polityków prawicy, którzy półtora roku temu stracili władzę, są w zasadzie teraz, powiedzmy, ciągle ścigani, prześladowani, zabiera nam się pieniądze – mówił były wiceszef MSZ. – I nagle dostają sygnał, że prawica za oceanem, w naszym kluczowym państwie sojuszniczym, wygrywa po równie trudnym okresie 4 lat, gdzie też są prześladowani. Wchodzi pewna nadzieja, że wow, prawica jednak może się odrodzić i wygrywać – dodał.
– Proszę zrozumieć też mechanizm, w którym posłowie PiS-u poczuli wiatr w żagle, że teraz może być inaczej. Za chwilkę się okazuje, że rząd w Belgii jest prawicowy, w innych miejscach zachodniej Europy odradza się prawica, więc i także PiS się z tego cieszył – tłumaczył Marcin Przydacz. – Natomiast to nie znaczy przecież afirmacji dla jego polityki wobec Władimira Putina – dodał.
Horała: W pierwszym odruchu wstałem
Inny poseł PiS, Marcin Horała, przyznał w listopadzie ub.r., że sam "w pierwszym odruchu" wstał.
– Można taką drobną uprzejmość szefowi sojuszniczego państwa wyświadczyć, ale dosyć szybko usiadłem, bo faktycznie uważam, że wyszło trochę nadmiarowo – powiedział polityk PiS w TVN24.
– Myślę, że to była zrozumiała emocja, bo (...) z punktu widzenia interesu Polski Donald Trump to lepszy wybór niż Kamala Harris. Natomiast jest to prezydent obcego państwa, które ma swoje interesy, więc choć one są w znacznej mierze zbieżne z naszymi, to jednak nie w stu procentach i różnie może być przez najbliższe cztery lata – dodał.
Czytaj też:
Krótka rozmowa z Trumpem? Polityk PiS: Niewymierna wartośćCzytaj też:
"Instrument dwóch Donaldów". Były minister PiS krytykuje Dudę
Polecamy Państwu „DO RZECZY+”
Na naszych stałych Czytelników czekają: wydania tygodnika, miesięcznika, dodatkowe artykuły i nasze programy.
Zapraszamy do wypróbowania w promocji.
