Kapitan statku z hantawirusem zostanie sprowadzony do Polski
– Jeżeli kapitan zostanie zwolniony przez holenderskie służby sanitarne, wówczas będzie sprowadzony do Polski. Chyba, że wydarzy się jeszcze coś, co nam w tej sprawie przeszkodzi – mówił Grzesiowski na konferencji prasowej w piątek (22 maja).
Zapewnił o "gotowości do procedury sprowadzenia" Dobrogowskiego do kraju. Podkreślił, że kapitan jest zdrowy i nie ma żadnych objawów choroby. – Przeszedł trzy badania, które wykluczyły na razie obecność wirusa w jego organizmie – dodał.
Grzesiowski o transporcie kapitana MV Hondius do Polski
Szef GIS tłumaczył, że transport Dobrogowskiego do Polski "będzie w asyście lekarza, natomiast nie wymaga sprzętów medycznych, karetki pogotowia". – Będzie to transport samochodowy dedykowanym pojazdem, w którym będą przestrzegane procedury, zgodnie z naszymi wytycznymi – oświadczył.
Grzesiowski przekazał, że kapitan w pierwszej kolejności trafi do Instytutu Medycyny Morskiej i Tropikalnej w Gdyni, a następnie – jeśli lekarze potwierdzą jego dobry stan zdrowia – zostanie poddany tzw. autokwarantannie, czyli izolacji domowej.
Hantawirus na statku. Zmarło troje pasażerów
Statek MV Hondius wypłynął w kwietniu z Argentyny w rejs po Atlantyku. Kilka tygodni później pojawiły się informacje, że na pokładzie wybuchła epidemia hantawirusa. To grupa patogenów przenoszonych głównie przez gryzonie, które mogą powodować ciężkie zakażenia układu oddechowego u ludzi, w tym hantawirusowy zespół płucny.
10 maja wycieczkowiec wpłynął do portu na Teneryfie, gdzie pasażerowie zeszli na ląd. Po zakończeniu ewakuacji na pokładzie pozostał tylko kapitan wraz z załogą. Statek obrał kurs na macierzysty port w Holandii. W poniedziałek (18 maja) dopłynął do Rotterdamu, gdzie został poddany dezynfekcji.
Dobrogowski ogłosił śmierć pierwszej osoby
Kapitan Hondiusa Jan Dobrogowski, doświadczony marynarz, 12 kwietnia ogłosił śmierć pierwszej osoby – obywatela Holandii. Dwa tygodnie później odeszła jego żona. 2 maja potwierdzono zgon obywatelki Niemiec.
Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) twierdzi, że na statku wykryto wariant andyjski, występujący w Ameryce Południowej – jedyny, który może przenosić się z człowieka na człowieka. Mimo to ryzyko zakażenia jest – zdaniem specjalistów – bardzo niskie.