Dramat finansów publicznych. Rząd chce waluty euro w Polsce?

Dodano:
Zbigniew Kuźmiuk, Mariusz Błaszczak Źródło: PAP / Radek Pietruszka
Sejm zajmie się projektem budżetu państwa na 2027 rok. "Rząd Donalda Tuska świadomie doprowadza nas do swoistej ściany. (...) Być może kryje się za tym pomysł, aby doprowadzając nas do poważnego kryzysu, sprawić, że Polska wejdzie do strefy euro" – ocenił Zbigniew Kuźmiuk (PiS).

W czwartek w Sejmie odbędzie się pierwsze czytanie projektu ustawy budżetowej na 2027 rok. Rząd zakłada dochody budżetu państwa na poziomie 696,4 mld zł, wydatki w wysokości 977,6 mld zł i deficyt nieprzekraczający 281,2 mld zł.

Rekordowy deficyt w projekcie budżetu na 2027 rok

Zgodnie z projektem budżetu na przyszły rok, na obronność ma trafić 198,1 mld zł, czyli 4,51 proc. PKB, a na ochronę zdrowia 274,1 mld zł, o 26,3 mld zł więcej niż w tym roku.

Projekt zakłada realny wzrost PKB o 3 proc. i średnioroczną inflację na poziomie 2,8 proc.

"Podsumowanie czteroletniej kadencji Tuska"

Zbigniew Kuźmiuk, poseł PiS, w rozmowie z DoRzeczy.pl zauważył, że projekt budżetu na 2027 rok "jest swoistym podsumowaniem czteroletniej kadencji rządów Donalda Tuska".

– To czwarty budżet skonstruowany bardzo podobnie, żeby sfinansować zaplanowane przez rządzących wydatki. We wszystkich tych budżetach od roku 2024, trzeba pożyczyć blisko 1/3 pieniędzy – podkreślił.

Poseł PiS zwrócił uwagę, że "gdyby przełożyć to na funkcjonowanie gospodarstwa domowego przez cztery lata, które ma zaplanowane wydatki i żeby je sfinansować, musi pożyczyć co roku 1/3 pieniędzy, to w czwartym roku zapewne już nie miałoby od kogo pożyczać".

– W przypadku państwa oczywiście to jest inaczej, ponieważ państwa mają swoją wiarygodność, w związku z tym jest sporo chętnych do pożyczania, ale w oczywisty sposób to pożyczanie staje się coraz droższe i jesteśmy tego dobrym przykładem – zaznaczył.

Przypomniał, że "o ile przez długi czas oprocentowanie naszych dziesięcioletnich obligacji oscylowało w granicach 5 proc., to teraz wynosi już blisko 6,5 proc.". – To wbrew pozorom przy tak gigantycznym rolowaniu, czyli wykupie starych obligacji i emitowaniu nowych, idzie w setki miliardów, więc te 1,5 proc. to jest naprawdę wyraźny wzrost kosztów obsługi długu i to widać w tym roku. Zapłacenie samych odsetek to 90 miliardów, natomiast w następnym roku to już 107 miliardów i to jest przyrost naprawdę bardzo wyraźny i niepokojący – wyjaśnił.

Priorytety rządu w budżecie na przyszły rok

Zbigniew Kuźmiuk zaznaczył, że przy takim kształcie budżetu z najwyższym w historii deficytem – prawie 282 mld zł, rządzący sformułowali trzy priorytety, czyli: bezpieczeństwo, zdrowie i inwestycje w energetyce.

– Tyle tylko, że jak popatrzymy na te wydatki, to ja mówiąc szczerze, tych priorytetów specjalnie nie widzę. Dość powiedzieć, że w tym roku na obronę z budżetu i z funduszów wsparcia mamy wydać blisko 5 proc. PKB, a w następnym roku, choć w liczbach bezwzględnych jest trochę więcej, to w relacji do PKB, wydamy tylko 4,5 proc. W relacji do PKB nakłady na obronę spadają, więc jest pytanie, jaki to jest priorytet? Wygląda na to, że to jest priorytet medialny, a nie rzeczywisty – ocenił.

Zwrócił uwagę, że jeśli chodzi o zdrowie, to od momentu, kiedy rządził PiS, ochrona zdrowia była finansowana ze składek ubezpieczonych, czyli dokładka z budżetu państwa była niewielka.

– Od 2024 roku coraz częściej występuje konieczność dofinansowania NFZ z budżetu państwa. Z roku na rok to wyraźnie rośnie. Przy czym rządzący pochwalili się, że w tym roku to będzie o 20 mld więcej niż w ubiegłym roku dotacji z budżetu państwa do ochrony zdrowia. Sumarycznie to ma być 41,5 mld. Tyle tylko, że nie jest to związane z hojnością, czy dostrzeganiem problemów ochrony zdrowia, tylko realizacją ustawy o finansowaniu ochrony zdrowia, która nakazuje zwiększanie nakładów w relacji do PKB i stąd ta dotacja. Nie chodzi o to, że rządzący dostrzegają problemy, że trzeba dołożyć, tylko dlatego, że wynika to z ustawy. Chętnie by ją zmienili, zmniejszając procent nakładów na zdrowie, ale wiadomo, że prezydent takiej ustawy nie podpisze – podkreślił.

Mówiąc o energetyce, Zbigniew Kuźmiuk zauważył, że jest na nią lekki wzrost nakładów.

– Tyle tylko, że w rzeczywistości nie bardzo wiadomo, co my w energetyce robimy. Na pewno nie budujemy elektrowni atomowej, bo do tej pory nie ma porozumienia ostatecznego z firmami amerykańskimi. Ktoś coś mówi o tym, że oddaliśmy plac, czy oddajemy plac budowy już Amerykanom, ale nikt z Amerykanów tam nie wejdzie, skoro nie ma ostatecznego porozumienia. Udajemy, że coś robimy – ocenił.

Co z budżetem na 2028 rok?

Pytany o to, jak może wyglądać budżet na 2028 rok, czyli – być może – po zmianie władzy w Polsce, Zbigniew Kuźmiuk odpowiedział, że "będzie bardzo trudno go budować".

– Mamy dwie kategorie długu. Jedna to jest miara unijna, którą raportujemy, ten dług obsługujemy i spłacamy. Natomiast w konstytucji mamy inną definicję długu. Ona się nazywa państwowy dług publiczny. Z kolei w ustawie o finansach publicznych mamy jeszcze próg ostrożnościowy, odnoszący się do tej definicji, wynoszący 55 proc. PKB, a w konstytucji jest to 60 proc. PKB. Tylko ten dług, to jest państwowy dług publiczny i on od tego unijnego różni się – lekko licząc – 14 pkt proc. PKB. Czyli w wymiarze wartościowym, to to jest 560 miliardów. Mówiąc inaczej – definicja krajowa jest węższa od unijnej i w związku z tym wielkości długu w progu ostrożnościowym i w konstytucji są o owe 560 mld niższe – wyjaśnił.

Poseł PiS zauważył, że "według miary unijnej na koniec 2027 roku, zbliżymy się do 69 proc. PKB, a według miary zawartej w polskiej konstytucji do 55 proc.".

– O ile obsługujemy i koszty ponosimy związane z tym wielkim długiem, to jeżeli chodzi o miarę polski dług publiczny, to nie możemy przekroczyć 55 proc. PKB, bo to wynika z ustawy o finansach publicznych. Jeśli ta granica zostanie przekroczona, to następny budżet musiałby być zrównoważony i zbudowany bez deficytu, o ile będziemy wiedzieli w czasie trwania roku 2027, czy ten próg przekroczyliśmy, czy nie. Wszystko wskazuje na to, że go przekroczymy, według wszystkich symulacji – tłumaczył.

Zbigniew Kuźmiuk przypomniał, że komunikat w tej sprawie będzie dopiero w maju 2028 roku, ponieważ o wielkości PKB w komunikacie decyduje GUS, bo to on liczy PKB.

– Więc dowiemy się o tym formalnie w 2028 roku, czyli wszystko wskazuje na to, że mimo przekroczenia długu nie będziemy musieli, zgodnie z ustawą, na 2028 rok robić jakichś drastycznych ruchów – dodał.

Poseł PiS przypomniał, że oprócz tego są agencje ratingowe.

– Niezależnie od tego, kiedy GUS ogłosi czy my przekroczyliśmy, czy nie, to agencje już jesienią 2027 roku powiedzą, że jest niedobrze i być może będą nam próbowały obniżyć ratingi – dodał.

Rząd chce wprowadzić walutę euro w Polsce?

Zdaniem rozmówcy DoRzeczy.pl "drastyczne oszczędności być może przesuną się na budżet 2029 roku, to jednak będzie już poważny problem ze zbudowaniem budżetu na 2028 rok".

– Oczywiście my, jako PiS, mamy na to jakieś pomysły – podkreślił.

Zbigniew Kuźmiuk stwierdził, że rząd Donalda Tuska świadomie doprowadza nas do swoistej ściany, żebyśmy mieli ciężej.

– Być może kryje się za tym pomysł, aby doprowadzając nas do poważnego kryzysu, sprawić, że Polska wejdzie do strefy euro – ocenił.

Wyjaśnił, że "jeżeli się okaże, że jesteśmy pod ścianą i potrzebujemy pomocy, to Komisja Europejska, Europejski Bank Centralny i Fundusz Walutowy, powiedzą, że są gotowe uruchomić jakiś nadzwyczajny program ratunkowy dla Polski, ale w zamian za to, że jednak wykonamy pierwszy krok".

– Do strefy euro nie można wejść tak, że otwieramy drzwi i wchodzimy, wbrew pozorom. Do tego potrzebna jest odpowiednia procedura, ale do tzw. korytarza RM2, czyli przygotowawczego, możemy wejść od ręki, a do tego potrzebna jest tylko wspólna decyzja ministra finansów i prezesa Narodowego Banku Polskiego. Rozumiem, że rządzący mogą zakładać, że do tego czasu, ponieważ próbują postawić prezesa przed Trybunałem Stanu, a postawienie go formalnie przed Trybunałem Stanu nie pozwala mu pełnić tej funkcji, więc miałby być jakiś prezes, który taki dokument podpisze – ostrzegł.

W tym kontekście przypomniał słowa Marka Belki, który powiedział, że w Polsce mamy 70 proc. społeczeństwa przeciwnych przyjęcia euro, ale pewnie sytuacja by się zmieniła, gdybyśmy doświadczyli potężnego kryzysu.

– Być może pomysłem jest, żeby do takiego kryzysu doprowadzić. Być może to jest jedno z wyjaśnień, dlaczego tak niefrasobliwie prą do tego, żeby w cztery lata suma deficytów przekroczyła bilion, a dług – półtora biliona – ocenił Zbigniew Kuźmiuk.

Źródło: DoRzeczy.pl
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...