W czwartek w Sejmie odbędzie się pierwsze czytanie projektu ustawy budżetowej na 2027 rok. Rząd zakłada dochody budżetu państwa na poziomie 696,4 mld zł, wydatki w wysokości 977,6 mld zł i deficyt nieprzekraczający 281,2 mld zł.
Rekordowy deficyt w projekcie budżetu na 2027 rok
Zgodnie z projektem budżetu na przyszły rok, na obronność ma trafić 198,1 mld zł, czyli 4,51 proc. PKB, a na ochronę zdrowia 274,1 mld zł, o 26,3 mld zł więcej niż w tym roku.
Projekt zakłada realny wzrost PKB o 3 proc. i średnioroczną inflację na poziomie 2,8 proc.
"Podsumowanie czteroletniej kadencji Tuska"
Zbigniew Kuźmiuk, poseł PiS, w rozmowie z DoRzeczy.pl zauważył, że projekt budżetu na 2027 rok "jest swoistym podsumowaniem czteroletniej kadencji rządów Donalda Tuska".
– To czwarty budżet skonstruowany bardzo podobnie, żeby sfinansować zaplanowane przez rządzących wydatki. We wszystkich tych budżetach od roku 2024, trzeba pożyczyć blisko 1/3 pieniędzy – podkreślił.
Poseł PiS zwrócił uwagę, że "gdyby przełożyć to na funkcjonowanie gospodarstwa domowego przez cztery lata, które ma zaplanowane wydatki i żeby je sfinansować, musi pożyczyć co roku 1/3 pieniędzy, to w czwartym roku zapewne już nie miałoby od kogo pożyczać".
– W przypadku państwa oczywiście to jest inaczej, ponieważ państwa mają swoją wiarygodność, w związku z tym jest sporo chętnych do pożyczania, ale w oczywisty sposób to pożyczanie staje się coraz droższe i jesteśmy tego dobrym przykładem – zaznaczył.
Przypomniał, że "o ile przez długi czas oprocentowanie naszych dziesięcioletnich obligacji oscylowało w granicach 5 proc., to teraz wynosi już blisko 6,5 proc.". – To wbrew pozorom przy tak gigantycznym rolowaniu, czyli wykupie starych obligacji i emitowaniu nowych, idzie w setki miliardów, więc te 1,5 proc. to jest naprawdę wyraźny wzrost kosztów obsługi długu i to widać w tym roku. Zapłacenie samych odsetek to 90 miliardów, natomiast w następnym roku to już 107 miliardów i to jest przyrost naprawdę bardzo wyraźny i niepokojący – wyjaśnił.
Priorytety rządu w budżecie na przyszły rok
Zbigniew Kuźmiuk zaznaczył, że przy takim kształcie budżetu z najwyższym w historii deficytem – prawie 282 mld zł, rządzący sformułowali trzy priorytety, czyli: bezpieczeństwo, zdrowie i inwestycje w energetyce.
– Tyle tylko, że jak popatrzymy na te wydatki, to ja mówiąc szczerze, tych priorytetów specjalnie nie widzę. Dość powiedzieć, że w tym roku na obronę z budżetu i z funduszów wsparcia mamy wydać blisko 5 proc. PKB, a w następnym roku, choć w liczbach bezwzględnych jest trochę więcej, to w relacji do PKB, wydamy tylko 4,5 proc. W relacji do PKB nakłady na obronę spadają, więc jest pytanie, jaki to jest priorytet? Wygląda na to, że to jest priorytet medialny, a nie rzeczywisty – ocenił.
Zwrócił uwagę, że jeśli chodzi o zdrowie, to od momentu, kiedy rządził PiS, ochrona zdrowia była finansowana ze składek ubezpieczonych, czyli dokładka z budżetu państwa była niewielka.
– Od 2024 roku coraz częściej występuje konieczność dofinansowania NFZ z budżetu państwa. Z roku na rok to wyraźnie rośnie. Przy czym rządzący pochwalili się, że w tym roku to będzie o 20 mld więcej niż w ubiegłym roku dotacji z budżetu państwa do ochrony zdrowia. Sumarycznie to ma być 41,5 mld. Tyle tylko, że nie jest to związane z hojnością, czy dostrzeganiem problemów ochrony zdrowia, tylko realizacją ustawy o finansowaniu ochrony zdrowia, która nakazuje zwiększanie nakładów w relacji do PKB i stąd ta dotacja. Nie chodzi o to, że rządzący dostrzegają problemy, że trzeba dołożyć, tylko dlatego, że wynika to z ustawy. Chętnie by ją zmienili, zmniejszając procent nakładów na zdrowie, ale wiadomo, że prezydent takiej ustawy nie podpisze – podkreślił.
Mówiąc o energetyce, Zbigniew Kuźmiuk zauważył, że jest na nią lekki wzrost nakładów.
– Tyle tylko, że w rzeczywistości nie bardzo wiadomo, co my w energetyce robimy. Na pewno nie budujemy elektrowni atomowej, bo do tej pory nie ma porozumienia ostatecznego z firmami amerykańskimi. Ktoś coś mówi o tym, że oddaliśmy plac, czy oddajemy plac budowy już Amerykanom, ale nikt z Amerykanów tam nie wejdzie, skoro nie ma ostatecznego porozumienia. Udajemy, że coś robimy – ocenił.
Co z budżetem na 2028 rok?
Pytany o to, jak może wyglądać budżet na 2028 rok, czyli – być może – po zmianie władzy w Polsce, Zbigniew Kuźmiuk odpowiedział, że "będzie bardzo trudno go budować".
– Mamy dwie kategorie długu. Jedna to jest miara unijna, którą raportujemy, ten dług obsługujemy i spłacamy. Natomiast w konstytucji mamy inną definicję długu. Ona się nazywa państwowy dług publiczny. Z kolei w ustawie o finansach publicznych mamy jeszcze próg ostrożnościowy, odnoszący się do tej definicji, wynoszący 55 proc. PKB, a w konstytucji jest to 60 proc. PKB. Tylko ten dług, to jest państwowy dług publiczny i on od tego unijnego różni się – lekko licząc – 14 pkt proc. PKB. Czyli w wymiarze wartościowym, to to jest 560 miliardów. Mówiąc inaczej – definicja krajowa jest węższa od unijnej i w związku z tym wielkości długu w progu ostrożnościowym i w konstytucji są o owe 560 mld niższe – wyjaśnił.
Poseł PiS zauważył, że "według miary unijnej na koniec 2027 roku, zbliżymy się do 69 proc. PKB, a według miary zawartej w polskiej konstytucji do 55 proc.".
– O ile obsługujemy i koszty ponosimy związane z tym wielkim długiem, to jeżeli chodzi o miarę polski dług publiczny, to nie możemy przekroczyć 55 proc. PKB, bo to wynika z ustawy o finansach publicznych. Jeśli ta granica zostanie przekroczona, to następny budżet musiałby być zrównoważony i zbudowany bez deficytu, o ile będziemy wiedzieli w czasie trwania roku 2027, czy ten próg przekroczyliśmy, czy nie. Wszystko wskazuje na to, że go przekroczymy, według wszystkich symulacji – tłumaczył.
Zbigniew Kuźmiuk przypomniał, że komunikat w tej sprawie będzie dopiero w maju 2028 roku, ponieważ o wielkości PKB w komunikacie decyduje GUS, bo to on liczy PKB.
– Więc dowiemy się o tym formalnie w 2028 roku, czyli wszystko wskazuje na to, że mimo przekroczenia długu nie będziemy musieli, zgodnie z ustawą, na 2028 rok robić jakichś drastycznych ruchów – dodał.
Poseł PiS przypomniał, że oprócz tego są agencje ratingowe.
– Niezależnie od tego, kiedy GUS ogłosi czy my przekroczyliśmy, czy nie, to agencje już jesienią 2027 roku powiedzą, że jest niedobrze i być może będą nam próbowały obniżyć ratingi – dodał.
Rząd chce wprowadzić walutę euro w Polsce?
Zdaniem rozmówcy DoRzeczy.pl "drastyczne oszczędności być może przesuną się na budżet 2029 roku, to jednak będzie już poważny problem ze zbudowaniem budżetu na 2028 rok".
– Oczywiście my, jako PiS, mamy na to jakieś pomysły – podkreślił.
Zbigniew Kuźmiuk stwierdził, że rząd Donalda Tuska świadomie doprowadza nas do swoistej ściany, żebyśmy mieli ciężej.
– Być może kryje się za tym pomysł, aby doprowadzając nas do poważnego kryzysu, sprawić, że Polska wejdzie do strefy euro – ocenił.
Wyjaśnił, że "jeżeli się okaże, że jesteśmy pod ścianą i potrzebujemy pomocy, to Komisja Europejska, Europejski Bank Centralny i Fundusz Walutowy, powiedzą, że są gotowe uruchomić jakiś nadzwyczajny program ratunkowy dla Polski, ale w zamian za to, że jednak wykonamy pierwszy krok".
– Do strefy euro nie można wejść tak, że otwieramy drzwi i wchodzimy, wbrew pozorom. Do tego potrzebna jest odpowiednia procedura, ale do tzw. korytarza RM2, czyli przygotowawczego, możemy wejść od ręki, a do tego potrzebna jest tylko wspólna decyzja ministra finansów i prezesa Narodowego Banku Polskiego. Rozumiem, że rządzący mogą zakładać, że do tego czasu, ponieważ próbują postawić prezesa przed Trybunałem Stanu, a postawienie go formalnie przed Trybunałem Stanu nie pozwala mu pełnić tej funkcji, więc miałby być jakiś prezes, który taki dokument podpisze – ostrzegł.
W tym kontekście przypomniał słowa Marka Belki, który powiedział, że w Polsce mamy 70 proc. społeczeństwa przeciwnych przyjęcia euro, ale pewnie sytuacja by się zmieniła, gdybyśmy doświadczyli potężnego kryzysu.
– Być może pomysłem jest, żeby do takiego kryzysu doprowadzić. Być może to jest jedno z wyjaśnień, dlaczego tak niefrasobliwie prą do tego, żeby w cztery lata suma deficytów przekroczyła bilion, a dług – półtora biliona – ocenił Zbigniew Kuźmiuk.
Czytaj też:
Polaków zapytano o gospodarkę. Alarm dla rządu w nowym sondażu Czytaj też:
PiS wycofuje się z głośnego projektu. Czarnek: Błędna decyzja rządu Morawieckiego
