HistoriaZagadka śmierci Raoula Wallenberga. Kto zabił słynnego obrońcę Żydów?

Zagadka śmierci Raoula Wallenberga. Kto zabił słynnego obrońcę Żydów?

Raoul Wallenberg
Raoul Wallenberg / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano 5
Szwedzki dyplomata uratował tysiące Żydów. W sprawie jego tajemniczego zaginięcia i śmierci wszystkie tropy prowadzą do NKWD.

Co się stało z Raoulem Wallenbergiem?

Szwedzki dyplomata zniknął 17 stycznia 1945 r. W Budapeszcie trwały jeszcze walki między bolszewikami a Niemcami i Węgrami. Jasnym było jednak to, że całkowity upadek stolicy jest kwestią czasu. Tego dnia szwedzki dyplomata pojechał do Debreczyna. Według jednej wersji chciał zobaczyć się z sowieckim marszałkiem Rodionem Malinowskim, według innej z przedstawicielami nowego węgierskiego rządu.

Jechał samochodem?

Tak. Sowieci przydzielili mu „ochronę” w postaci żołnierzy Armii Czerwonej. Powiedzieli, że w mieście roi się od niemieckich snajperów. Wallenberg powiedział wówczas: „Nie jestem pewien, czy ci żołnierze rzeczywiście mają mnie bronić, czy pilnować”. Po drodze został aresztowany przez funkcjonariuszy Smerszu.

Co się z nim stało?

Został wywieziony do Rumunii, gdzie poddano go wstępnym przesłuchaniom. W marcu 1945 r. był już w Moskwie na Łubiance.

Jak na porwanie dyplomaty zareagował szwedzki rząd?

Ta reakcja nie przynosi mu specjalnej chwały. Do dziś jest to przedmiotem ostrej krytyki w Szwecji. W takich sytuacjach należy poruszyć każdy kamień, aby uwolnić swojego człowieka. Tymczasem Szwedzi zachowali się dość powściągliwie. Nie chcieli narażać się potężnym Sowietom. Kiedy matka Wallenberga chciała spotkać się z byłym ambasadorem Szwecji w Budapeszcie, stanowczo odmówił.

Sowieci początkowo twierdzili, że nie mieli nic wspólnego ze zniknięciem Wallenberga.

Przyznali się dopiero w 1956 r. A więc 11 lat po uprowadzeniu dyplomaty. Moskwa ogłosiła, że Szwed zmarł na Łubiance 16 lipca 1947 r. Przyczyną zgonu miał być zawał serca.

Czytaj także:
NKWD zamordowało gen. George'a Pattona

Wierzy pan w to?

Problem polega na tym, że wiemy to, co Sowieci nam przekazali. Nie ma żadnych dowodów na to, że Wallenberg był żywy po lipcu 1947 r. Możemy więc założyć, że rzeczywiście zmarł – lub został zamordowany – mniej więcej w tym czasie.

Ale ten „zawał serca”… Wallenberg był zdrowym, 35-letnim mężczyzną.

Po dwóch latach na Łubiance każdy mógł umrzeć na zawał serca. Nawet mistrz olimpijski. Więźniowie opuszczali to miejsce jako strzępy ludzkie. Dokumenty, które zawierają prawdę o śmierci Wallenberga, są zamknięte na cztery spusty w rosyjskich archiwach. Są historycy, którzy starają się wydobyć od Rosjan te papiery, ale wątpię, żeby im się udało.

A jakie jest pana zdanie w tej sprawie?

Ja uważam, że Wallenberg żył tak długo, jak przedstawiał dla Sowietów jakąś wartość. Dopóty nie wyciśnięto z niego na przesłuchaniach całej wiedzy. Przez pewien czas Stalin mógł mieć nadzieję, że za jego zwolnienie może uzyskać coś od Szwedów. Gdy jednak Sztokholm nie wykazywał większego zainteresowania, Wallenberg stał się niepotrzebny. Zapewne wtedy zapadła decyzja o jego eliminacji.

Wysoki rangą oficer sowieckich służb Paweł Sudopłatow napisał w swoich wspomnieniach, że Wallenberg został otruty. Według innej wersji został zastrzelony strzałem w tył czaszki.

Metoda nie ma żadnego znaczenia. Ważne jest to, że został nielegalnie, niesłusznie aresztowany przez bolszewików. I zginął w ich niewoli. Gdyby go nie aresztowali w 1945 r., do tej tragedii by nie doszło. Moskwa ponosi więc pełną odpowiedzialność za śmierć dzielnego Szweda.

Istnieją jednak dziesiątki relacji, według których Wallenberg żył po 1947 r. Widziano go w łagrze na Workucie w 1987 r. Miał być trzymany w psychuszce albo – jako więzień numer 040812 – w tajnym Centrum Naukowo-Badawczym na wschód od Bajkału.

No cóż, to jest bardzo delikatna sprawa. Otóż rodzina Wallenbergów była bardzo zamożna. O sprawie zniknięcia Raoula pisały gazety na całym świecie. W efekcie wielu oszustów zwietrzyło okazję do zarobienia pieniędzy. Zgłaszali się do bliskich dyplomaty i opowiadali niestworzone historie: że mają „pewne” informacje o miejscu jego pobytu i potrzebują tylko kilku tysięcy dolarów, żeby je „uściślić”. Działalność tych ludzi stała się prawdziwą plagą. Zatruwali życie biednej rodzinie, a obecnie ich wymysły krążą jako „alternatywne wersje” losu Wallenberga.

Dlaczego Stalin kazał aresztować Raoula Wallenberga?

Bo podejrzewał, że w Budapeszcie oprócz działalności humanitarnej – czyli ratowania Żydów – ten szwedzki dyplomata odgrywał również rolę polityczną. Celem działań Wallenberga miało być uratowanie Węgier przed sowietyzacją, ocalenie ich dla zachodniego świata.

Stalin miał rację?

Podejrzenia Sowietów były oparte na solidnych przesłankach. Wallenberg rzeczywiście był politycznie powiązany z Amerykanami.

Politycznie czy wywiadowczo?

W jednym z waszyngtońskich archiwów znalazłem dokumenty wskazujące, że Wallenberg miał kontakty z OSS, czyli poprzedniczką CIA, ale za pośrednictwem szwedzkich służb specjalnych. Węgry dla Stanów Zjednoczonych były państwem wrogim i OSS nie mogła swobodnie działać na ich terenie. Szwedzi złożyli ofertę pomocy. W 1944 r. w Sztokholmie zdawano sobie sprawę, że wojna skończy się triumfem aliantów. Chciano więc jakoś zamazać pamięć o pierwszych latach wojny, gdy Szwecja sprzyjała III Rzeszy.

Czytaj także:
Jak Churchill uratował Stalina

Jest jeszcze „polska wersja” aresztowania Wallenberga. Według niej szwedzki dyplomata miał otrzymać kompromitującą Moskwę dokumentację katyńską od dr. Ferenca Orsósa, szefa Węgierskiej Izby lekarskiej, który brał udział w ekshumacjach polskich oficerów.

Nie znalazłem żadnych dokumentów świadczących o kontaktach Wallenberga z dr. Orsósem. To był antysemita powiązany ze strzałokrzyżowcami. Kiedy członkowie tego ruchu zabrali się w Budapeszcie do wyżynania Żydów, Orsós mówił, żeby ciała wrzucić do Dunaju, aby nie śmierdziały na ulicach. To nie był ktoś, z kim Wallenberg mógłby utrzymywać kontakty. Nie oznacza to, że „ślad katyński” jest zupełnie nieprawdopodobny. Wallenberg mógł pozyskać informacje o tej bolszewickiej zbrodni, ale nie przez dr. Orsósa, tylko przez komórkę polskiego ruchu oporu działającą w Budapeszcie. Wiemy, że przekazała ona dokumenty katyńskie węgierskiemu ruchowi oporu.

Co się z nimi stało?

Przywódca ruchu oporu, węgierski oficer lotnictwa Zoltán Mikó, umieścił je w sejfie należącym do Ambasady Szwecji w Budapeszcie. Wiemy, że sejf ten był oddany do dyspozycji Wallenberga. Sejf znajdował się w siedzibie Hazai Banku. To jest potężny budynek, o niezwykle grubych ścianach odpornych na uderzenia bomb i pocisków artyleryjskich. Dlatego właśnie Szwedzi i ruch oporu wybrali go do swoich celów. Do Budapesztu zbliżała się Armia Czerwona – spodziewano się walk ulicznych, ostrzału miasta. Wallenberg zajął budynek, wywiesił na nim flagę i ogłosił, że jest to „konsulat szwedzki”. W budynku ukryto kilkuset Żydów, kosztowności i dokumenty. Między innymi te dotyczące Katynia.


Strzałokrzyżowcy nie próbowali się tam dostać?

Nie, bo Mikó obsadził budynek swoimi ludźmi. Uzbrojonymi w broń maszynową żołnierzami, którzy byli jednocześnie zaprzysiężeni w ruchu oporu. Hazai Bank został zamieniony w małą twierdzę. Dopiero w połowie lutego, gdy Budapeszt skapitulował i został zajęty przez Armię Czerwoną, do hotelu wkroczyli bolszewicy. Nie przejmowali się eksterytorialnością szwedzkiej placówki. Załatwili to po swojemu – hotel splądrowali, a drzwi sejfu wysadzili za pomocą trotylu. Zabrali wszystko, co było w środku. Kosztowności, dolary, ale przede wszystkim dokumenty katyńskie.

Ilu Żydów uratował Wallenberg?

Nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie. W Budapeszcie uratowano dziesiątki tysięcy Żydów, ale nie było to dzieło jednego człowieka. Na tym polu świetną robotę wykonywali Szwajcarzy, Watykan i Czerwony Krzyż. Gdy Wallenberg przybył do Budapesztu w lipcu 1944 r., wielu ludzi już pomagało Żydom.

Jak wyglądała wtedy sytuacja węgierskich Żydów?

Zacznijmy od tego, że węgierski przywódca, regent Miklós Horthy, długo opierał się niemieckim żądaniom wydania Żydów. Niestety w marcu 1944 r. Niemcy dowiedzieli się o jego planach przejścia na stronę aliantów i zajęli Budapeszt. Wymusili na nim zmianę rządu na uległy wobec Rzeszy. Wtedy ruszyły deportacje Żydów do Auschwitz, w sumie wywieziono ponad 400 tys. ludzi. W lipcu Horthy stanął jednak na nogi, jego pozycja się wzmocniła. Wydał rozkaz, żeby wstrzymać wywózki. Adolf Eichmann szalał ze wściekłości.

Czyli gdy Wallenberg przybył do Budapesztu, największe zagrożenie minęło?

Rzeczywiście wydawało się, że Żydom już nic poważnego nie grozi. Wallenberg w pierwszych tygodniach robił więc to, co każdy nowo przybyły dyplomata. Składał wizyty, chodził na rauty, poznawał nowy kraj i nowe miasto. Umawiał się na randki z dwiema dziewczynami. Potem nadszedł październik 1945 r. Horthy po raz kolejny próbował zerwać z Osią i Niemcy znowu interweniowali. Doprowadzili do puczu, w którego efekcie władzę przejęli strzałokrzyżowcy. Faszystowska, antysemicka organizacja wzorowana na NSDAP.

Co to oznaczało dla Żydów?

Kłopoty. Znowu zaczęły się deportacje, choć tym razem nie do Auschwitz, bolszewicy byli już zbyt blisko tego obozu. Żydów przepędzono więc do obozów pracy na terenie Austrii. Na ulicach rozpoczęły się polowania na nich.

Wtedy Wallenberg wkroczył do akcji.

Tak. Zaczął od metod legalnych. Czyli wydawał Żydom szwedzkie paszporty, które chroniły ich przez deportacją. W sumie 4,5 tys. Potem starał się przekupywać niemieckich i węgierskich urzędników. Czasami ich straszył, że jeśli mu nie pomogą, to po wojnie staną przed sądem jako zbrodniarze wojenni.

Czytaj także:
Jeden z nich sam zabił 10 tys. ludzi. Kim byli mordercy z Katynia

Czy to prawda, że przekupił samego Eichmanna?

Historycy się w tej sprawie spierają. Nie ma jednak niezbitych dowodów na to, że ci dwaj mężczyźni się spotkali.

Wróćmy więc do działań Wallenberga.

To był niesamowity organizator, człowiek o niespożytej energii. Stworzył olbrzymią siatkę pomocy, do której wciągnął kilkaset osób. Wynajął lub kupił kilkadziesiąt budynków. Powiesił na nich szwedzkie flagi i ogłosił, że to terytorium neutralnego państwa. Nadawał im rozmaite nazwy: Biblioteka Szwedzka, Instytut Szwedzki i tym podobne.Oczywiście były to schronienia dla Żydów.

Szwedzka flaga gwarantowała nietykalność?

Na początku tak. Niemcy szybko jednak się zorientowali, co robi ten młody dyplomata. I pod koniec wojny wiele budynków Wallenberga zostało zaatakowanych przez SS i strzałokrzyżowców. Doszło wtedy do wielu zaciętych bitew, oblężeń. Szwedzkie budynki były bowiem chronione przez węgierskich żołnierzy, którzy byli zaprzysiężeni w ruchu oporu. Do jednej z najsłynniejszych bitew doszło w hotelu, w którym Wallenberg umieścił żydowskie dzieci. Szturm strzałokrzyżowców udało się odeprzeć.

Węgierski ruch oporu? To w Polsce rzecz mało znana…

Węgry, pod wodzą regenta Horthyego, walczyły z bolszewizmem u boku III Rzeszy. Byli jednak ludzie, którym ten kurs nie odpowiadał. Założyli oni podziemną organizację, która orientowała się na aliantów zachodnich. Nie była oczywiście tak silna jak Armia Krajowa, nie cieszyła się takim poparciem. W szeregach tej konspiracji zaprzysiężonych było jednak sporo oficerów węgierskich sił zbrojnych.

Między innymi wspomniany przez pana Zoltán Mikó.

Tak. Mikó nie tylko przydzielił swoich ludzi do obrony szwedzkich budynków, lecz także zapewnił Wallenbergowi ochronę osobistą. Żołnierze związani z ruchem oporu towarzyszyli mu dzień i noc. Jeździli, obwieszeni bronią maszynową, na stopniach jego limuzyny. W ostatnich tygodniach przed wkroczeniem Sowietów na ulicach zrobiło się naprawdę groźnie. Strzałokrzyżowcy wprowadzili rządy terroru.

Czy rzeczywiście życie dyplomaty było zagrożone?

O, tak. Na Wallenberga został wydany wyrok. Strzałokrzyżowcy stworzyli nawet specjalne komando egzekutorów, które jeździło po mieście ciężarówką. Ludzie ci mieli zdjęcie szwedzkiego dyplomaty. Gdyby go zobaczyli, mieli strzelać bez ostrzeżenia. W efekcie Wallenberg musiał co noc spać w innym mieszkaniu. To było dla niego bardzo stresujące. Był wyczerpany psychicznie.

Metody Wallenberga zawsze działały?

Oczywiście nie wszystkich Żydów udało mu się uratować. Strzałokrzyżowcy i Niemcy byli bardzo bezwzględni. Jest taka głośna sprawa, która akurat na szczęście skończyła się happy endem. Otóż strzałokrzyżowcy wtargnęli do jego budynku i porwali 100 Żydów znajdujących się pod opieką Szweda. Zaprowadzili ich nad Dunaj, żeby ich rozstrzelać. W ostatniej chwili na miejsce przybyli jednak sojusznicy Wallenberga, czyli funkcjonariusze budapeszteńskiej policji. Udało im się odbić Żydów. Strzałokrzyżowcy wycofali się, gdy zobaczyli, że policjanci są lepiej uzbrojeni.

Sytuacja w Budapeszcie przypominała Dziki Zachód. Górą był ten, kto miał większą spluwę.

Dokładnie. Dla Żydów to było piekło na ziemi. Zresztą nie tylko dla Żydów. Strzałokrzyżowcy rzucali się również na młodych Węgrów. Zarzucali im tchórzostwo, dezercję. Pytali, dlaczego nie są na froncie. Budapeszt był otoczony przez Sowietów. Strzałokrzyżowcy wiedzieli, że są skończeni, i wpadli w amok. Postanowili przed własną śmiercią zabić tylu wrogów, ilu się dało. Na domiar złego gangi bandytów plądrowały sklepy, demolowały miasto. Na szczęście w Budapeszcie byli tacy ludzie jak Wallenberg, którzy starali się pomóc najbardziej zagrożonym. Ironią losu jest to, że ostatecznie nie został zamordowany przez Niemców, ale przez sowieckich „wyzwolicieli”.

Piotr Zychowicz

Gellert Kovacs jest węgierskim historykiem pracującym w Szwecji. Napisał między innymi książkę na temat działań Raoula Wallenberga „Zmierzch w Budapeszcie”. Monografia ukazała się na razie w Szwecji i na Węgrzech.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 8/2016
Artykuł został opublikowany w 8/2016 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ pwł

Czytaj także

 5
  • arletta IP
    katja ty ruski trolu
    Dodaj odpowiedź 1 0
      Odpowiedzi: 0
    • Porucznik Borewitch IP
      To może październik 2045 ?
      Dodaj odpowiedź 0 0
        Odpowiedzi: 0
      • Miki74 IP
        "Potem nadszedł październik 1945 r. Horthy po raz kolejny próbował zerwać z Osią i Niemcy znowu interweniowali. Doprowadzili do puczu, w którego efekcie władzę przejęli strzałokrzyżowcy. Faszystowska, antysemicka organizacja wzorowana na NSDAP." PAŹDZIERNIK 1945?
        Dodaj odpowiedź 3 0
          Odpowiedzi: 0
        • Katja IP
          Podobno polskie ruchy narodowe mają na ten temat sporą wiedzę ze względu na bliskie stosunki z Kremlem.
          Dodaj odpowiedź 1 6
            Odpowiedzi: 1

          Czytaj także