HistoriaDwa rokosze. Dlaczego szlachta podniosła rękę na króla

Dwa rokosze. Dlaczego szlachta podniosła rękę na króla

Rokosz sandomierski
Rokosz sandomierski
Dodano 2
W XVII w. obywatele Rzeczypospolitej dwukrotnie wypowiedzieli królowi posłuszeństwo. Polała się krew.

Gdyby wojewoda krakowski Mikołaj Zebrzydowski wstał z grobu i pojawił się 14 września 2013 r. na potężnej manifestacji związkowej w Warszawie, poczułby się w swoim żywiole. Gniewne przemówienia, twarde oskarżenia i żądania pod adresem rządu, zapowiedź odsunięcia go od władzy i w istocie wymówienie posłuszeństwa, postulaty wprowadzenia elementów demokracji bezpośredniej, obywatelski bunt – tak właśnie było na zwoływanych przez niego zjazdach szlachty w Stężycy i Sandomierzu.

Wojewoda Zebrzydowski uśmiechnąłby się na widok niesionej przez związkowców karykaturalnej złotej figury premiera. I spojrzałby z niechęcią na kolumnę Zygmunta, na króla trzymającego szablę w dłoni w chwili, gdy przewodniczący „Solidarności” przypominał słowa ministra spraw wewnętrznych, że państwo ma monopol na stosowanie siły, i deklarował, że manifestanci nie zamierzają jej używać. Zebrzydowski także nie chciał wojny z władzą. Zamierzał przywołać króla do porządku, chciał sprawić, by obywatele mieli większy wpływ na rządy i zapobiec wprowadzeniu absolutyzmu.

Niepokój szlachty

Mikołaj Zebrzydowski stanął na czele części szlachty – jak dużej, nie wiemy, nie było wtedy „sodnażowni” – niezadowolonej z Zygmunta III. Istniały ku temu powody. Król był wpatrzony w Sztokholm, chciał, wykorzystując polski tron, zdobyć koronę w rodzinnej Szwecji, miał tajne konszachty z Habsburgami. Ta polityka zagraniczna zdaniem rokoszan nie była zgodna z interesem Rzeczypospolitej.

„Ojcze nasz, królu polski, który mieszkasz w Warszawie,/U nas w niedobrej sławie/Święć się w Szwecyjej imię twoje,/Gdzie są z dawna twoje pokoje./Przydź do królestwa twego szwedzkiego,/A zaniechaj polskiego i księstwa litewskiego […]/ I nie wywódź nas na pokuszenie na wojnę ze Szwedami/Bo jej dla ciebie doma dosyć mamy” – zwracano się w satyrycznej modlitwie do Zygmunta III.

Zdumienie i oburzenie wywołał ślub króla z siostrą zmarłej żony. Uważane to było niemal za kazirodztwo, a Piotr Skarga, skądinąd orędownik silnej władzy królewskiej, zamierzał nawet opuścić dwór.

Chcąc jeszcze bardziej zniechęcić szlachtę do Zygmunta III, Zebrzydowski sugerował, że wie o jakichś niecnych postępkach króla, które miałyby go ostatecznie skompromitować. Jednak w istocie zdyskredytował się sam, nie odpowiadając na publiczne wezwanie Sejmu do ujawnienia rzekomych niegodziwości.

Rokoszanie i regaliści

Chociaż Zebrzydowski był zaprzysięgłym katolikiem, w obozie rokoszan znalazła się szlachta protestancka, która chciała zagwarantowania i potwierdzenia wolności religijnej.

Rokoszanom się nie podobało, że król pragnie wzmocnić swą władzę. Jednak Zygmunt III chciał jednocześnie wzmocnić państwo. Postulował bowiem, by uchwały na sejmie zapadały większością głosów, chciał stałej armii i stałych na nią podatków. W planach wzmocnienia władzy widziano jednak zagrożenie dla szlacheckiej wolności, ale także swawoli. Jednym z przywódców rokoszu był Stanisław Stadnicki, słynny warchoł. W ulotnym druku pisano o nim: „Stadnicki, dyabeł wcielony/Puścił głosy na wsze strony, że pana z królestwa zrzucili, Krążąc, ryczy bałamuci/Drudzy też mu pomagali/Panu w kasze narzucali/I braci skupili wiele/Gniew, nienawiść broi śmiele”.

Szlacheckie społeczeństwo było podzielone. Konkurencyjny wobec rokoszan zjazd odbył się w Wiślicy. Przy królu gromadzili się regaliści, którzy przeciwstawiali się rokoszanom, ale byli dalecy od tego, by wzmacniać władzę króla. Chcieli tylko bronić monarchy i jego autorytetu.

Zebrzydowski zakwestionował zdolność Sejmu do zajęcia się pretensjami wobec króla i spełnienia postulatów rokoszan. Proponował, by ogół szlachty sprawował kontrolę nad posłami. „Myśl ta, leząca u podstaw wszystkich demokracji o charakterze lokalnym, była ułudą w warunkach ogromu Korony i Litwy” – pisał Andrzej Sulima-Kamiński w „Historii Rzeczypospolitej wielu narodów”.

Gdy Sejm nie uwzględnił postulatów rokoszan, Zebrzydowski triumfował. Uzyskał dowód na to, że po Sejmie nie można się niczego dobrego spodziewać.

200 zabitych pod Guzowem

Mimo prób ugody doszło do wypowiedzenia posłuszeństwa królowi, a 5 lipca 1607 r. do bratobójczej bitwy pod Guzowem. Naprzeciwko rokoszan stanęły wojska królewskie, z hetmanami Stefanem Czarnieckim i Janem Chodkiewiczem na czele. Początkowo szczęście sprzyjało rokoszanom. Obóz królewski był zagrożony. Jednak Zygmunt III osobistym przykładem powstrzymał panikę i wycofywanie się swoich żołnierzy.

Tak widział bitwę autor wiersza o rokoszanach „Nagrobek pobitego o wolności rycerstwa polskiego pod Guzowem”: „Gardła swe położyli dla drogich wolności/Krew ich droga rozlano w surowej srogości/Ojczyznę miłowali jako cni synowie/Samsiedzi ich pobili, brzydcy wyrodkowie/Legliście cni rycerze, moja szlachto droga/Pożarła was ręka Kainowa sroga/Nieszczerze z wami poszli bracia nieżyczliwi/Na waszą śmierć czyhali jak lwi popędliwi”.

Był to jednak utwór propagandowy. Jak bowiem pisze Radomir F. Grabowski, autor monografii Guzowie, nie była to krwawa bitwa. Wśród walczących nie było bowiem wrogości, jaką cechuje się wojna domowa. Część walczących nie cięła szablą, lecz płazowała się nawzajem. Hetman Chodkiewicz użył nawet w stosunku do rokoszan słowa „niebożątka”. Być może jednak stosunkowo niewielka liczba ofiar (200 zabitych) była spowodowana tym, że walczących pokonała burza.

Jeśli rokoszanie chcieli zagrodzić Zygmuntowi III drogę do absolutyzmu, to krew zabitych pod Guzowem nie poszła na marne. Mimo porażki zbuntowanej szlachty król odstąpił od wzmocnienia swojej władzy. Niestety – także od wzmocnienia roli Sejmu, systemu podatkowego i armii.


Andrzej Sulima-Kamiński widzi dobre strony rokoszu Zebrzydowskiego. Jego zdaniem rokosz „uczył szacunku do szerokich mas świadomego obywatelstwa, niby to spętanych wpływami króla i senatorów, lecz zdolnych do akcji groźnych dla dworu i senatu […]. Gwałtownie topniała liczba jawnych monarchistów gotowych bronić wartości absolutnej władzy. Zasady obywatelskiej wolności uznane zostały za szczytny ideał na terenie całej Rzeczypospolitej”.

Czy rzeczywiście Zygmunt III dążył do władzy absolutnej? Historyk Józef Gierowski uważał, że król zamierzał tylko wzmocnić pozycję monarchy wobec Sejmu.

Przywódcy rokoszu nie występowali tylko w obronie wolności, ale także z powodów ambicjonalnych – chcieli narzucić królowi senatorów-rezydentów i oczywiście sami widzieli się w tej roli. Po Guzowie Mikołaj Zebrzydowski przeprosił króla, a rokoszanie otrzymali w 1609 r. amnestię.

Pycha Lubomirskiego

Znacznie bardziej krwawo zakończył się 60 lat później rokosz Lubomirskiego. Także on związany był ze sprawą wolności szlacheckiej oraz reformami państwa. „Po wstrząsie okresu »Potopu« istniała możliwość wzmocnienia sejmu i rządu […]. Wszelkie podejrzenia, że proponowane zmiany oddają w ręce króla i jego zaufanych, groziły rokoszem” – pisał Andrzej Sulima-Kamiński. I właśnie te podejrzenia wykorzystał w swoim interesie, kreując się na „trybuna ludu”, magnat Jerzy Lubomirski.

Król Jan Kazimierz zamierzał między innymi ograniczyć zasadę dożywotności i nieusuwalności z najważniejszych urzędów w państwie. Chciał też uszczuplić władzę marszałków koronnych, w tym sądowniczą. Rzecz jasna wzmacniałoby to pozycję króla.

Jerzy Lubomirski uzyskawszy urząd marszałka, niemal natychmiast zaczął walczyć z Janem Kazimierzem o zakres swojej władzy. Król się żalił, że Lubomirski zrobił mu to, „czego nikt by się nie spodziewał po tak świeżo obwiązanej dobrodziejstwem kreaturze”. Jak pisał Tadeusz Wasilewski w biografii króla „Odtąd z niewielkimi przerwami całe niemal dalsze panowanie Jana Kazimierza wypełniła walka króla z potężnym oligarchą, który potrafił przewodzić tłumom szlacheckim, mimo że nie taił swej pogardy dla prostej szlachty”.

W odwecie król odebrał Lubomirskiemu prawo wydobywania soli, a fortuna Lubomirskich w dużej mierze z niej się wzięła. Gdy Jan Kazimierz oskarżył Lubomirskiego o zdradę stanu – a były ku temu istotne powody – magnat natychmiast odwołał się do opinii szlacheckiej, przekonując, że jest prześladowany za to, że sprzeciwia się planom wprowadzenia elekcji vivente rege, czyli za życia króla. Było to oczywiste uderzenie w jedną z zasad ustrojowych, lecz taki sposób wyboru monarchy – jak argumentował Jan Kazimierz – sprawiłby, że przebiegałaby ona bardziej spokojnie. Zapewne gdyby król wysuwał własnego syna na ten sposób elekcji. Jednak wraz z żoną Ludwiką Marią chciał zapewnić bezproblemowe objęcie tronu jednemu z francuskich książąt. Paweł Jasienica uważał, że większość szlachty była za elekcją vivente rege, ale pod warunkiem, że kandydat byłby „Piastem”, a nie cudzoziemcem.

Sąd sejmowy skazał marszałka w 1664 r. na utratę stanowisk i wszystkich dóbr oraz na infamię. Lubomirski musiał uchodzić z kraju. Król i królowa nie uznali jednak tego za definitywne rozwiązanie problemu i – jak się miało okazać – słusznie. Zamierzali Lubomirskiego zabić. Gdy dyplomaci francuscy przekazali Ludwice Marii plan porwania Lubomirskiego przez magnatów węgierskich, „królowa poparła ten plan i nakazywała mu uciąć po schwytaniu głowę, a Jan Kazimierz oświadczył, że dałby w zastaw nawet kołdrę swoją dla wykonania takiego czynu i wzywał uniwersałami górali, aby zabili zdrajcę” – pisał Tadeusz Wasilewski.

Lubomirski zjednał sobie zwolenników, gdyż był „katalizatorem nastrojów politycznych i społecznych średniej szlachty” – stwierdza prof. Mariusz Markiewicz. Nie życzyła sobie ona żadnych zmian ustrojowych, w tym zamiany wolnej elekcji na elekcję vivente rege.

Rzeź pod Mątwami

Rokosz skończył się dramatycznie rok później, 13 lipca 1666 r. pod Mątwami. Mniej liczne wojska Lubomirskiego (liczące 16 tys.) zaatakowały siły królewskie (19–20 tys.) podczas przeprawy przez Noteć. Bój był zacięty, wybita została niemal cała doborowa dywizja Stefana Czarnieckiego.

„Oficyjerów naginęło znacznych, a nade wszystko owi ludzie zacni, regiment Czarnieckiego, kawalerowie tacy, żołnierze dawni, którzy w Danijej, w moskiewskich, w kozackich, w węgierskich dokazywali mirablila (cudów) i bywali zawsze nieprzełomani – na domkowej wojnie wszyscy zginęli” – pisał uczestnik bitwy Jan Chryzostom Pasek.

Niewiele brakowało, by w bitwie zginął Jan Sobieski. „Z pistoletami za nim goniono, ledwo ochronę znalazł od swoich, którzy broniąc pana zdrowiem i gardłem swoim zastąpili” – zanotował ówczesny pamiętnikarz.

Cudem uratowany przyszły król pisał po bitwie do żony, że żołnierzy królewskich, którzy schronili się na błotach, wywoływano stamtąd, obiecując nietykalność, a potem rąbano na kawałki. Wstrząśnięty Sobieski pisał: „Nie tylko Tatarowie, Kozacy nigdy takiego nie czynili tyraństwa, ale we wszystkich historiach o takim od najgrubszych narodów nikt nie słyszał okrucieństwie. Jednego nie najduja ciała, żeby czterdziestu nie miało mieć w sobie razów: bo i po śmierci się nad ciałami pastwili”.

Szczególna nienawiść rokoszan obróciła się przeciw oficerom niemieckim, a także francuskim. Ułożony w czasie rebelii wierszyk zachęcał: „Siecz Francuzów, siecz, wyostrzywszy miecz. Bij Francuzów, bij, wziąwszy dobry kij. Wal Francuzów, wal, wziąwszy ich na pal”.

Zginęło około 4 tys. ludzi. Rzeź była straszna i bezsensowna, bo niczego ta rozlana krew dobrego nie przyniosła. Król ostatecznie poniechał idei elekcji vivente rege, a rokoszanie nie planowali naprawy ustroju. „Nadal brak odpowiedzi na pytanie, czy miał jasną świadomość, do czego dążył i czy w ogóle dążył do jakiegoś jednego i niezmiennego celu” – pisała o Jerzym Lubomirskim prof. Urszula Augustyniak. A czas był najwyższy – w 1651 r. poseł upicki Władysław Siciński zerwał skutecznie sejm okrzykiem: „Liberum veto”. Miesiąc po bitwie Lubomirski przeprosił króla. Rokoszanie otrzymali amnestię.

Gdyby Lubomirski znalazł się 14 września 2013 r.w Warszawie, zapewne z właściwą mu pogardą patrzyłby na solidarnościowy tłum, co nie oznacza, że nie usiłowałby wykorzystać jego oburzenia.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 8/2013
Artykuł został opublikowany w 8/2013 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ pwł

Czytaj także

 2
  • jacqs IP
    Co i rusz historycy Do Rzeczy mieszają bitwy dowódców i motywy. Stefan Czarniecki miał w chwili rokoszu 7-8 lat. Żółkiewski z Chodkiewiczem dowodzili. Najważniejsze z perspektywy szanownych redaktorków to przewodnia linia kościoła katolickiego która zawsze jest zwycięska. Wszelkie ruchy "postępowe wobec bigoterii chrześcijańskiej" to dzisiaj tęczowa, wcześniej czerwona a jeszcze wcześniej jakakolwiek zaraza.
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 0
    • Cezar IP
      Hetman Stefan Czarniecki?
      Dodaj odpowiedź 1 0
        Odpowiedzi: 0

      Czytaj także