HistoriaWyskoczył na środku Pacyfiku, żeby uciec z ZSRS. Nikt nie wierzył, że to się może udać

Wyskoczył na środku Pacyfiku, żeby uciec z ZSRS. Nikt nie wierzył, że to się może udać

Statek pasażerski
Statek pasażerski "Sowietskij Sojuz", z którego wyskoczył Stanisław Kuryłow / Źródło: Wikimedia Commons / Gaggy Dun
Dodano 19
To była jedna z najbardziej niesamowitych ucieczek z bloku komunistycznego. Stanisław Kuryłow wyskoczył za burtę na środku Pacyfiku, żeby tylko wydostać się ze Związku Sowieckiego.

Granice ZSRS były szczelnie zamknięte i strzeżone. Nie przed obcokrajowcami, chcącymi dostać się do sowieckiego raju, ale przede wszystkim przed własnymi obywatelami, którzy tego raju mieli serdecznie dosyć. Wydostać się nie było łatwo. Wydawanie zagranicznych paszportów było ściśle reglamentowane. Wszyscy wyjeżdżający byli kontrolowani, a ich rodziny traktowane jako zakładnicy. Uciekali niemal wyłącznie ci, którzy w jakiś sposób mogli przekroczyć sowiecką granicę. Piloci porywali samoloty, a zniechęceni kłamstwami przełożonych funkcjonariusze służb specjalnych oddawali się w ręce zagranicznych kontrwywiadów. Większość obywateli nie miała nawet możliwości zbliżyć się do strefy granicznej. Jednym ze śmiałków, który przechytrzył system i w niezwykły sposób wydostał się z sowieckiego więzienia był oceanograf Stanisław Kuryłow.

Pływak i jogin

Kuryłow urodził się w 1936 r. w Ordżonikidze (dzisiaj Władykaukaz). Od najmłodszych lat ciągnęło go do wody. Odganiany przez starszych braci i matkę, którzy bali się, że malec utonie, pchał się do niej jeszcze bardziej. Ponoć pierwszym słowem, które wypowiedział w życiu nie było "mama" ani "tata", ale właśnie "woda". Pływać nauczył się na obozie pionierskim, a jako dziesięciolatek przepłynął wpław Irtysz, rozlewający się w okolicach Semipałatyńska na ponad 200 metrów. Mało brakowało, a zostałby wtedy staranowany przez płynący rzeką statek.

Jako 15 latek uciekł z domu do Leningradu, żeby zaciągnąć się do marynarki. Został złapany i odwieziony do domu, ale miłość do morza i pływania mu nie przeszła. Po odbyciu służby wojskowej wstąpił na wydział oceanografii leningradzkiego Instytutu Meteorologii. Jako student zaczął wypływać w pełnomorskie rejsy. Szkolne statki nie zawijały do zbyt wielu portów, a po przybiciu do obcego nabrzeża, praktykantów zwykle zamykano pod pokładem, żeby nie mogli uciec.

Czytaj także:
Jak „zdradziłem” imperium zła

Po skończeniu studiów Kuryłow rozpoczął pracę w Instytucie Oceanologii Akademii Nauk ZSRS w Leningradzie. Prowadził prace naukowe w różnych zakątkach kraju, badając również możliwości przeżycia człowieka w wodzie. Przez rok samotnie mieszkał na wyspie Ołchon na Bajkale, żywiąc się głównie rybami z jeziora. Brał też udział w pracach głębinowych na podwodnej stacji Czernomor na dnie Morza Czarnego.

Mała stabilizacja nie wystarcza

Kuryłow jakoś się urządził w ZSRS i pewnie piąłby się po dalszych szczeblach kariery naukowej, gdyby nie odkrycia innego badacza morskich głębin. Nawet za żelazną kurtynę docierały wieści o niezwykłych wyczynach Jacquesa-Yvesa Custeau. Ludzie radzieccy nie mogli być gorsi. W ramach leningradzkiego Instytutu Hydrometeorologicznego powstało laboratorium badań podwodnych, które prowadziło pionierską w ZSRS eksplorację oceanów przez nurków, wyposażonych w wynaleziony przez Custeau akwalung. Kuryłow dołączył do grupy młodych śmiałków, kierowanej przez guru sowieckich nurków Anatola Majera. Uzgodniono nawet szczegóły współpracy z Francuzami. Grupa Majera miała polecieć do Muzeum Oceanograficznego w Monako kierowanego przez Custeau, a potem razem z nim prowadzić badania w Pacyfiku. W ostatniej chwili władze nie wyraziły zgody na wyjazd.

Dla Kuryłowa był to potężny cios. Jeszcze kilkukrotnie pisał prośby o zgodę na pływanie na oceanicznych statkach badawczych, ale zawsze odmawiano mu albo bez podania przyczyny, albo powołując się na fakt, że jego siostra mieszka za granicą.

Jak sam wspominał, poczuł się wtedy jak więzień, skazany na dożywotni pobyt w komunistycznym kraju, z powodu jakiś zupełnie obcych mu idei. Cały czas wzywał go podwodny wielki błękit. Wtedy też zakiełkowała w nim myśl o ucieczce. Obojętnie dokąd, byle tylko wyrwać się z tego więzienia.

Nie było to łatwe. Władze sowieckiego raju ściśle pilnowały swoich obywateli. Granice, nawet z "bratnimi" państwami socjalistycznymi były pilnie strzeżone. Rzadkie kontakty z obywatelami innych państw były monitorowane. Sowiecka paranoja na tym punkcie przybierała nieraz groteskowe formy. Sowieccy pogranicznicy w poszukiwaniu szpiegowskich i propagandowych materiałów, szczegółowo badali nawet śmieci wyrzucane z pociągów PKP na trasie z Ustrzyk Dolnych do Przemyśla, przebiegającej częściowo przez teren ZSRS.

Kuryłow rozważał różne sposoby ucieczki. Nie miał szans wyjechać legalnie, ani nawet zbliżyć się do granicy na lądzie. Postanowił więc uciec w sposób, którego nikt się nie spodziewał. Wiedział o osiągnięciach francuskiego lekarza i podróżnika Alaina Bombarda, który prowadził badania nad ratownictwem morskim. W 1952 r. na pontonie L'Hérétique samotnie przepłynął Ocean Atlantycki, z Wysp Kanaryjskich na Barbados, pijąc deszczówkę, wodę morską i żywiąc się złowionymi rybami i planktonem. Wyprawa trwała 60 dni. Rosjanin postanowił pójść w jego ślady.

Z zimy do lata

W listopadzie 1974 r., przeglądając prasę zauważył ogłoszenie o turystycznych wycieczkach z Władywostoku do równika. Podróże odbywały się największym statkiem radzieckiej floty pasażerskiej Sowietskij Sojuz. Był to stary niemiecki wycieczkowiec Hansa, którym w czasie II wojny światowej razem z Wilhelmem Gustloffem ewakuowano Niemców z Prus Wschodnich. Po wojnie w ramach reparacji trafił do ZSRS.

Podróże, organizowane pod nazwą Z zimy do lata, odbywały się bez zawijania do portów, nie potrzeba więc było na nie paszportów ani wiz. Zmęczeni sowiecką codziennością i wyziębieni przez syberyjskie chłody podróżni oddawali się rozrywkom, przy których bledną wyczyny polskich wczasowiczów w Ciechocinku. To jednak nie interesowało Kuryłowa. Postanowił, że popłynie w rejs, aby sprawdzić, czy jego plan się powiedzie. W razie sprzyjających okoliczności miał od razu spróbować ucieczki.


A okoliczności mu sprzyjały. Nawigator statku, któremu przedstawił się jako specjalista-oceanograf nakreślił mu plan podróży. Mało tego, w jednej z sal pojawiła się wielka mapa, szczegółowo przedstawiająca codziennie przebytą przez statek trasę. W ten sposób Kuryłow odkrył, że podróż będzie przebiegać niedaleko jednej z najbardziej wysuniętych na wschód filipińskich wysp - Siargao. W ustaleniu dokładnego położenia pomagała mu też poznana na statku astronomka, która wyliczała ich pozycję według położenia gwiazd. Kuryłow wiedział, że pasażerowie znajdują się pod czujnym okiem funkcjonariuszy KGB i nie zaniedbywał kamuflażu. Flirtował z trzema dziewczynami naraz i uczestniczył w zabawach organizowanych na statku. Prawdziwą sztuką było chodzenie na posiłki. Przygotowując się do ucieczki zaczął pościć, żeby nie obciążać organizmu.

Skok w ciemność

Statek zbliżał się do Siargao. Do wyspy było około 20 kilometrów pełnego morza. Kuryłow podjął decyzję. W nocy 13 grudnia wyszedł na pokład, czekając na moment, kiedy maksymalnie zbliżą się do wyspy. Noc była ciemna, na horyzoncie nie było widać żadnych świateł. Kuryłow ubrał płetwy i maskę z rurką, rękawiczki z błonami między palcami, obcisłą koszulkę i kąpielówki, żeby stawiać jak najmniejszy opór wodzie. Z tego samego względu nie zabrał kamizelki ratunkowej. Wziął za to chustkę na wypadek zranienia i założył kilka par skarpetek, żeby nie pokaleczyć stóp o przybrzeżne rafy. Przed rekinami miał go chronić tylko amulet, który sam wykonał jeszcze w Leningradzie. Jak wspominał, na równi z niebezpieczeństwami czyhającymi w morskiej toni bał się konsekwencji, jakie spotkałyby go w razie przyłapania na ucieczce. Około ósmej wieczorem, niezauważony podszedł do burty statku i rzucił się piętnaście metrów w dół, w fale oceanu.

Czytaj także:
Nawet Sowieci bali się interwencji w tym kraju. Zimna wojna przerodziła się tu w rzeź

Wiry wciągają go pod śruby statku, ale szczęśliwie zostaje wyrzucony w całości na powierzchnię. Nie ma kompasu, więc płynie jak przed wiekami Wikingowie, orientując się na światła statku. Kiedy ten odpływa, Kuryłow chce się orientować według gwiazd, ale nie widać ich na zachmurzonym niebie. Opanowuje go strach. W końcu pokonuje go i płynie dalej wśród siedmiometrowych fal, nie mając pojęcia, czy we właściwym kierunku. Postanawia po prostu utrzymać się na wodzie do czasu, kiedy nawigacja będzie możliwa. Właściwy - jak mu się wydawało - kierunek obrał dopiero po wschodzie słońca. Płynął w kierunku niewidocznej wyspy, dbając, żeby ani jedna kropla wody nie dostała mu się do płuc. W dzień słońce spaliło mu skórę, mięśnie zaczynały odmawiać posłuszeństwa. Pływak coraz częściej musiał odpoczywać, leżąc na plecach w wodzie. Po południu na horyzoncie zobaczył góry. Potem zapadła noc, ale widoczne gwiazdy pozwoliły na nawigację do zauważonego lądu. Wciąż jednak było do niego daleko. Drugiego dnia nogi odmówiły mu posłuszeństwa. Płynie teraz używając tylko rąk, a ze zmęczenia doznaje halucynacji i zaczyna tracić świadomość. Trzeciej nocy w głowie usłyszał głos, który kazał mu płynąć na odgłos przypływu. Posłuchał go i po kilku godzinach poczuł wreszcie pod stopami przybrzeżny piasek. Na brzegu pojawił się jak zjawa. Słaniając się na nogach, świecił w ciemnościach oblepiony bioluminescencyjnym planktonem. Zamiast niecałych dwudziestu, przepłynął ponad sto kilometrów.

Na "Sowietskim Sojuzie" jego zniknięcie dostrzeżono dopiero rano. Statek zawrócił i krążył przez kilka godzin w pobliżu miejsca "wypadku", ale szybko uznano, że pasażer musiał zginąć w odmętach oceanu. O prawdziwym losie Rosjanina szybko doniósł Głos Ameryki.

(Zabójczy) Wielki Błękit

Filipińskie władze aresztowały uciekiniera, ale w więzieniu przesiedział tylko półtora miesiąca, traktowany jak bohater. Potem czekał na decyzję co do swojego losu zarabiając na życie kopiąc rowy na miejscowych budowach. Po kilku miesiącach Kanada udzieliła mu azylu politycznego. W ZSRS został skazany na 10 lat więzienia za zdradę państwa. Mimo że działał zupełnie sam, represje sowieckiej władzy objęły całkiem spory krąg bogu ducha winnych "pomocników" ucieczki. Kapitanowi statku wytoczono proces karny. Z pracy zwolniono nawet kasjerkę Aerofłotu, która w Leningradzie sprzedała mu bilet na samolot do Władywostoku.

W Kanadzie Kuryłow zajął się tym, o czym marzył od dziecka. Znał angielski i szybko zaczął pracować w amerykańskich i kanadyjskich przedsiębiorstwach zajmujących się badaniami oceanów od Hawajów po Arktykę.

W 1985 podczas kręcenia filmu dla BBC w Izraelu poznał swoją przyszłą żonę. W 1986 r. osiedlił się w tym kraju na stałe, nadal zajmując się eksploracją morza. W tym samym roku wydana została książka opisująca jego przygody Sam w oceanie. Pracował w Instytucie Oceanograficznym w Hajfie. Zginął w styczniu 1998r., na dnie Jeziora Tyberiadzkiego na wybrzeżu Tabgi, kiedy nie mogąc wydostać się z rybackich sieci, wyczerpał cały zapas powietrza z butli.

Czytaj także

 19
  • Katja IP
    I tak od roku coraz większy skład onucy się robi w komentarzach i ten odór...
    Dodaj odpowiedź 0 1
      Odpowiedzi: 0
    • Antystepowiec IP
      ZSRS co to? To gdzieś obok uSRAela?
      Dodaj odpowiedź 7 15
        Odpowiedzi: 2
      • Moszna Dajana IP
        "Utonął" w Jez. Tyberiadzkim.?
        Raczej kolejna ofiara żydków.
        Dodaj odpowiedź 9 11
          Odpowiedzi: 1
        • dyrdymały IP
          Przecież wyskoczył 20 km od wyspy a nie na środku pacyfiku. I jeszcze ma być ZSRR. Dla zainteresowanych Encyklopedia.pwn.pl
          Trochę nauki.
          Dodaj odpowiedź 4 14
            Odpowiedzi: 0
          • Ceramik IP
            Niby facet mądry, a pojechał na tereny Palestyny do żydów, a to jedna ręka z ruskimi.
            Dodaj odpowiedź 9 3
              Odpowiedzi: 0

            Czytaj także