HistoriaTo z ich powodu ludzie zaczęli bać się UFO. Jedna katastrofa zmieniła historię lotnictwa

To z ich powodu ludzie zaczęli bać się UFO. Jedna katastrofa zmieniła historię lotnictwa

Katastrofa Hindenburga, 6 maja 1937 r.
Katastrofa Hindenburga, 6 maja 1937 r. / Źródło: Wikimedia Commons /
Dodano
Spektakularne katastrofy zakończyły epokę sterowców. Zastąpiły je tańsze i mniejsze samoloty.

Tymoteusz Pawłowski

Najbardziej znanym sterowcem jest oczywiście LZ-129 Hindenburg, który 6 maja 1937 roku nad Lakehurst nieopodal Nowego Jorku uległ głośniej do dziś katastrofie. O godz. 19.25 zgromadzeni na lądowisku zobaczyli płomienie wydobywające się z rufy sterowca. Po kilkudziesięciu sekundach hindenburg, cały w ogniu, uderzył w ziemię. Na skutek pożaru, zaczadzenia oraz upadków z wysokości zginęło 36 ludzi: 22 z załogi, 13 pasażerów i jedna osoba z obsługi naziemnej. Dzisiaj wiemy, że wypadek spowodowała lina cumownicza, która uziemiła naelektryzowany sterowiec – przepływ ładunku spowodował eksplozję wodoru z nieszczelnych balonetów.

Wynalazek Zeppelina

Sterowce narodziły się jeszcze w XIX w. poprzez ewolucję balonów – zamianę „kulistych” powłok na opływowe i zamontowanie napędu. Pierwszy sterowany lot odbył w 1852 r. Francuz Henri Giffard, ale były to jedynie eksperymenty. Dopiero wiek XX – wraz z rozwojem przemysłu samochodowego i lekkich silników spalinowych – pozwolił myśleć o praktycznym zastosowaniu statków powietrznych. Pojawiły się jednak przeszkody, bo sterowce zbudowane przez proste powiększenie miękkich balonów miały niewielką nośność. Niemiecki inżynier Ferdinand von Zeppelin zbudował w 1900 r. pierwszy „sztywny” sterowiec – w szkielecie o kształcie cygara umieścił kuliste balonety wypełnione lżejszym od powietrza wodorem.

W ten sposób u zarania I wojny światowej do dyspozycji były małe i tanie „miękkie” sterowce doskonałe do lotów widokowych (lub rozpoznawczych) oraz duże i drogie „sztywne” sterowce wykorzystywane do komunikacji (i bombardowania). Oczywiście doszło do kilkunastu śmiertelnych wypadków: pierwszy wydarzył się w 1902 r., gdy sterowiec Pax, niosący dwóch członków załogi, eksplodował nad Paryżem, a największy w 1913 r., gdy niemiecki LZ-18 spłonął wraz z 28 ludźmi. Latanie nie było jednak aż tak niebezpieczne. Jeszcze w 1909 r. Zeppelin zorganizował przedsiębiorstwo DELAG, które do wybuchu wojny przewiozło – w czasie 1,5 tys. lotów – 34 tys. pasażerów. Równocześnie Włosi znaleźli inne zastosowanie dla sterowców – 10 marca 1912 r. zaczęli z ich pokładów zrzucać bomby na Turków. Wkrótce zrzucanie bomb stało się niemiecką specjalnością.

Pierwsze naloty Niemcy rozpoczęli już w sierpniu 1914 r., bombardując Liège i Warszawę. Były to jednak bombardowania czynione niejako przy okazji lotów rozpoznawczych, dziś trudno nawet ocenić, czy faktycznie z nieba spadały bomby, czy były one tylko wymysłem ogarniętych paniką mieszczan z Belgii i Polski. Poważna kampania bombowa – której celem było sterroryzowanie Brytyjczyków – rozpoczęła się 20 stycznia 1915 r. Do wiosny 1917 r. wykonano 51 rajdów bombowych, czasem siłami kilku sterowców naraz. Zrzucono 5 tys. bomb, które zabiły 557 osób oraz raniły 1358. Straty finansowe to 1,5 mln ówczesnych funtów (około 50 mln dzisiejszych). Kampania bombowa zakończyła się niemiecką porażką. Aby uniknąć ognia obrońców, sterowce latały bardzo wysoko, nawigatorzy nie zawsze byli więc w stanie odnaleźć cel, a bomby spadały z ograniczoną dokładnością. Szacuje się, że znaczną część ofiar niemieckich nalotów stanowili siedzący na dachach ciekawscy Anglicy, porażeni ogniem własnej artylerii przeciwlotniczej.

Naloty sterowców były bardzo kosztowne – wzięły w nich udział 84 statki powietrzne, z czego 30 stracono, zostały więc zarzucone. Niemcy nie tylko nie zdołali sterroryzować Brytyjczyków, lecz także wzbudzili w nich słuszny gniew, który tylko zwiększył ich zapał wojenny. Co więcej, bombardowanie cywili doprowadziło Niemców do katastrofy propagandowej: przylgnęło do nich określenie „baby killers”, od którego nie uwolnili się do dziś. Niemieckie statki powietrzne stały się obiektem zainteresowań zwycięskich państw ententy, które po 11 listopada 1918 r. zażyczyły sobie wydania największych i najnowocześniejszych niemieckich zeppelinów. Dało to impuls do rozwoju sterowców niemal na całym świecie.

Bezkrwawe historie

Po wielkiej wojnie sterowce stały się modne. Ówczesne samoloty nie najlepiej nadawały się do dalekich podróży, ale sterowce – jak najbardziej. Udowodnił to chociażby niemiecki L-59, który w 1917 r. w locie z zaopatrzeniem dla kolonii w Afryce dotarł niemal do równika i – zwiedziony przez brytyjski wywiad – zawrócił do Europy. Jego historia stała się natchnieniem dla wielu pisarzy, z których warto wymienić chociażby Wilbura Smitha i Janusza Meissnera. Sterowce były również wdzięcznym tematem dla Herberta George’a Wellsa, który pisał o nich zarówno opowiadania, jak i powieści jeszcze przed I wojną światową.

To właśnie sterowce i „Wojna w przestworzu” Wellsa – powieść wydana w 1908 r. – doprowadziły do powstania mitu o niezidentyfikowanych obiektach latających. Choć ich nazwę – UFO – stworzyli Amerykanie, to po raz pierwszy pojawiły się nad Anglią po wydaniu powieści tego angielskiego pisarza. Niezidentyfikowanych obiektów latających zauważano coraz więcej, aż w 1913 r. obserwacje przyjęły kształt ogólnokrajowej histerii, nazwanej „airship panic of 1913”. Sprawą zajmowały się rząd i parlament! Tak jak współczesne UFO zjawisko narodziło się z braku pewności siebie społeczeństwa i strachu przed wojną; rzekomymi niezidentyfikowanymi obiektami latającymi miały być niemieckie zeppeliny. Niemcy jednak nie wysyłali – jeszcze – swoich sterowców nad Anglię...


Sterowce były także natchnieniem dla filmowców, którzy w latach 20. i 30. nakręcili o nich mnóstwo filmów. Temat zainteresował nawet Franka Caprę, który w 1931 r. wyreżyserował film pt. „Dirigible” („Sterowiec”) o locie nad biegun południowy. A i dziś sterowce są rekwizytem, który doskonale oddaje ducha pierwszej połowy XX w. Można je więc obejrzeć w takich filmach jak „Indiana Jones i ostatnia krucjata”, „Chitty Chitty Bang Bang” czy też „Aviator”. Sterowce służą także do kreowania świata alternatywnego. Twórcy spod znaku steampunku prezentują rzeczywistość, w której technika nie jest oparta na elektronice, ale na mechanice. Sterowce można więc znaleźć w wielu – mniej lub bardziej steampunkowych – produkcjach, np. grach komputerowych („Arcanum”), filmach fabularnych („Blade Runner”), filmach animowanych („Up!”), komiksach („Laputa – podniebny zamek”) i teledyskach („Tonight, Tonight” grupy Smashing Pumpkins).

Filmów o sterowcach w samym tylko Hollywood powstało ponad 100. Jednak także przemysł muzyczny upodobał je sobie. Słynniejsza grupa rockowa przybrała nazwę Led Zeppelin (Ołowiany Sterowiec), która miała określać zarówno lekkość, jak i ciężar ich muzyki. Okładkę pierwszego albumu zdobiło zdjęcie przedstawiające katastrofę hindenburga. Inna katastrofa stanowi motyw wydanego raptem kilka miesięcy temu utworu zespołu Iron Maiden „Empire of the Clouds”. Wątek monumentalnej, 18-minutowej suity rockowej oparty jest na dziejach brytyjskiego sterowca R101.

Katastrofy

R101 – i jego kuzyn R100 – były próbą stworzenia łączności lotniczej między krajami imperium brytyjskiego. Program rozpoczął się na początku lat 20., a w tym czasie – i będzie to trwało do kolejnej wojny światowej – samoloty pasażerskie niemal we wszystkim ustępowały sterowcom. Pierwsze samoloty pasażerskie (olbrzymie dwupłatowce firmy Handley Page) były zdolne latać do Indii dopiero w latach 30. Lot trwał kilka dni, odbywał się z prędkością 150 km/godz., na niskiej wysokości, a pasażerowie narażeni byli na burze i chorobę lokomocyjną. Co kilka godzin było lądowanie, aby zatankować samolot i nakarmić podróżnych, a loty nad oceanem były zupełnie niemożliwe. Nic więc dziwnego, że perspektywa posiadania sterowców mogących bezpośrednio dolecieć z Anglii do Indii (a nawet dalej, do Australii) była bardzo atrakcyjna nie tyle nawet dla pasażerów, ile dla przewoźników imperialnej poczty.

Zdecydowano, że początkowo powstaną dwa sterowce: R100 oraz R101. Miały one przewieźć 100 pasażerów na odległość 5700 km w czasie 57 godzin. I w tym momencie do głosu doszła polityka – Wielką Brytanią bowiem po raz pierwszy rządzili socjaliści z Partii Pracy. Pragnęli oni wykazać wyższość gospodarki socjalistycznej nad kapitalistyczną. Jeden ze sterowców – R100 – miał być produkowany przez prywatne przedsiębiorstwa, natomiast drugi – R101 – przez konsorcjum państwowe. Niemal od razu oba statki powietrzne przezwano „Capitalist” i „Socjalist”. R100, czyli „Capitalist”, miał być konwencjonalnym sterowcem nieróżniącym się zbytnio od zeppelinów zrzucających bomby na Anglię w czasach wielkiej wojny. R101, czyli „Socjalist”, miał być od niego nowszy, bezpieczniejszy, szybszy, oszczędniejszy. Nie był. „Bezpieczniejsza” konstrukcja zostawiła mniej miejsca na balonety z wodorem, „oszczędniejsze” silniki Diesla dawały zbyt małą moc, a cały sterowiec był przeciążony. Kłopoty były tak poważne, że konieczne było przedłużenie maszyny, dzięki czemu stała się ona największa na świecie. Niewiele to pomogło, spowodowało jedynie opóźnienia...

W sierpniu 1930 r. R100 odbył podróż do Kanady. R101 musiał udowodnić, że jest lepszą konstrukcją, tak jak socjalizm jest lepszy od kapitalizmu. Pospiesznie dokończono budowę, odbyto krótki lot próbny i wydano tymczasowy certyfikat bezpieczeństwa. Nie bacząc na to, że jesień była w pełni i kończył się sezon bezpiecznych lotów, zadecydowano o dziewiczym rejsie do Indii. Miał się rozpocząć 4 października 1931 r. Margines błędu był minimalny, bo najważniejszym pasażerem była sam minister lotnictwa w laburzystowskim rządzie, Christopher Thompson, który chciał powrócić do Anglii przed 20 października na konferencję partyjną. Resztę podróżujących stanowiła zaś jego świta, nic więc dziwnego, że zlekceważono prognozy przepowiadające pogorszenie pogody. Sterowiec wystartował o godz. 18.30 w ulewnym deszczu i przez kolejne kilka godzin nasiąkał wodą, stając się coraz cięższy i coraz mniej sterowny. Do tragedii doszło kilka minut po godz. 2 w nocy, gdy R101 wbił się w las nieopodal francuskiej wioski Allonne, 50 km od Paryża. Spośród 54 ludzi na pokładzie R101 zginęło 48 i był to również koniec programu rozwoju brytyjskich sterowców…

Katastrofa R101 nie była wcale najbardziej tragicznym wypadkiem sterowca. Kilka lat wcześniej, w grudniu 1923 r., nad Morzem Śródziemnym zaginął francuski Dixmude – zdobyczny niemiecki zeppelin L72 – z 52 osobami na pokładzie. I ta hekatomba nie była jednak największa – 73 ofiary śmiertelne przyniosła utrata amerykańskiego sterowca USS Akron, który rozbił się w czasie sztormu 3 kwietna 1933 r. Mimo wszystko sterowce miały zalety – w razie katastrofy samolotu z reguły giną wszyscy na jego pokładzie, w razie katastrofy sterowca istnieje duża szansa na ocalenie. Samoloty z lat 20. i 30 były małe, więc katastrofy – bardzo wówczas częste – nie oddziaływały na wyobraźnię...

Czytaj także:
Triumf operacji „Cherbourg” . Jak Izrael ukradł Francuzom... pięć okrętów

To właśnie wielkość stała się przyczyną upadku sterowców. A dokładniej: wielkość stała się przyczyną upadku wielkich sterowców. Małe, „miękkie” sterowce, zwane blimpami, latają do dziś. W czasie II wojny światowej powszechnie służyły do patrolowania mórz i oceanów, szukały okrętów podwodnych. Amerykanie wyprodukowali 134 blimpy typu K, latające do 1959 r. Później ich zadania przejęły śmigłowce. Od czasu do czasu pojawiają się projekty zbudowania czegoś wielkiego, imponującego, zdolnego do podnoszenia całych domów...

Wielkie sterowce zniknęły z przestworzy, bo były nieopłacalne. Ich budowa, utrzymanie i zadbanie o odpowiednią infrastrukturę były niesamowicie drogie. Transport lotniczy należało powierzyć prywatnym inwestorom, a kapitaliści zainwestowali w tańsze samoloty. Statki powietrzne mogły się rozwijać tylko jako inwestycje państwowe, jako dowód potęgi nazistowskich Niemiec, Ameryki okresu New Deal lub laburzystowskiej Wielkiej Brytanii. Sterowce to kwestia ambicji.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 5/2016
Artykuł został opublikowany w 5/2016 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ pwł

Czytaj także

 0

Czytaj także