HistoriaDługi powrót bohatera. Jak w III RP anulowano wyrok PRL

Długi powrót bohatera. Jak w III RP anulowano wyrok PRL

Płk Ryszard Kukliński
Płk Ryszard Kukliński / Źródło: Wikimedia Commons /
Dodano 37
Kiedy wreszcie umorzono sprawę płk. Kuklińskiego, Polskę niemal natychmiast przyjęto do NATO.

Nieudane próby podważenia w III RP sądowej klątwy z okresu PRL w dziwny sposób zbiegły się z wielką tragedią Janiny i Ryszarda Kuklińskich, którzy właśnie wtedy, w niejasnych okolicznościach, stracili obu synów. Jako pierwszy zaginął Bogdan. Prowadził dość hulaszczy tryb życia i imał się zawodów narażających go na spore ryzyko. Analityk CIA Aris Pappas, dobrze znający sprawę Kuklińskiego, powiedział niedawno o śmierci Bogdana Kuklińskiego, iż nie ma powodów, by wierzyć, że zrobili to Rosjanie:

„Bogdan zachowywał się tak, jakby wyciął z gazety listę najbardziej niebezpiecznych zawodów na świecie i próbował przetestować każdy po kolei. Ciągle ryzykował. Pracował między innymi jako nurek ratownik na Alasce. W dniu, w którym zginął – wbrew zaleceniom lokalnych władz – wypłynął na wody Zatoki Meksykańskiej podczas sztormu. Znaleziono potem pustą łódź. Było dość oczywiste, że syn Kuklińskiego i jego kolega zostali zmieceni z pokładu przez falę. Gdyby rzeczywiście miała to być zemsta Rosjan, to musieliby oni wysłać łódź podwodną na wody Zatoki Meksykańskiej, między Teksasem a Florydą wynurzyć się w środku sztormu, odnaleźć łódź syna Kuklińskiego i zabić dwie osoby, które znajdowały się na pokładzie. To byłby pewnie dobry scenariusz na film, ale w rzeczywistości to kompletny absurd”.

Siedem miesięcy później nadeszła wiadomość o gwałtownej śmierci drugiego z synów, Waldemara. Jakby symbolicznie, 6 lipca 1994 r., na campusie uniwersyteckim w Aleksandrii Waldemara staranował dodge – trochę podobny do tego, którym z 7 na 8 listopada 1981 r. Kuklińscy uciekli z Polski. Kukliński nabrał przekonania, że stał się obiektem potencjalnego odwetu, choć bodaj nigdy nie powiedział tego wprost.

Wstrząśnięty dramatem pułkownika protestował Zbigniew Herbert. W kilku tekstach publikowanych na łamach „Tygodnika Solidarność” poeta domagał się natychmiastowego anulowania wyroku i przywrócenia Kuklińskiemu polskiego obywatelstwa. Wreszcie, ze względu na brak jakiejkolwiek reakcji władz, w tym prezydenta Wałęsy, 5 grudnia 1994 r. Herbert skierował do niego list. Pisał w nim między innymi:

„Proszę, domagam się, aby jak najszybciej uznać jako nieważny haniebny wyrok, który nadal ciąży na pułkowniku Ryszardzie Kuklińskim, przywrócić mu wszystkie prawa honorowe i obywatelskie oraz przyznać wysokie odznaczenia wojskowe za jego przykładną odwagę i poświęcenie. [...]

To, czego ośmielam się domagać, nie jest prośbą o łaskę, o którą pułkownik Kukliński nie zabiega, ani także o uniewinnienie, ponieważ nigdy nie był on winny – ale dokonanie wreszcie elementarnego aktu sprawiedliwości”.

List Herberta zyskał spory oddźwięk i sprawa Kuklińskiego stała się sprawą publiczną. Wałęsa był jednak konsekwentny i odmawiał jakiejkolwiek inicjatywy. Protestowali komuniści i byli żołnierze zawodowi LWP, którzy słali do różnych instytucji protesty. Z czasem przybrały one formę zorganizowanego nacisku na władze państwowe, prokuraturę i sądy. Zapominając o półwieczu służby dla Sowietów, piętnowali teraz zdradę Kuklińskiego: „Zdrajca jest i pozostanie zdrajcą ojczyzny, nie może liczyć na przebaczenie i łagodne potraktowanie jego szpiegowskiej działalności na korzyść obcego państwa”.

Wreszcie 30 marca 1995 r. prezes Sądu Najwyższego Stanisław Rudnicki wystąpił do Izby Wojskowej Sądu Najwyższego z rewizją nadzwyczajną – zaskarżył w całości na korzyść Ryszarda Kuklińskiego wyrok z 23 maja 1984 r. Nie kwestionował legalności rozstrzygnięć sądowych z okresu PRL, podważał natomiast orzeczenie komunistycznego sądu, powołując się na dwie przesłanki: pierwsza dotyczyła „oparcia wyroku na okolicznościach niemających dostatecznej podstawy w ujawnionym na rozprawie materiale dowodowym”, druga polegała na zbyt „ogólnym określeniu czynu […] bez wskazania rodzaju przekazanych wiadomości”. Jego sposób argumentacji obnażył wszystkie manipulacje śledczych z WSW i farsę procesu z 1984 r.:

„Poważne zastrzeżenia budzi przyjęta przez Sąd podstawa wyrokowania. Część ustaleń Sądu, dotyczących zresztą kwestii ubocznych, została oparta na wyjątkowo ograniczonym materiale dowodowym. Natomiast w kwestiach najistotniejszych, a więc czy i w jaki sposób R.J. Kukliński dopuścił się zarzucanych, a następnie przypisanych mu przestępstw, Sąd oparł się na niedopuszczalnym w prawie polskim domniemaniu winy i notatkach urzędowych, a także na materiałach prasowych. […]

Nie ulega wątpliwości, iż ustalenie, że R. Kukliński działał na rzecz suwerenności i niepodległości kraju wyłącznie z pobudek ideowych, powinno skutkować jego uniewinnieniem. Nie wymaga dowodzenia, że suwerenność własnego kraju jest większym dobrem niż obowiązek zachowania wierności przysiędze wojskowej”.

Prezes Sądu Najwyższego wnioskował o przekazanie sprawy Kuklińskiego do ponownego rozpatrzenia przez prokuratora, który z kolei winien dokonać „wielu czynności w zakresie poszukiwania dowodów”. Prokuratorzy wojskowi zaczęli obwiniać prezesa Sądu Najwyższego Stanisława Rudnickiego, iż de facto działa na niekorzyść Ryszarda Kuklińskiego, gdyż „kontynuowanie śledztwa” może postawić byłego pułkownika LWP „w jeszcze gorszej sytuacji procesowej”, choćby ze względu na nowe dowody. Dlatego też prokurator mjr Jarosław Ciepłowski, biorąc za podstawę legalność wyroków zasądzonych w PRL, wnioskował z całą powagą do Izby Wojskowej Sądu Najwyższego, aby ta oddaliła rewizję nadzwyczajną dla dobra podsądnego.

25 maja 1995 r. Izba Wojskowa Sądu Najwyższego uznała rewizję za w pełni zasadną, uchyliła wyrok z 1984 r. i przekazała sprawę Ryszarda Kuklińskiego Naczelnej Prokuraturze Wojskowej do uzupełnienia postępowania przygotowawczego. Przekazując sprawę wojskowej prokuraturze, która w systemie III RP zawsze odgrywała rolę reduty postkomunizmu oraz LWP i sprzeciwiała się przyjęciu rewizji nadzwyczajnej w sprawie Kuklińskiego, sąd potencjalnie ściągał na pułkownika falę nowych kłopotów. Było bowiem oczywiste, że w Naczelnej Prokuraturze Wojskowej zwycięży fałszywy legalizm, nakazujący ściganie Kuklińskiego za zdradę nieistniejącej już PRL i jej ludowej armii. Zresztą i Izba Wojskowa Sądu Najwyższego, w której pracowało wielu sędziów wydających wyroki w stanie wojennym, była wyznawcą tak pojmowanego legalizmu.

30 sierpnia 1995 r. zastępca prokuratora warszawskiego okręgu wojskowego płk Sławomir Gorzkiewicz, ten sam, który kilka miesięcy później zasłynął z zatuszowania sprawy szpiegowskiej premiera Józefa Oleksego, podpisał decyzję o wszczęciu śledztwa przeciwko „podejrzanemu o popełnienie przestępstwa z art. 122 kodeksu karnego [zdrady PRL]” Kuklińskiemu. Co ciekawe, prowadzenie postępowania w całości Gorzkiewicz powierzył Zarządowi Śledczemu Urzędu Ochrony Państwa. Na czele UOP w tym czasie stał gen. Gromosław Czempiński, który w okresie PRL, jako funkcjonariusz Departamentu II MSW (kontrwywiadu), rozpracowywał placówki CIA w Polsce, zwłaszcza Thomasa Ryana, który nadzorował i osobiście realizował plan ewakuacji Kuklińskiego z Polski. Poza tym Czempiński był w 1995 r. bliskim współpracownikiem niechętnego Kuklińskiemu Wałęsy i brał udział w operacjach UOP. Ich celem było pozyskanie wszelkich dokumentów kompromitujących prezydenta współpracą agenturalną z SB. Z kolei dyrektorem Zarządu Śledczego UOP był w tym czasie płk Wiktor Fonfara, również były funkcjonariusz SB i uczestnik akcji kolekcjonowania dokumentów „Bolka”. Również por. Leszek Elas z Zarządu Śledczego UOP brał wcześniej udział w kolekcjonowaniu akt „Bolka” przez UOP.


W rękach tak niewiarygodnych funkcjonariuszy UOP znalazła się wówczas sprawa Kuklińskiego. Śledczy UOP pozyskiwali i analizowali dokumenty, zamierzali docierać do kochanek, przełożonych oraz współpracowników Kuklińskiego z okresu służby w LWP. Rozpytywali oficerów kontrwywiadu WSW, śledczych i prokuratorów. Poprzez Zarząd Wywiadu UOP starali się także zlokalizować dokładne miejsce pobytu Kuklińskiego (w kontaktach posługiwał się wyłącznie skrytką pocztową). Aż do sierpnia 1996 r. mieli za zadanie odszukać i aresztować pułkownika, który nie reagował na korespondencyjne (poprzez adwokatów) wezwania śledczych do złożenia wyjaśnień. Dopiero 27 sierpnia 1996 r. prok. Gorzkiewicz uchylił nakaz tymczasowego aresztowania. Odwołał również poszukiwania Kuklińskiego na podstawie listu gończego z 22 marca 1982 r. (sic!). Dalsze czynności śledcze prowadziła już prokuratura wojskowa, która korzystała czasem z pomocy Wojskowych Służb Informacyjnych.

Paradoksalnie klimat wokół Kuklińskiego znacznie się poprawił z chwilą porażki wyborczej Wałęsy, wraz z objęciem pełni władzy przez postkomunistów. Zakompleksieni z powodu swojej przeszłości i wysługiwania się Moskwie działacze Sojuszu Lewicy Demokratycznej postanowili wykorzystać sprawę Kuklińskiego, by pokazać Amerykanom, że są pełnoprawnymi uczestnikami zachodniej wspólnoty demokratycznej. Prezydent Aleksander Kwaśniewski (tajny współpracownik SB o pseudonimie Alek) wysyłał w stronę Stanów Zjednoczonych sygnały (zapewne zwrotne), że chciałby wreszcie doprowadzić ją do końca, pod warunkiem że pułkownik zacznie współpracować z polskim wymiarem sprawiedliwości i zgodzi się na konfrontację ze śledczymi. W rozmowach z Amerykanami, których reprezentował najczęściej zaangażowany w rehabilitację Kuklińskiego od 1990 r. Zbigniew Brzeziński, pośredniczyli ambasador Jerzy Koźmiński i minister spraw wewnętrznych Leszek Miller. Na początku 1997 r. proces przystąpienia Polski do NATO wchodził w decydującą fazę (16 września 1997 r. miały się rozpocząć rozmowy akcesyjne pomiędzy NATO a Polską).

Czytaj także:
Atak na ambasadę ZSRS w Warszawie. To miała być zemsta na Sowietach

Istniała jednak formalna pilna potrzeba przesłuchania pułkownika. Mimo oporów i wątpliwości „podejrzany” Kukliński zgodził się wreszcie na spotkanie z polskimi prokuratorami – mjr. Bogdanem Włodarczykiem i kpt. Jerzym Kwiecińskim – w waszyngtońskim biurze Zbigniewa Brzezińskiego. Oficjalne przesłuchania rozpoczęły się po południu 21 kwietnia 1997 r. Z odwagą i dużą precyzją Kukliński wyjaśniał motywy podjęcia współpracy z amerykańskim wywiadem, jej przebieg i poszczególne fazy, tłumacząc przede wszystkim zawiłości związane z agresywną doktryną wojenną Związku Sowieckiego i Układu Warszawskiego, podporządkowaniem LWP Moskwie, koncepcją drugiego rzutu strategicznego i groźbą atomowej zagłady Polski. Przekazał wówczas kilka stron swoich zapisków pamiętnikarskich i po raz pierwszy ujawnił treść oryginalnego (polskojęzycznego) komunikatu, jaki w lipcu 1981 r. wysłał za pomocą „Iskry” Amerykanom.

Następnego dnia Kukliński kontynuował składanie wyjaśnień, pozwalając sobie czasem na dłuższą refleksję o swojej roli w polskiej drodze do niepodległości:

„Nie widzę siebie obok Wałęsy i Jaruzelskiego, ale zdaję sobie sprawę, że uczestniczyłem w ważnych wydarzeniach i piasku w te tryby historii nie sypałem. Dołożyłem jakąś cegiełkę do tego, co się stało. Wydaje mi się, że na miarę moich skromnych możliwości uczyniłem, co mogłem. Jeśli spojrzeć na moją osobę w latach siedemdziesiątych w świetle tego, co wyjaśniłem, to nie mogłem tego czynić dla dobra osobistego. Poświęciłem swój osobisty interes dla narodu, któremu złożyłem przysięgę. Nie chciałem być »nawozem historii«. Uczestniczyłem w wydarzeniach historycznych. Stanów Zjednoczonych nie traktowałem jako wroga Polski, lecz jako wielkie mocarstwo, które może pomóc Polsce. Może nie jestem w pełni usatysfakcjonowany tym, co Ameryka zrobiła dla Polski, ale starałem się kołatać do tych drzwi i przedstawić swój kraj i jego interesy jak najlepiej. Ameryka była jedyną drogą służenia krajowi i historia to w sposób pośredni potwierdziła. […]

Nie jest łatwo mi powiedzieć dzisiaj, że nie żałuję tego, co zrobiłem. Gdybym miał zaczynać jeszcze raz, to działałbym jeszcze bardziej skutecznie, jeszcze bardziej agresywnie”.

Wreszcie, po przeanalizowaniu całości zebranego materiału, 2 września 1997 r. mjr Włodarczyk wydał postanowienie o umorzeniu śledztwa. Uzasadniał to „działaniem w stanie wyższej konieczności”. Dwa dni później w Waszyngtonie osobiście zapoznał Kuklińskiego z argumentacją swojej decyzji. Jej sedno sprowadzało się do dwóch zdań:

„Nie sposób jest traktować czynów płk. Kuklińskiego jako działania na rzecz obcego mocarstwa, albowiem rzeczywisty cel jego aktywności wywiadowczej (dobro Polski) kwestionowany być nie może. Oczywistym jest, że elity władzy i służby specjalne Stanów Zjednoczonych traktował on w sposób instrumentalny, próbując wpływać na kształtowanie ich polityki w kierunku dla Polski korzystnym, niwelującym potencjalnie realne zagrożenia”.

Pułkownik miał zastrzeżenia do niektórych fragmentów uzasadnienia opartego na legalistycznej filozofii prawa, a także do samej decyzji o jego utajnieniu ze względu na zawarte w nim „informacje stanowiące nadal tajemnicę państwową”, ale dla dobra sprawy – niewątpliwie pod presją Amerykanów – złożył pod postanowieniem prokuratora własnoręczny podpis. Parę dni później powiedział: „Dziękuję Bogu, że pozwolił mi dożyć tej chwili”.

27 kwietnia 1998 r. płk Ryszard Kukliński wyruszył rejsowym samolotem LOT do Polski. Stanął na polskiej ziemi witany przez premiera Jerzego Buzka, parlamentarzystów, działaczy społecznych, duchowieństwo i rzesze Polaków. Zaskoczył wszystkich swoją skromnością. Entuzjazm, z jakim witany był w Polsce, przerażał najbardziej gorliwych rzeczników okrągłostołowej Polski. W ich imieniu przemówił wówczas Adam Michnik. W głośnym tekście „Pułapka politycznej beatyfikacji” wyłożył niejako zasadę politycznego balansu i pełnoprawności dwubiegunowego sporu o pułkownika i PRL, w którym na podobnych prawach uczestniczą zarówno Kukliński, jak i Jaruzelski razem ze swoimi zwolennikami.

30 kwietnia 1998 r. amerykański senat zatwierdził przyjęcie Polski do paktu północnoatlantyckiego. „Pierwszy polski oficer w NATO” – jak kiedyś określił płk. Ryszarda Kuklińskiego Zbigniew Brzeziński – odczuwał satysfakcję. 12 marca 1999 r. Polska stała się częścią sojuszu północnoatlantyckiego.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 10/2014
Artykuł został opublikowany w 10/2014 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ pwł

Czytaj także

 37
  • I po co ci to NATO - półgłówku? IP
    Żebyś pierwszy fpierdol dostał? Zachód oblepił nami swoją flankę jak góóównem, a takie pajace bez mózgu jak ty się cieszą.
    Dodaj odpowiedź 1 1
      Odpowiedzi: 0
    • oficer IP
      W 1999 roku zostałem mianowany na pierwszy stopień oficerski. Gdybym złamał złożoną przysięgę - tak jak zrbił to Kukliński - to byłbym zdrajcą. Dotrzymanie przysięgi to nie kwestia poglądów, tylko HONORU. Każdy kto łamie złożoną przysięgę jest zdrajcą i człowiekiem bez honoru.
      Dodaj odpowiedź 5 3
        Odpowiedzi: 1
      • Straszydło IP
        Miał chłop łeb na karku, wiedział, że ustrój "wiecznej szczęśliwości" się już skończył. Bankruta nie ma co bronić.
        Dodaj odpowiedź 7 1
          Odpowiedzi: 0
        • Porucznik Borewitch IP
          Niektórym znowu pachnie zdrada, ciągnie wilka do lasu? Taki to bohater że  przez jego bohaterstwo mieli ginąć mlodzie polacy a potem już wszyscy, dzieci, młodzież, starcy, ale co tam ważne że amerykanie byliby szczęśliwi
          Dodaj odpowiedź 6 7
            Odpowiedzi: 1
          • PRL DUMA IP
            TAA... WALCZYL O  polskie obozy , 447 i  300 mld dla  hucpIARZY..... SZUJO borowski Z SOLIDURNOŚCI
            Dodaj odpowiedź 6 6
              Odpowiedzi: 0

            Czytaj także