HistoriaWielka ucieczka małego księcia. Przyszły król Polski cudem przeżył ten atak

Wielka ucieczka małego księcia. Przyszły król Polski cudem przeżył ten atak

Fragment reprodukcji obrazu Aleksandra Lesser,a „Ucieczka Władysława Łokietka z Krakowa”.
Fragment reprodukcji obrazu Aleksandra Lesser,a „Ucieczka Władysława Łokietka z Krakowa”. / Źródło: Wikimedia Commons / Muzeum Narodowe w Warszawie
Dodano 1
Władysław Łokietek pozostanie w naszej pamięci jako jeden z najważniejszych budowniczych polskiej państwowości. Dokładnie 700 lat temu ten wybitny władca założył na swoją skroń koronę, ale zanim do tego doszło, Władysław Łokietek kilka razy stawał twarzą w twarz ze śmiercią...

Jedni historycy mówią o nim dobrze, inni nie najlepiej. Niemniej wydaje się, że w powszechnej opinii ludzi ten piastowski książę, a później król Polski, wzbudzał zawsze sympatię. 20 stycznia br. mija dokładnie 700 lat od kiedy ten mały wzrostem a duży duchem Piast z niewielkiego księstwa brzesko-kujawskiego założył na skroń koronę Królestwa Polskiego. Od tego czasu aż do upadku Polski za czasów Stanisława Augusta Poniatowskiego, każdy władca Polski nosił na głowie koronę.

Koronowani byli tą samą koroną (z kilkoma tylko wyjątkami), którą założono po raz pierwszy na głowę Władysławowi I Łokietkowi. Przetrwała ona w wawelskim skarbcu setki lat, aż do 1795 roku, gdy Prusacy obrabowali Wawel, koronę wywieźli, później przetopili na monety, a kamienie szlachetne sprzedali. Przetrwał na szczęście do dzisiaj pomimo zawiłych losów miecz koronacyjny, słynny Szczerbiec - ale to nie ten, którym ponoć Chrobry uderzał w kijowską bramę. To od Łokietka rozpoczęło się koronowanie królów (i królowych, także z wyjątkami) w katedrze wawelskiej, a nie jak dotychczas w Gnieźnie. Tylko ostatni król, Stanisław August Poniatowski nie był koronowany w Krakowie. Może i dobrze.

W drodze po koronę

Jak wspomnieliśmy wyżej oceny Łokietka są różne. I chyba powinno się przyznać rację tym co wytykają mu wiele błędów jakie popełnił, jak i tym, którzy te błędy usprawiedliwiają. Bo choć jako władca w czasie swoich rządów stracił dużo ziem, w tym Pomorze, a nawet dziedziczne Kujawy, to jednak dzięki niemu, jak pisał Jan Baszkiewicz, „Królestwo Polskie zostało przywrócone na trwałe”, (…) gdzie „mogła się uformować i rozwinąć polska narodowa tożsamość”. Na pewno tym, który Władysława Łokietka uwielbiał, był Józef Ignacy Kraszewski. Wystarczy przeczytać jego powieść „Kraków za Łoktka”, żeby się o tym przekonać. Pisarz w swoim dziele „Wizerunki książąt i królów polskich” poświęcił mu dwie części jako jedynemu z polskich władców. Pod ilustracją przedstawiającą wyimaginowany portret Łokietka wykonaną przez Ksawerego Pillatego, Kraszewski umieścił taki oto podpis; „Musiał w początku, jak ścigany wywołaniec, kryć się po pieczarach”.

Wszyscy znamy legendę, a być może i prawdę o tym, że Łokietek przez wiele miesięcy krył się przed Wacławem II w jaskini koło Ojcowa. Ale zdanie to przede wszystkim mówi, że zanim książę Władysław mógł przywdziać koronę Królestwa Polskiego wiele się natrudził. Nie dostał jej w „spadku”, wywalczył ją orężem, a walka o nią trwała lat zgoła trzydzieści. W tym czasie książę przeżył niezliczoną ilość przygód, bojów z mieczem w ręku, a nawet zniknął z pola widzenia na lat kilka i wszyscy myśleli, że już przepadł na zawsze. A on zawsze się podnosił, konsekwentnie dążył do jednego celu - zjednoczenia Polski pod piastowskim berłem, swoim berłem. A mogło to tylko nastąpić wówczas, gdy władało się Krakowem, który uważany był w dynastii piastowskiej za najważniejszy. O jednej z takich „przygód”, jako tych, które pokazują jego niezłomność, z okazji rocznicy koronacji będzie traktować ta opowieść. Będziemy ją snuć spoglądając na obraz pędzla Aleksandra Lessera „Ucieczka Władysława Łokietka z Krakowa”.

O artyście i obrazie

W 1885 roku jeden z najbardziej znanych wówczas krytyków sztuki prof. Henryk Struve uznał, że „Aleksander Lesser należał do tej niewielkiej liczby przedstawicieli sztuki polskiej, którzy wywarli wpływ stanowczy na jej rozwój i dokonali przełomu w jej postępie historycznym”. Obecnie niewielu będzie mogło zgodzić się z tym stwierdzeniem, ale możemy je z czystym sumieniem usprawiedliwić, bowiem dla konserwatysty Struvego, nie do przyjęcia były funkcjonujące już w świecie malarskim, szczególnie francuskim, nowe trendy - jakieś tam impresjonizmy.

Stanisław Witkiewicz, sam artysta i krytyk sztuki wybitny, wypowiedział się o tym malarzu całkiem odmiennie. „Zamożny dyletant z minimalnym talentem, bez żadnej indywidualności.”... Z innej perspektywy mógł już oceniać w początku XX stulecia także malarz i krytyk sztuki Eligiusz Niewiadomski. Pisał on, że Lesser był „pierwszym, który zwrócił się ku malarstwu profesjonalnie historycznemu (…) i to właściwie jest jedynym tytułem, dla którego należy malarza tego wymienić”.

Czytaj także:
Mieszko Otruty. Ta zagadkowa zbrodnia zakończyła pierworodną linię Piastów

Przyznajmy, opinia mało pochlebna. Za Waldemarem Łysiakiem powtórzmy, że była wówczas „rzesza polskich wyrobników pędzla”, czy też „rzemieślników”, ale mimo wszystko historiografia sztuki o wielu z nich powinna pamiętać. I pamięta, bo wspominamy ten obraz, choć nie wiemy gdzie się znajduje i czy w ogóle przetrwał do naszych czasów. W eseju o Lesserze wspomniany Struve zanotował: „Szkic do Ucieczki Łokietka w habicie kapucyńskim z Krakowa, gdy mieszczanie wpuścili Szlązaków do miasta, pochodzi już z roku 1851, chociaż wykonanym był jako obraz olejny dopiero w r. 1879, a umieszczony na wystawie Towarzystwa Sztuk Pięknych, nabyty został przez komitet do rozlosowania”. Przypuszczalnie ktoś go otrzymał i może gdzieś tam jest, ale najprawdopodobniej przepadł w otchłani trudnych polskich dziejów. Natomiast dzięki reprodukcji zamieszczonej w 1884 roku w czasopiśmie „Kłosy” wiemy jak owo dzieło wyglądało. Nie znamy natomiast jego kolorystyki, ale chyba to mało ważne, bowiem jak pisze Jerzy Malinowski, Lesser „rezygnował z wartości kolorystycznych uznając, że dominacja koloru jest sprzeczna z idealistycznymi zadaniami sztuki”.


Mamy tutaj jednak jasność, że artysta przy tworzeniu obrazu opierał się na kronice Jana Długosza. Dziejopis zapisał: „Łokietek z niektórymi rycerzami pieszo, w habicie braci mniejszych św. Franciszka, którzy go spuścili przez mur przylegający do ich klasztoru, ledwie umknął z rąk wrogów, których wtargnięcie zbyt późno dostrzegł”. I tak dokładnie skonstruowane jest to dzieło malarskie.

Przybycie do Krakowa i szczęśliwa ucieczka

Aż do śmierci Leszka Czarnego w 1288 r. wiedza o Władysławie jest uboga. W roku tym przejął po zmarłym starszym bracie Sieradz. Rok później rozpoczyna się rywalizacja książąt piastowskich o główny spadek po Leszku Czarnym – Małopolskę. Oczywistym było w owym czasie, że ten z piastowskich książąt, który zasiądzie na krakowskim tronie, będzie w ramach dynastii uchodził za najważniejszego. Możni tej dzielnicy widzą tam księcia Bolesława płockiego, brata stryjecznego zmarłego bezpotomnie Leszka, który wcześniej także upatrzył sobie Bolesława na swojego następcę. Zanim nastąpiło objęcie tronu krakowskiego przez księcia płockiego, Wawel zajął nagle Henryk IV Probus i ogłosił się księciem małopolskim. Gdy już się tam umocnił w początku 1289 r. postanowił powrócić do swojej dzielnicy, czyli na Śląsk. Jednak 28 lutego tego roku pod Siewierzem jego wojska zostały zaatakowane przez Bolesława i Władysława Łokietka. Książę śląski poniósł klęskę.

Stronnictwo krakowskie wcześniej przychylne Bolesławowi, teraz zaczęło spoglądać na Łokietka. Powodem tej nagłej zmiany był fakt, że Bolesław chciał ziemię sandomierską przekazać swojemu bratu Konradowi II czerskiemu. Małopolanie nie wyobrażali sobie oderwania Sandomierza od Krakowa. Bolesław wówczas postanowił zrezygnować z ubiegania się o małopolski stolec. Skorzystał z tego Łokietek i od razu przybył do Krakowa. Nie udało mu się jednak zdobyć Wawelu, którego załoga była wierna Henrykowi. A bez tej warowni nie ma władzy. W stronę Probusa natomiast spoglądała zdecydowana część bogatych mieszkańców Krakowa będąca pochodzenia niemieckiego.

Książę wrocławski mając w nich oparcie, podjął wówczas wyprawę na Kraków. Zebrał ponoć 3500 zbrojnych oraz wiele machin oblężniczych. Okazało się, że nawet nie musiał miasta oblegać. W sierpniu 1289 roku mieszczanie krakowscy otworzyli bramy wojskom śląskim. Zbrojni Łokietka ponieśli sromotną klęskę. Odbyła się okrutna rzeź jego zwolenników. Sam książę szczęśliwie dotarł do kościoła Franciszkanów, którego mury były jednocześnie murami zewnętrznymi miasta. Braciszkowie na szczęście nie przepadali za Niemcami. Pisze Andrzej Nowak: „Ich orientacja polityczna (i narodowościowa), jak widać, różniła się zasadniczo od ich współbraci ze Śląska, którzy oderwali się od polskiej prowincji i wybrali saską”.

We wspomnianej powieści J.I. Kraszewskiego znajdujemy przepiękny literacki opis tego wydarzenia, który możemy uznać za zgodny z tym, co zapisał Jan Długosz. Powieściopisarz wkłada go w usta starego łokietkowego żołnierza i wiernego jego druha, który swojemu synowi opowiada z tęsknotą za dawnymi czasy, kiedy to walczył u boku księcia Władysława:

Niemcy wrota otwarli, puścili wewnątrz Szlązaków! Ci wprost na nas, bij, zabijaj! Ledwieśmy z życiem uszli. Jam popędził za panem i dognałem go przy klasztorze. Nie więcej nas z nim było jak sześciu. Wpadliśmy do franciszkanów. Mnichy za nami drzwi zawarli. Co tu począć? Ino patrzeć, jak nas tu Niemcy pobiorą, gdyby w gnieździe pisklęta. Myślicie, że się uląkł albo serce stracił? Wziął na się mniszy habit, co mu go od jakiego wyrostka dobrali, obciąwszy od dołu, i na mur, który do klasztoru przytykał. Dawaj drabinę, podawaj sznury! Spuściliśmy się tak szczęśliwie i uszli, koni dostawszy!


Uchodzi książę Łokietek do Sandomierza. Będzie mu potrzeba jeszcze lat siedemnastu aby zdobyć Wawel, a trzydziestu aby przywdziać koronę. Przyznajmy, niesamowite pragnienie władzy. Ale nie dla samej władzy. Pozostanie w naszej pamięci jako jeden z najważniejszych budowniczych polskiej państwowości. Przyznajemy, że zrobił wiele błędów w czasie swoich rządów, ale przecież zwycięzców się nie sądzi. Liczy się wynik końcowy. A ten w kolejnych wiekach okazał się dodatni.

/ pwł

Czytaj także

 1
  • PŁAĆCIE ZA ZBRODNIE NA POLAKACH, SZWABY! IP
    Cytat: ,,. Przetrwała ona w wawelskim skarbcu setki lat, aż do 1795 roku, gdy Prusacy obrabowali Wawel, koronę wywieźli, później przetopili na monety, a kamienie szlachetne sprzedali."

    Już tylko za to należy się Polsce całe złoto Niemiec.
    Dodaj odpowiedź 15 1
      Odpowiedzi: 0

    Czytaj także