HistoriaKomandos Hitlera w Mossadzie. Jak esesman ochronił Izrael przed rakietami

Komandos Hitlera w Mossadzie. Jak esesman ochronił Izrael przed rakietami

Otto Skorzeny w 1943 r.
Otto Skorzeny w 1943 r. / Źródło: Wikimedia Commons / Fot: Narodowe Archiwum Cyfrowe
Dodano 6
Wykonawca specjalnych rozkazów Hitlera spełnił życzenia Żydów za paszport, odstąpienie od ścigania go i duże pieniądze.

Dla zwycięskich mocarstw ostatnie miesiące II wojny światowej nie oznaczały wyłącznie kolejnych zwycięstw na frontach i szybkiego wyzwalania terytoriów kontrolowanych przez III Rzeszę. Dla aliantów był to z jednej strony okres intensywnego poszukiwania sprawców niezliczonej liczby zbrodni przeciwko ludzkości, a z drugiej czas na intensywne zabiegi o względy wybitnych niemieckich naukowców i inżynierów pracujących przy projektowaniu oraz wprowadzaniu do użytku nowoczesnych, zupełnie nowatorskich rodzajów broni oraz wysokich rangą oficerów służb wywiadowczych. Zapotrzebowanie na fachowców w każdej z tych „branż” zgłaszali wszyscy. Rosjanie ścigali się z Amerykanami i Anglikami, nie zawsze dostrzegając za plecami pełną zapału aktywność na tym polu takich państw jak Francja, Syria i Egipt.

Kiedy przedmiotem targu była wybitna wiedza, niekoniecznie w sposób precyzyjny sprawdzano życiorysy. Stąd nagła wiadomość opublikowana w prasie egipskiej o przeprowadzonych próbach rakietowych, mimo dramatycznego brzmienia, nie powinna nikogo zaskoczyć. 21 lipca 1962 r. starannie wyselekcjonowani przedstawiciele mediów zostali zaproszeni na położony w odległości ok. 60 km na północny zachód od Kairu poligon Jabal Hamzi, gdzie byli świadkami odpalenia dwóch rakiet typu Victor (Al-Zafir) i dwóch rakiet typu Conqueror (Al-Qahir). Dwa dni później rakiety tego samego typu były gwiazdami parady wojskowej w Kairze zorganizowanej z okazji 10-lecia egipskiej rewolucji. Te dwa dni były potężnym wstrząsem w Izraelu. Oto nagle okazało się, że potężne służby wywiadowcze tego kraju nie miały informacji o rozwoju techniki rakietowej swojego wielkiego wroga.

Mossad i Aman (wywiad wojskowy) przystąpiły do błyskawicznego działania, aby zdobyć charakterystyki obu wersji rakiet, informacje o miejscu prowadzenia prac konstrukcyjnych oraz dane o naukowcach pracujących nad tym projektem. W krótkim czasie ustalono, że program rakietowy kontrolowany był przez Komitet Wojskowy kierowany przez dowódcę sił powietrznych marszałka Muhammada Sidqi Mahmuda. Za bieżącą realizację prac badawczych i produkcję na terenie ośrodka w Heliopolis (w dokumentach ukrywanego pod kryptonimem „fabryka 333”) odpowiadał były szef wywiadu sił powietrznych brygadier Sam al-Din Mahmud Khalil. Rakieta Victor oparta była na konstrukcji francuskiej rakiety Veronique. Wstępne oceny wskazywały, że Victor mający siłę ciągu równą 4,1 tys. kg może dostarczyć ładunek wybuchowy o wadze 250 kg na odległość 175 mil morskich, natomiast Conqueror, dysponując siłą ciągu ok. 19,8 ton, odpowiednio 1 tys. kg na odległość 200 mil morskich. Ich pole rażenia pokrywało terytorium Izraela. Egipcjanie mieli jednak duży problem z precyzyjnym naprowadzaniem pocisków rakietowych na wyznaczone cele. Dotychczasowe rozwiązania były niezadowalające. Aby prowadzić dalsze próby nad usprawnieniem urządzeń sterujących, zakupili w USA w kalifornijskiej firmie Zimney Corporation of Monrovia sześć rakiet testowych typu Roemiz IV. Do Egiptu dotarły cztery.

Prowadzone jednocześnie działania operacyjne w sprawie ustalenia grupy osób zaangażowanych w ten projekt nadspodziewanie szybko przyniosły wymierne efekty. Już sama konstrukcja rakiet bardzo przypominająca V-2 wskazywała na to, że to niemieccy naukowcy stanowić musieli siłę wiodącą. W prace nad tymi rakietami w Egipcie włączonych było 75–80 zachodnioniemieckich inżynierów i techników. Byli wśród nich specjaliści mający za sobą długi staż współpracy z von Braunem na poligonie rakietowym w Peenemünde. Mowa tu m.in. o dr. Eugenie Sängerze (od 1954 r. pracował w Research Institute of Jet Propulsion Physics w Stuttgarcie), Wolfgangu Pilz (w latach 1947–1959 pracował we Francji w Laboratoire de Recherches Balistiques et Aérodynamique –LRBA, a potem dołączył do dr. Sängera w Stuttgarcie), dr Paulu-Jensie Goercke i dr Hansie Krugu. Ci wybitni specjaliści, nie będąc do końca zadowoleni ani z możliwości swobodnego prowadzenia prac badawczo-naukowych, ani z poziomu wynagrodzeń, w 1959 r. wysłali do Egipcjan pismo z propozycją nawiązania ścisłej współpracy. Na odpowiedź nie musieli długo czekać. Była pozytywna.

Spadochroniarz i dr Beissner

Ustalenia te natychmiast zrodziły pytania o prekursorów, którzy przygotowali grunt do tego typu kooperacji. Na giełdzie nazwisk brylowało pięciu Niemców: dr Wilhelm Beissner, dr Wilhelm Voss, Kurt Hanisch, dr Rolf Engel i oczywiście gen. por. Otto Skorzeny vel Rolf Steiner vel Otto Steinbauer. Nie trzeba go było specjalnie przedstawiać. Wszyscy zapamiętali go jako brawurowego spadochroniarza, który usunął ze stanowiska regenta Węgier Miklosa Horthyego i wyzwolił Benito Mussoliniego z aresztu w Campo Imperatore. Po wojnie uciekł z obozu jenieckiego i po dłuższym ukrywaniu się, w którego czasie wszedł w kontakt z organizacją Gehlena, używając paszportu Nansena, przedostał się do Hiszpanii. Osiadł w Madrycie. Szukając dochodów, zajął się tym, z czym w swoim aktywnym życiu miał na co dzień najczęściej do czynienia, czyli bronią (tym razem jej handlem) i szkoleniem jednostek specjalnych. Nie stronił od kontaktów z tymi wywiadami, które gotowe były mu godziwie płacić za prawdziwe lub wyimaginowane informacje. Od 1953 r. był, za wstawiennictwem gen. Wilhelma Fahrmbachera – twórcy planu przewrotu i szybkiego przejęcia kontroli nad Kairem – jednym z bliskich doradców wojskowych lidera rewolucji i pierwszego prezydenta Egiptu Mohammeda Naguiba, a potem Gamala Abdela Nasera. Skorzeny korzystał ze wsparcia kolejnej żony, bardzo inteligentnej, bystrej w biznesach, o doskonałych koneksjach (kuzynka Hjalmara Schachta, „bankiera III Rzeszy”) „księżny” Ilse von Finckenstein.

W tym miejscu warto poznać krótkie biografie wspomnianych powyżej Niemców mających znaczne wpływy na Bliskim Wschodzie. Pierwszy z nich to doktor ekonomii Wilhelm Beissner, urodzony 18 sierpnia 1911 r. w Kreuckeberg (Dolna Saksonia). Rysopis: 180 cm wzrostu, brunet, przedziałek po lewej stronie, słabe uzębienie, seplenił, na swój wiek wyglądał młodo, posługiwał się biegłym francuskim i dobrym angielskim. Żonaty, jedno dziecko. Przed wybuchem wojny pracował jako referent w wydziale zagranicznym NSDAP kierowanym przez Rosenberga. Specjalizował się w krajach bałkańskich. Bardzo aktywny przy organizacji puczu Żelaznej Gwardii w Rumunii. Jednocześnie w stopniu Hauptsturmführera SS służył w głównym urzędzie (Hauptamt) Himmlera. Po wybuchu wojny znalazł się w Polsce. Został szefem gestapo na miasto Łódź, gdzie dał się poznać jako brutalny prześladowca Żydów. Po trzech–czterech miesiącach powrócił do Niemiec i otrzymał awans na Sturmbannführera.

Następne jego miejsce pracy to RSHA. Został referentem do spraw Bliskiego Wschodu, w tym Iraku, Iranu i Afganistanu. Odbył wiele podróży w ten region. Na początku 1941 r. znalazł się w Jugosławii, gdzie po okupacji tego państwa został szefem gestapo w Zagrzebiu. Tak jak w Łodzi w swoich działaniach był bezwzględny, wręcz brutalny. Przy okazji udało mu się zgromadzić sporą fortunę. W końcu 1941 r. znowu pojawił się w RSHA w Berlinie. Tym razem z ramienia wywiadu podróżował do Grecji i krajów północnej Afryki. Od 1942 r. był przedstawicielem gestapo w armii Rommla. Na przełomie lat 1943 i 1944 wrócił do Berlina do RSHA. Działając w ramach Amt VI tej organizacji, odpowiadał za rozbudowę siatki szpiegowskiej na Bliskim Wschodzie. Awansował na Obersturmbannführera i przeniósł swoją bazę operacyjną do Mediolanu, gdzie pozostawał w stałym kontakcie z gen. Karlem Wolffem. Odbył wiele podróży do Tunisu, Kairu, Damaszku. Miał częsty kontakt z wielkim muftim, który systematycznie zapoznawał go z wieloma wpływowymi Arabami.

Po wojnie uciekł z amerykańskiego obozu jenieckiego we Włoszech. Według Ruperta Mandla z organizacji Gehlena Beissner dzięki pomocy francuskich służb ukrywał się w miasteczku Feldkirch leżącym w podlegającej im zonie okupacyjnej na terenie Austrii. Po pewnym czasie uzyskał fałszywe papiery na nazwisko dr Jaeger i powrócił do Monachium. Utrzymywał stałą łączność z gen. Ottonem Skorzenym. Mając doskonałe kontakty w Egipcie, przeniósł tam swoją działalność biznesową. Nawiązał dialog z wywiadem egipskim. Dzięki wsparciu Skorzenego, którego przedstawił kilku ważnym osobistościom w Egipcie, został przedstawicielem wielu firm zbrojeniowych. W Kairze jego partnerem był polski Żyd, Hartslett, właściciel firmy Egyptian Continental Co. Handlowali wszystkim, koncentrując się jednak na towarach strategicznych. Hartslett poprzez swoje kontakty miał łatwy dostęp do paszportów egipskich, w które wyposażali nowo przybyłych Niemców.

To właśnie tą drogą Beissner zabezpieczył pobyt pierwszej grupy specjalistów rakietowych dr. Engela. Po nieporozumieniach z Hartslettem, wspomagany przez wielu lokalnych biznesmenów Beissner zarejestrował własną spółkę komandytową The Egyptian-German Engineering and Industrial Co. Dostarczał broń i materiały wybuchowe do Tunezji, Syrii oraz via Latakia dla algierskiego Frontu Wyzwolenia Narodowego (FLN). Szczególnie niebezpieczne okazały się dla niego bliskie związki z FLN. Naraził się Francuzom, którzy tylko czekali na dogodną okazję, aby się z nim „rozliczyć”. W sierpniu 1960 r. Beissner powrócił do Monachium. Kupił nowy samochód. 16 października krótko po ruszeniu z przydomowego parkingu pod autem wybuchła bomba. Został ciężko ranny, m.in. stracił nogę. Kilka miesięcy trwała jego kuracja w szpitalach bawarskich. Odpowiedzialnością za zamach obarczono francuską, w rzeczywistości nieistniejącą, organizację Main Rouge. Za tą fikcyjną nazwą krył się francuski wojskowy wywiad. W czerwcu 1961 r. powrócił na Bliski Wschód. Tym razem do Tunisu, gdzie prowadził przedstawicielstwo wielu firm niemieckich.

Engel, Voss, Ferchl

Pierwszej grupie niemieckich fachowców od techniki rakietowej przybyłej do Egiptu w 1952 r. przewodził inż. Rolf Engel, urodzony 10 sierpnia 1912 r. w Metzu. Wczesny kontakt z techniką rakietową zawdzięczał swojej matce, która prowadziła bufet w Centrum Prób Rakietowych Reinickendorf pod Berlinem. Odwiedzając matkę, nie tylko z ogromną uwagą obserwował próby startów pocisków rakietowych, Mirak i Repulsor, lecz także poznał wielkich w tej branży – Rudolfa Nebela i von Brauna. Był zafascynowany. W niedalekiej przyszłości został głównym asystentem technicznym dr. Johannesa Winklera z Raketenforschungsinstitute w Dessau, który był jednym z wiodących specjalistów techniki rakietowej i pierwszym po Robercie Goddardzie, który udanie wystrzelił rakietę na paliwo płynne, HW-1. Doszło do tego wydarzenia 20 lutego 1931 r. na placu parad wojskowych pod Dessau. W 1939 r. Engel został dyrektorem technicznym centrum badawczego silników odrzutowych związanego z poligonem doświadczalnym małych rakiet w Grossendorf w zachodnich Prusach. Do Heliopolis pod Kairem przybył z Francji wraz z grupą współpracowników pod przykryciem polskich emigrantów. W Paryżu w latach 1946–1952 był szefem grupy niemieckich badaczy pracujących w Office Nationale d’Études et Recherches Aéronautique (ONERA).


W Egipcie został dyrektorem technicznym Compagnie des Engines à Réaction pour Vol Accéleré (CERVA). Była to spółka francusko-egipska. Z Egiptu w 1957 r. przeniósł się do Włoch, gdzie do 1962 r. zatrudniony został w charakterze konsultanta w grupie firm (m.in. SISPRE i Bombrini Parodi-Delfino) pracujących nad budową rakiet przeciwlotniczych typu Nike-Hercules. Pomimo sukcesów zawodowych przez wiele lat miał kłopoty najpierw z organizacją Gehlena, a potem z BND. Chodziło o jego rodzinę. Teściowa, Edith Stippenberger, i szwagier, Emmanuel S., byli komunistami. Teściowa rzekomo podjęła się kilku misji wywiadowczych zleconych przez wschodnioniemiecką partię socjalistyczną (SED). Do tułaczki po firmach i krajach został zmuszony przez politykę resortu obrony RFN, który systematycznie odmawiał mu zgody na zatrudnienie w przedsiębiorstwach niemieckich, tłumacząc swoją decyzję brakiem zaufania niezbędnego przy kierowaniu wysoce poufnymi projektami. Dopiero w 1962 r. wrócił do kraju urodzenia i został dyrektorem oddziału technik kosmicznych w konsorcjum firm Messerschmitt-Boelkow-Blohm z siedzibą w Monachium. W 1971 r., z powodów zdrowotnych, odszedł na emeryturę. W latach 70. dr Winkler doczekał się wielkiego uznania. W 1970 r. jeden z kraterów na Księżycu nazwany został jego nazwiskiem, a w 1976 r. znalazł się wśród największych tuzów techniki rakietowej prezentowanych w International Space Hall of Fame w Alamogordo w stanie Nowy Meksyk.

Za najbardziej wpływową postać w środowisku niemieckim w Egipcie uważano dr. Wilhelma Vossa, który będąc szefem głównej grupy doradców technicznych w egipskim ministerstwie wojny i marynarki, był jednocześnie ważnym kontaktem organizacji Gehlena. Urodzony 1 lipca 1896 r. w Rostocku, był członkiem Stahlhelmu, a następnie SS. W 1942 r. osiągnął rangę Standartenführera. W latach 1939–1945 z nominacji Göringa zarządzał zakładami Skoda oraz Bruenner Waffenwerke. 24 kwietnia 1946 r. z własnej woli zgłosił się w dowództwie Counter Intelligence Corps w Bawarii. Oświadczył, że ma do przekazania bardzo wartościowe informacje o niemieckich pracach zmierzających do zbudowania bomby atomowej oraz torpedy sterowanej radarem. Według jego zeznań tymi wysoce utajnionymi pracami kierował prof. Kammerer wraz ze swoim zastępcą, Erichem Puruckerem. Ten ostatni zebrał wszystkie papiery dotyczące prac nad bombą atomową i 10 maja 1945 r. razem z Vossem wyruszyli z Schimelitz w Bohemii w kierunku, jak się im wydawało, pozycji amerykańskich wojsk. Zanim dotarli do zaplanowanego celu, wraz z całym tajnym ładunkiem złapani zostali przez Rosjan. Natychmiast ich rozdzielono.

Voss do 1946 r. był przetrzymywany w obozie Modran w rejonie Pragi. Po pewnym czasie bez jakichkolwiek wyjaśnień zezwolono mu na wyjazd do Berlina, skąd dotarł do Monachium. W 1950 r. wyjechał do Egiptu. Dla okrasy od razu dodam, że w Egipcie jego osobistym sekretarzem był bliski współpracownik Himmlera - Standartenführer SS Josef Tiefenbacher mający za sobą bujną karierę w Abwehrze i SD oraz pełnienie funkcji szambelana od ceremoniałów w kancelarii Hitlera. Tiefenbacher był jednym z pierwszych członków NSDAP (nr legitymacji poniżej 20). Po wojnie skazany na dożywocie. Z bliżej nieznanych powodów mury więzienia opuścił już w 1951 r., a sześć miesięcy później wyjechał do Egiptu. W trakcie pracy w kancelarii Hitlera nawiązał doskonałe relacje z wielkim muftim Jerozolimy, Al-Hadżdżem Muhammadem Aminem al-Husajnim, który pewną część II wojny spędził na terenie Niemiec, a po jej zakończeniu żył na wygnaniu w Egipcie, co dawało panom okazję do częstych spotkań. W gabinecie Tiefenbachera wisiała jego fotografia z Hitlerem i muftim. W Kairze Tiefenbacher oraz Voss często spędzali wieczory, pracując na terenie niemieckiej ambasady. Wśród urzędników rządowych Niemiec i Egiptu uchodzili za zdecydowanie bardziej wpływowych niż ówczesny niemiecki ambasador Pawelke. W 1954 r., po odkryciu dowodów wskazujących na prowadzenie działalności wywiadowczej, Tiefenbacher zmuszony został do wyjazdu z Egiptu.

Do grupy bliskich współpracowników Vossa należał także płk Ferchl, były oficer sztabu generalnego, który – o dziwo – zwolniony został z obozu jenieckiego w Rosji już w roku 1950. Był to, według oświadczenia niemieckiego ambasadora, jedyny przypadek tak wczesnego zwolnienia przez Rosjan oficera SG. Zaraz po uwolnieniu Ferchl pojawił się w Egipcie. Jak ustaliły służby egipskie, pozostawał tam w kontakcie z dwiema Rosjankami. Jedna z nich, mężatka, mieszkała w Port Saidzie, a druga w Kairze. Pytania o kierunek jego lojalności nasuwały się same.

Mossad w akcji

Izraelski wywiad, po sprawnym zgromadzeniu ogromnej ilości informacji, bezzwłocznie podjął stanowcze działania. Czas miał ogromne znaczenie. Rozpoczęto od zastraszania naukowców i ich rodzin. Wysyłano anonimowe listy wypełnione autentycznymi, najczęściej nie bardzo godnymi chwały, informacjami wyjętymi z ich życiorysów, a w niektórych przypadkach groźbami pozbawienia życia. Inną metodą agentów izraelskich było dobijanie się w środku nocy do drzwi domów zajmowanych przez naukowców i zastraszanie na wpół śpiących domowników nieuchronnością brutalnej napaści w przypadku nieopuszczenia w trybie natychmiastowym terytorium Egiptu. Kolejnym etapem kampanii nacisków były przecieki prasowe na temat prac naukowców niemieckich mających na celu wsparcie armii egipskiej w realizacji planów likwidacji państwa Izraela i jego mieszkańców. Kampanię tę zarzucono krótko po rozpoczęciu, bo publikowane w prasie światowej artykuły bardziej wystraszyły obywateli państwa żydowskiego, niż poruszyły sumienia opinii światowej.

W zamian przyspieszono zaplanowane wcześniej próby fizycznej likwidacji wiodących specjalistów pracujących w Heliopolis drogą słania listów wyposażonych w specjalnie opracowane w tym celu ładunki wybuchowe. System najpierw przetestowano na zastępcy Adolfa Eichmanna - Aloisie Brunnerze, który ukrywał się pod zmienionym nazwiskiem w Damaszku, gdzie uczył oficerów tajnych służb tego państwa technik przesłuchań i tortur. W wyniku eksplozji stracił oko i miał mocno pokiereszowaną twarz. Pierwszym celem listownego ataku na naukowców w Egipcie był dr Pilz, który w tym czasie finalizował rozwód, aby otworzyć drogę do poślubienia swojej sekretarki, Hannelore Wende. Zamiast Pilza list otworzyła kochanka. W wyniku wybuchu straciła kilka palców, jedno oko (drugie zostało poważnie uszkodzone) i kilka zębów. Egipcjanie natychmiast zareagowali, wprowadzając prześwietlanie listów adresowanych do niemieckich specjalistów i zatrudniając wybitnego specjalistę od spraw bezpieczeństwa, byłego esesmana Hermanna Adolfa Vallentina, który w trybie pilnym przeprowadził specjalistyczne szkolenia dla osób zagrożonych atakiem służb izraelskich.

Izrael podjął też próbę dyplomatycznego rozwiązania. Premier Eszkol w swoim liście do kanclerza Adenauera zażądał wycofania niemieckich specjalistów z Egiptu. Apel ten nie od razu spotkał się z oczekiwanym odzewem strony niemieckiej. Opieszałość działań polityków spowodowała, że specjaliści izraelscy doszli do wniosku, iż nie pozostało im nic innego, jak tylko rozwiązać niemiecki problem niemieckimi rękoma. Drogą do tego celu było podjęcie próby werbunku gen. Otto Skorzenego pozostającego w bliskich kontaktach z naukowcami w Egipcie. Ceną za współpracę z Izraelem miało być zagwarantowanie mu życia bez strachu. Nieodległy przykład losu Eichmanna był wystarczająco przekonującym argumentem dla ukrywających się zbrodniarzy. Do Skrzenego agenci izraelscy dotarli poprzez jego żonę, Ilse von Finckenstein. Pierwsze spotkanie odbyło się w lipcu 1964 r. w Dublinie. Kolejne szybko następowały po sobie. Zwerbowana księżna przygotowała męża na spotkanie z agentami Mossadu, które odbyło się w hotelu w Madrycie.

Rozmowę ze Skorzenym przeprowadził urodzony i wyedukowany w religijnej szkole żydowskiej w Niemczech Avraham Ahituv. Po długiej, ale owocnej rozmowie wyraził zgodę na współpracę. Postawił jednak cztery warunki: zażyczył sobie ważnego paszportu austriackiego wydanego na jego prawdziwe nazwisko, dokumentu podpisanego przez izraelskiego premiera Eszkola o odstąpieniu od ścigania, usunięcia z listy poszukiwanych zbrodniarzy przygotowanej przez Szymona Wiesenthala oraz stosownego wynagrodzenia pieniężnego. Jedynym problemem był Wiesenthal, ale ponieważ Izrael pozostawał w bardzo dobrych relacjach z jego instytutem, bez specjalnego ryzyka mógł zapewnić Skorzenego, że i ta organizacja, chociaż nie usunie go z listy poszukiwanych, to jednak zaprzestanie jego poszukiwania.

Skorzeny przystąpił do działania. Zebrał znaczą ilość informacji o pracy niemieckich naukowców w Egipcie. W kolejnym ruchu zaprosił do Madrytu byłych oficerów niemieckich w taki czy inny sposób związanych z tym projektem. W trakcie wspólnych obficie zakrapianych biesiad Skorzeny wszedł w posiadanie wszystkich brakujących informacji o zaawansowaniu projektu rakietowego. Od Vallentina dostał wykaz prywatnych adresów każdego specjalisty powiązanego z projektem. Krótko potem każdy z nich otrzymał list sugerujący bezzwłoczny powrót do domu. Nieprzystanie na tę ostatnią pokojową sugestię skutkować miało ujawnieniem oskarżeń o zbrodnie wojenne popełnione przez nich w trakcie pracy na rzecz III Rzeszy. Listy jasno wskazywały, że natychmiastowe rezygnacje z dalszych prac nad nowoczesnymi rodzajami broni dla egipskiej armii były ostatnią szansą odkupienia poprzednich i obecnych win.

Część adresatów zareagowała pozytywnie. Wahających się przekonał przedstawiciel założonej w 1948 r. w Stuttgarcie lotniczej firmy Bölkow (w 1968 r. połączyła się z koncernem Messerschmitt AG), który na życzenie Franza Josefa Straussa specjalnie w tym celu oddelegowany został do Egiptu, gdzie odbył rozmowy z wszystkimi wahającymi się naukowcami. Zaproponował im doskonale płatną pracę w Niemczech. Wizyta przyspieszyła powroty. Ostatnim Mohikaninem był dr Wolfgang Pilz, który opuścił projekt w lipcu 1965 r. Wraz z nową, ociemniałą w wyniku wybuchu listu pułapki żoną, Hannelore, osiadł ostatecznie w Kranzlhofen na terenie Austrii, gdzie zmarł w roku 1994. Rząd niemiecki przygotował odpowiedź na list premiera Eszkola, informując go, że wszyscy naukowcy niedługo powrócą. Dodatkowo rząd przygotował projekt ustawy zabraniającej specjalistom z dziedziny spraw militarnych podejmowania pracy poza granicami państwa bez stosownej zgody.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 9/2018
Artykuł został opublikowany w 9/2018 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 6
  • ŻYDZI Z JUDENRATÓW IP
    ŻYDZI Z JUDENRATÓW JAWNIE WSPÓŁPRACOWALI Z NIEMIECKIMI NAZISTAMI W HOLOKAUŚCIE, A ICH POTOMKOWIE CHCĄ JESZCZE NA TYM ZROBIĆ BIZNES!
    Dodaj odpowiedź 3 1
      Odpowiedzi: 0
    • vvvvvvvvvvvvvvvv IP
      Skorzeny zawłaszczył akcję odbicia Mussoliniego, pozostałe akcje np. akcja pojmania Tito czy dywersji podczas ofensywy w Ardenach były porażką, potem miał kilka pomniejszych sukcesów gdy jego jednostki w ramach akcji Werwolf przeprowadzały akcje sabotażowe na froncie wschodnim. Jedyny wielki sukces to akcja w Budapeszcie. Generalnie jednostki specjalne W-SS ni jak nie miały się do brandemburczyków Abwehry którzy działali dłużej i na większą skalę. Hitler i Himmler chcieli aby to SS przypisać całą chwałę za akcję we Włoszech
      Dodaj odpowiedź 10 1
        Odpowiedzi: 0
      • Rotor IP
        Skorzeny to oszust i papierowy tygrys. Nie był wyznaczony do akcji odbicia Mussoliniego pojawił się tam samowolnie i przeszkadzał w akcji. Jedyne co jest prawdą to to że przywiózł Mussoliniego samolotem do Berlina. Właściwie dlaczego Skorzeny jest tak znany ,chyba nie za akcję w Ardenach ,podczas której ci prawda Niemcy w mundurach USA zrobili trochę zamieszania ,ale zostali też prawie wszyscy złapani i rozstrzelani. Akcja została spalona po tym kiedy publicznie przed frontem wojska ogłoszono ze poszukują żołnierzy znających angielski i amerykański. Cała akcja została zorganizowana po amatorski a żołnierze byli za szybko szkoleni i mieli za mało czasu na dobre przygotowanie się do roli ,stąd głupie wpadki językowe po których łapano dywersantow.
        Dodaj odpowiedź 8 2
          Odpowiedzi: 1
        • czerro IP
          Jaki naród taki holokaust!
          Dodaj odpowiedź 7 1
            Odpowiedzi: 0

          Czytaj także