Hiszpański sen o Eldorado, który stał się koszmarem Inków

Hiszpański sen o Eldorado, który stał się koszmarem Inków

Dodano: 1
Francisco Pizarro chwyta Athaualpę, władcę imperium Inków.
Francisco Pizarro chwyta Athaualpę, władcę imperium Inków. / Źródło: Wikimedia Commons
Ofiarami mieczy i muszkietów konkwistadorów Pizarra – ale najbardziej ospy! – padło 95 proc. mieszkańców Peru…

Maciej Rosalak

Wśród licznych Hiszpanów, którzy po odkryciu Nowego Świata i podboju Meksyku (1521) przez Hernána Cortésa marzyli o mitycznej krainie złota – Eldorado, był pewien nieślubny syn kapitana armii królewskiej oraz chłopki. Zresztą kuzyn Cortésa. Zwał się Francisco Pizarro (1478–1541).

Od 24. roku życia uczestniczył w penetracji północnych wybrzeży Ameryki Południowej, jako jeden z pierwszych białych ujrzał Pacyfik, a w 1524 r. ruszył za zgodą gubernatora na czele 80 awanturników z Panamy na południe, aby sprawdzić pogłoski o wielkim państwie pełnym złota. Do tego państwa dotarł po wielu perypetiach, walkach i głodowaniu dopiero parę lat później, podczas drugiej wyprawy. Ze 160 wojaków zostało przy nim tylko 13, ale ci ujrzeli nareszcie złoto u nadzwyczaj gościnnych mieszkańców Tumbes na granicy Peru.

Gubernator nie chciał słyszeć o trzeciej wyprawie, w Hiszpanii Francisco Pizarro trafił do więzienia za długi, ale w końcu udało mu się dotrzeć na dwór Karola V, zainteresować go kolejnym źródłem dostaw drogocennego kruszcu i zawrzeć 26 lipca 1529 r. z dworem umowę, wedle której miał zorganizować wyprawę i podbić to wielkie, nieznane, a kapiące złotem państwo.

Państwo „dzieci Słońca”

Peru wchodziło w skład imperium Inków, które powstało trzy wieki wcześniej z głównym ośrodkiem w Cuzco, a obejmowało liczne plemiona i rozległe tereny od oceanu do Andów i od granicy z Kolumbią do dzisiejszego Chile. W linii południkowej ciągnęło się więc tysiące kilometrów. Miało imponująco rozbudowaną infrastrukturę drogową, zapewniającą sprawne zarządzanie i łączność z najbardziej nawet odległymi od stolicy prowincjami. Inkowie wznosili też zadziwiające do dziś budowle – świątynie, pałace i całe miasta – z precyzyjnie dopasowanych, wielkich bloków skalnych.

Manco Cápac, legendarny założyciel królewskiej dynastii Inków. Obraz z XVIII wieku

Wedle mitologii inkaskiej imperium założył Syn Słońca – Manco Capac. Słońcu – Inti – które stało na szczycie inkaskiego panteonu, poświęcono wielką świątynię w Cuzco. Tuż obok niego znajdowali się: Viracocha – Stwórca oraz Inti Illapa – Piorun. Składano im ofiary, także z ludzi.

Pierwszym historycznym władcą był natomiast Pachacutec. On i jego następcy, zwani Sapa Inka, byli otaczani boską czcią oraz setkami żon i nałożnic, ogromnym dworem i służbą, mieli do dyspozycji wielotysięczną armię żołnierzy i urzędników. Sprawa następstwa tronu nie została jednak uregulowana i stąd bratobójcza walka po śmierci 11. Inki – Huayna Capaca – między jego synami Huascarem i Atahualpą, na którą akurat trafili Hiszpanie.

Zgodnie z umową zawartą w Madrycie Pizarro miał objąć urząd gubernatora podbitych w przyszłości terytoriów, uhonorowani też zostali jego wspólnicy – ks. Luque i Diego de Almagro – a do towarzystwa doszlusowało siedmiu dominikanów, trzech urzędników królewskich oraz trzech przyrodnich braci Francisca Pizarra: Hernando, Juan i Gonzalo (tylko ten pierwszy był z prawego łoża). Na początku 1531 r. wraz z 200 podkomendnymi Pizarro wyruszył z Hiszpanii na podbój Peru poprzez ocean i Wyspy Perłowe, lądując na koniec morskiej podróży w Zatoce św. Mateusza.

Po ciężkim marszu dotarli Hiszpanie do Tumbes. Miasto zostało jednak w międzyczasie zniszczone wojną domową pomiędzy synami 11. Inki, a mieszkańcy zachowali się nieprzychylnie. Konkwistadorzy uparcie przemierzali jałowe wybrzeże, tocząc walki z tubylcami. Pod koniec września 1532 r. założyli osadę San Miguel. Nieopodal Huancubamby Pizarro spotkał się z wysłannikiem Atahualpy, któremu zaproponował pomoc dla króla, oczekując w zamian gwarancji bezpieczeństwa, kwater i żywności. Mieli się spotkać w siedzibie Inki – Cajamarce. Atahualpa przybył tam po Hiszpanach, których lekceważył przekonany o swej miażdżącej przewadze liczebnej. Wyglądało na to, że chciał zwabić Hiszpanów w głąb imperium i ich zgładzić.

Czytaj też:
Obraz nie z tego świata. „Nie jest namalowany ręką człowieka”

Pizarro też szykował podstęp. Wzorem Cortésa zamierzał zwabić pewnego siebie władcę do miasta jedynie z częścią sił, schwytać go i mając w ręku cennego zakładnika, zgromadzić wspaniały łup i rządzić jego państwem. W przeciwieństwie do swych wojaków nie uległ trwodze na wieść, że Atahualpa zbliża się na czele 40-tysięcznej armii. Bezczelnie zażądał od imperatora – poprzez wysłanego doń duchownego ojca Vincente’a Valverde – aby przyjął nową wiarę oraz hiszpańskie zwierzchnictwo. Gdy ten odmówił i ze wzgardą rzucił podaną mu Biblię na ziemię, na znak dowódcy konkwistadorów z domów, ulic i zaułków w pobliżu głównego placu Cajamarki wysypali się ukryci tam wcześniej hiszpańscy piechurzy i jeźdźcy, uzbrojeni w straszliwą dla tubylców broń: rapieromiecze i muszkiety.

Masakra i złoty okup

Był 16 listopada 1532 r. Gdy zakonnik ze zbezczeszczonym Pismem Świętym zawołał do Hiszpanów: „Czy nie widzicie, że podczas gdy my stoimy i tracimy czas na rozmowy z tym pełnym pychy psem, okoliczne pola zapełniają się Indianami? Ruszajcie natychmiast! Rozgrzeszam was!”, ustawieni w szyku Hiszpanie z okrzykiem „Santiago!” natarli na zaskoczonych Indian. Zdwojony echem huk wystrzałów brzmiał jak pioruny, a widziane przez nich po raz pierwszy konie z metalowymi jeźdźcami na grzbietach przypominały jakieś mityczne monstra, dzwoniące przy tym przywiązanymi do uzd dzwoneczkami.

Tratowani końskimi kopytami, cięci długimi mieczami, przebijani ostrymi pikami bezbronni właściwie tubylcy bezradnie ginęli. W końcu ich tłum runął do panicznej ucieczki, która – jak zawsze w takich wypadkach – zakończyła się masakrą. Zginęło wtedy może 2 tys., a może aż 4 tys. inkaskich żołnierzy. Wokół lektyki króla ofiarnie ginęli jego wierni dworzanie, aż w końcu lektyka runęła, a „boski” władca legł u stóp najeźdźców. Przed ciosami ich mieczy Pizarro zasłonił go własnym ciałem, krzycząc: „Niechaj nikt, komu życie miłe, nie waży się uderzyć Inki!”.

Gdy wiadomość o ujęciu Atahualpy przez wrogów rozniosła się wśród usiłujących jeszcze walczyć inkaskich wojowników, ci natychmiast złożyli broń. W ich ślady poszła reszta armii stojącej w odwodzie, która straciła ochotę do walki na wieść o losie króla.

Nikt spośród Hiszpanów nie zginął i tylko sam ich dowódca został lekko zraniony. Cena, którą Francisco Pizarro zapłacił za pokonanie armii Atahualpy, ujęcie jego samego żywcem i ułatwiony podbój wielkiego państwa, nie była więc wysoka. Ocalenie życia władcy Inków nie było zaś podyktowane chrześcijańskim miłosierdziem, lecz wynikającym z chciwości wyrachowaniem. Inka spełnił jego oczekiwania.

Artykuł został opublikowany w 8/2020 wydaniu miesięcznika Historia Do Rzeczy.

-
 1
Czytaj także