Historia pewnego obrazka

Historia pewnego obrazka

Dodano: 
Armia Krajowa
Armia Krajowa / Źródło: PAP / Jacek Turczyk
Maciej Maciejowski || Kiedy w sierpniu 1939 r. otrzymał od adiutanta pułku telegram z rozkazem natychmiastowego powrotu z urlopu w Wołkowysku, jego matka wyjęła obrazek z książeczki do nabożeństwa i powiedziała: „Ten obrazek cię ochroni”.

Był to wizerunek Chrystusa Miłosiernego pochodzący od księdza Michała Sopoćki zaprzyjaźnionego z proboszczem parafii św. Wacława w Wołkowysku. Ze swojego przedwojennego życia nic innego nie ocalił. Obrazek towarzyszył mu podczas ucieczki z bolszewickiej niewoli po otrzymaniu wyroku śmierci, podczas powstańczych walk o pałacyk Michla, strzelanin z agentami Smiersza w okupowanym przez aliantów Berlinie, czy misji wywiadowczych dla brytyjskiego wywiadu na Bliskim Wschodzie. Człowiek, przy którego życiorysie może się schować filmowy James Bond, głęboko wierzył, że wizerunek Chrystusa z napisem „Jezu ufam Tobie” wiele razy ocalił mu życie.

Ale ta historia rozpoczyna się o wiele wcześniej. Ksiądz Michał Sopoćko urodził się 1 listopada 1888 roku w Juszewszczyźnie. W 1926 roku uzyskał na Uniwersytecie Warszawskim tytuł doktora teologii.. Podczas okupacji niemieckiej ukrywał się w okolicach Wilna. W 1944 roku po wznowieniu działalności Seminarium Duchownego w Wilnie wykładał w nim aż do jego zamknięcia w 1945 roku przez władze radzieckie. Zagrożony aresztowaniem wyjechał w 1947 roku do Białegostoku. W jego życiu dominujący rys stanowiła służba idei Miłosierdzia Bożego. Kult Bożego Miłosierdzia zaczął szerzyć się w Polsce dzięki objawieniom skromnej zakonnicy ze Zgromadzenia Matki Bożej Miłosierdzia, Faustyny Kowalskiej. Helena Kowalska urodziła się w 1905, jako trzecie z dziesięciorga dzieci Stanisława Kowalskiego i Marianny, rolników ze wsi Głogowiec. Po wstąpieniu do zakonu mieszkała m. in. w warszawskim klasztorze przy ul. Żytniej, w Wilnie i krakowskich Łagiewnikach. Zmarła w 1938 roku. Jako spowiednik późniejszej św. Faustyny i jej kierownik duchowy z czasów wileńskich, ks. Sopoćko oddał się szerzeniu kultu Miłosierdzia Bożego. Opublikował szereg dzieł o Miłosierdziu Bożym, zabiegał o ustanowienie święta, przyczynił się do namalowania pierwszego obrazu Jezusa Najmiłosierniejszego Zbawiciela. Reprodukcję właśnie tego obrazu otrzymała za pośrednictwem wołkowyskiego proboszcza matka Janusza Brochwicz-Lewińskiego „Gryfa”, głównego bohatera tej historii.

Janusz Brochwicz-Lewiński „Gryf” pochodził z ziemiańskiej rodziny o tradycjach wojskowych. W 1938 roku, po ukończeniu nauki w liceum w Wołkowysku, rozpoczął służbę wojskową. Ukończył Dywizyjny Kurs Podchorążych Rezerwy 29 DP przy 76 Lidzkim pułku piechoty w Grodnie, a w maju 1939 rozpoczął praktykę w 76 Lidzkim pułku piechoty w Grodnie. Po odwołaniu go z urlopu w rodzinnym domu, walczył w kampanii wrześniowej. Jego pułk należał do tych oddziałów Wojska Polskiego, które czynnie walczyły z agresją sowiecką, próbując ratować ludność cywilną przed bestialstwem sowietów. Już 18 września, pod bitwie z sowieckim oddziałem pancernym, dostał się do niewoli. Zaimprowizowany naprędce bolszewicki trybunał skazał dziewiętnastoletniego żołnierza na karę śmierci. Wyroku nie wykonano jednak od razu i „Gryfowi” udało się uciec z transportu. Pieszo przedostał się do Generalnego Gubernatorstwa.

Od razu zaangażował się w walkę konspiracyjną w ZWZ-AK. Był dowódcą oddziałów partyzanckiego na Lubelszczyźnie. W tym czasie uzyskał od Niemców przydomek „Rycerski Dowódca” – atakowane przez niego konwoje niemieckie były ogołacane z broni i wyposażenia i puszczane wolno. Na rozkaz dowódcy okręgu warszawskiego został przeniesiony do batalionu AK Parasol, gdzie był instruktorem ds. wyszkolenia. W powstaniu warszawskim dowodził legendarną obroną pałacyku Michla na Woli. Dzięki jego niesłychanej odwadze oraz wybitnemu talentowi dowódczemu załoga czterokrotnie odpierała silne natarcia niemieckie wspierane jednostkami pancernymi. Znany jest również z akcji na aptekę Wendego, gdzie udało mu się wydobyć niedostępne dla Polaków lekarstwa i środki znieczulające. Podczas walk na Woli 8 sierpnia został ciężko ranny w szczękę. Po kapitulacji powstania znalazł się w obozie przejściowym Lamsdorf, a następnie w obozie jenieckim Murnau. Po wyzwoleniu obozu przez Amerykanów trafił do brytyjskiego szpitala. Tamtejsi lekarze dokonali cudu rekonstruując jego szczękę i ratując życie mimo początków gangreny. Po wyzdrowieniu służył w brygadzie spadochronowej gen. Sosabowskiego. Gdy rozwiązane zostały Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie, wstąpił do armii brytyjskiej, gdzie służył m.in. w gwardii przybocznej Jego Królewskiej Mości Jerzego VI. Służył także w brytyjskim wywiadzie w Niemczech i na Bliskim Wschodzie. Całe życie nie mówił o Rosjanach i komunistach inaczej, niż „bolszewicy”. Jeszcze wiele razy próbowali oni go zabić. „Gryf” uważał, ze tamten wyrok śmierci z września 1939 r. ciągle na nim ciąży, ale ratuje go boska Opatrzność. Po zakończeniu czynnej służby pracował w angielskiej szkole w Niemczech. Przeszedł na emeryturę w 1985 roku.

Opatrzność postawiła też na drodze życiowej „Gryfa” życzliwego anioła w osobie Agnieszki Boguckiej. Dzięki jej staraniom i opiece mógł wrócić do kraju i spędzić w Ojczyźnie ostatnie lata życia a jego postać nie została zapomniana. Kiedy się spotkali, Janusz Brochwicz-Lewiński prowadził zżycie skromnego emerytowanego pracownika szkoły uczącej dzieci żołnierzy Armii Renu. Szkoła od dawna już nie istniała, koledzy „Gryfa” wyjechali z Niemiec lub odeszli. Sam „Gryf” był bardzo schorowany. Agnieszka Bogucka jest przekonana, że gdyby został w Niemczech, zmarłby wiele lat wcześniej. Ale ojczyzna nie czekała na niego z otwartymi ramionami. III RP robiła wszystko, by wojenni emigranci zniechęcali się do powrotu. Mnożono biurokratyczne przeszkody. Także dawni koledzy z AK witali dość chłodno „Gryfa” który pozostał żarliwym antybolszewikiem. A przecież ci, którzy zostali w PRL, musieli ułożyć sobie życie za cenę większych, lub mniejszych kompromisów z zainstalowaną tu przez Sowiety władzą. „Gryf” posiadał też ogromną wiedze na temat sowieckiej agentury.

Gdy w 2002 roku Bogucka wysłała „Gryfowi” zaproszenie na obchody rocznicy Powstania Warszawskiego, w odpowiedzi otrzymała list, z którego wypadł obrazek Jezusa Miłosiernego. „Gryf” w liście nic nie wspomniał o tym obrazku. „Po prostu go włożyłem”, miał powiedzieć potem. Dla Agnieszki Boguckiej był to znak. W 2004 roku doprowadziła do przeprowadzki „Gryfa” z powrotem do Polski. Dzięki jej staraniom otrzymał niewielkie mieszkanie i emeryturę. Miał wówczas 84 lata. Agnieszka Bogucka do końca jego życia była jego przyjacielem i opiekunem jego dziedzictwa oraz dobrego imienia. „Jedni adoptują dzieci, a ja adoptowałam sobie ojca” – powiedziała kiedyś.

Sama Agnieszka Bogucka od 1994 r. działała w stowarzyszeniu „Wspólnota Polska”, była w jego zarządzie krajowym, od lat kieruje oddziałem warszawskim. Pełniła funkcję doradcy premiera Jerzego Buzka do spraw organizacji pozarządowych. Kiedy pokazywała „Gryfowi” współczesną Warszawę, odwiedzili m. in. kościół przy ul. Żytniej. W tym miejscu Janusz Brochwicz-Lewiński modlił się ze swoimi żołnierzami przed wyruszeniem do Powstania. Wiele lat później, w kaplicy sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, żołnierze jednostki GROM ofiarowali mu duży obraz Jezusa Miłosiernego namalowany przez profesjonalnego artystę. Agnieszka Bogucka doprowadziła do upamiętnienia walk o pałacyk Michla przez stołeczny samorząd, kiedy funkcję burmistrza dzielnicy Wola sprawowali najpierw Mariusz Błaszczak, a potem Zdzisław Sipiera. Z inicjatywy Agnieszki Boguckiej stołeczni radni Maciej Maciejowski, Marek Makuch i Tomasz Zdzikot doprowadzili do przyznania „Gryfowi” tytułu Honorowego Obywatela Warszawy przez radę miasta.

„Gryf” zmarł 5 stycznia 2017 roku w Warszawie w wieku 96 lat. Postanowieniem z 12 stycznia 2017 roku został mianowany pośmiertnie przez Prezydenta RP Andrzeja Dudę na stopień generała dywizji. Został pochowany na Wojskowych Powązkach. Do końca życia w codziennej modlitwie towarzyszył mu otrzymany od matki obrazek z wizerunkiem namalowanym zgodnie ze wskazówkami św. Faustyny, rozpropagowany przez ks. Sopoćko.

Przygotowując niniejszy artykuł korzystałem z własnych archiwaliów oraz książki „Gryf. Pałacyk Michla, Żytnia, Wola” Jarosława Wróblewskiego.

Autor był warszawskim samorządowcem i urzędnikiem państwowym (m. in. w KPRM i KRRiT). Jest medioznawcą oraz specjalistą w dziedzinie polityki historycznej.

Źródło: DoRzeczy.pl
 0
Czytaj także