Rzeź Woli. 50 tysięcy zabitych w 3 dni. „Można zabijać, kogo pan chce”

Rzeź Woli. 50 tysięcy zabitych w 3 dni. „Można zabijać, kogo pan chce”

Dodano: 4
Ofiary masakry na Woli
Ofiary masakry na Woli / Źródło: Wikimedia Commons
Kilkadziesiąt tysięcy niewinnych cywilów zostało bestialsko zamordowanych przez Niemców tylko w pierwszych dniach sierpnia 1944 roku.

O wybuchu Powstania Warszawskiego poinformował Hitlera Reichsführer SS Heinrich Himmler, 1 sierpnia 1944 roku wieczorem:

- Powiedziałem: Mein Führer, moment jest niesympatyczny. Z punktu widzenia historycznego jest jednak błogosławieństwem, że ci Polacy to robią. W ciągu 5-6 tygodni pokonamy ich. Ale wtedy Warszawa – stolica, głowa, inteligencja tego niegdyś szesnasto-, siedemnastomilionowego narodu Polaków – będzie starta. Tego narodu, którzy od siedmiuset lat blokuje nam Wschód i od pierwszej bitwy pod Tannenbergiem ciągle nam staje na drodze. Wtedy polski problem dla naszych dzieci i dla wszystkich, którzy po nas przyjdą, a nawet już dla nas – nie będzie dłużej żadnym wielkim problemem historycznym.

Liczba ofiar: nieznana

Przez kilka dni, między 2 a 12 sierpnia, szczególnie zaś w dniach 5-6 sierpnia zginęło na warszawskiej Woli 50-65 tysięcy ludzi, w przeważającej mierze cywilów.

Mord na bezbronnych Polakach był celową, uzgodnioną wcześniej akcją, a rozkaz przyszedł z samej góry – wydał go Hitler, prawdopodobnie jedynie ustnie. Zachowały się jednak notatki Himmlera, który powtarzał wolę Fürera: „każdego mieszkańca należy zabić, nie wolno brać żadnych jeńców. Warszawa ma być zrównana z ziemią i w ten sposób ma być stworzony zastraszający przykład dla całej Europy”. Himmler powtarzał później swoim dowódcom: „zabijać kogo [pan] zechce, według swego upodobania”. Z Powstaniem rozprawić miało się SS, a wszystkim zająć Himmler. Szefem operacji spacyfikowania Warszawy i zrównania jej z ziemią został SS-Obergruppenführer Erich von dem Bach-Zelewski, któremu podlegały jednostki SS, policji i Wehrmachtu.

Ludność cywilna mordowana była przez Niemców niemal od pierwszych godzin Powstania, jednak z każdym dniem represje nasilały się. Apogeum osiągnęły bardzo szybko – 5 sierpnia w tzw. „czarną sobotę”, kiedy zginęło nawet 30 tysięcy osób.

Cywilna ludność dzielnicy pędzona ul. Wolską

4 sierpnia do Warszawy dotarły świeże oddziały, które miały stłumić Powstanie - batalion pułku SS „Dirlewanger”, bataliony SS i Wehrmachtu, które przysłano z Poznania oraz 608. pułk piechoty płk. Schmidta i batalion słuchaczy szkoły oficerskiej w Poznaniu. Dodatkowo przysłano kilka kompanii niemieckiej policji zebranych w różnych miastach Kraju Warty. Dowodził nimi gen. mjr policji Heinz Reinefarth.

Maciej Żuczkowski z Biura Badań Historycznych IPN pisze:

- Początkowo ludność cywilna mordowana była w mieszkaniach, piwnicach, na podwórzach kamienic i na ulicach. Wielokrotnie dochodziło do sytuacji podpalania przez Niemców bloków, i rozstrzeliwania uciekającej ludności przy pomocy karabinów maszynowych. W ten sposób mieli zginąć m.in. mieszkańcy tzw. domów Hankiewicza przy ulicy Wolskiej 105/109 (ok. 2 tys. ofiar). Po południu jednostki podległe gen. Reinefarthowi zmieniły taktykę. Ludność cywilną z pobliskich domów spędzono do kilku wyselekcjonowanych miejsc i tam dopiero została ona zamordowana. W „czarną sobotę” 5 sierpnia największe masowe egzekucje miały miejsce: w pobliżu hal warsztatów kolejowych przy ul. Moczydło (według różnych szacunków zamordowano tam od około 4,5 do nawet 12 tys. osób), na cmentarzu prawosławnym (kilkaset osób), w parku Sowińskiego (około 1,5 tys. osób), w Fabryce Obić i Papierów Kolorowych Józefa Franaszka (pomiędzy 4 a 6 tys. ofiar), oraz w fabryce „Ursus’ (pomiędzy 6 a 7,5 tys. ofiar).

Bezimienni

Liczba mordowanych osób zmniejszyła się, kiedy do Warszawy przybył gen. von dem Bach-Zelewski, który zabronił zabijania kobiet i dzieci ze względów militarnych, jednak nie wszyscy stosowali się do rozkazu, a egzekucje cywilów wciąż trwały

Sam von dem Bach-Zelewski pisał o swojej decyzji w dzienniku: „uratowałem życie tysiącom kobiet i dzieci, choć to byli Polacy”. Nie zrobił tego jednak w przypływie nagłego miłosierdzia czy litości – był to czysty pragmatyzm, bowiem, czym więcej niewinnych osób ginęło, tym opór ludności polskiej się wzmagał. Poza tym niemieccy żołnierze, którzy rzucili się w wir mordowania kobiet i dzieci, nie zajmowali się pacyfikowaniem Powstania i walką z uzbrojonymi oddziałami Powstańców.

Erich von dem Bach-Zelewski

Pomimo rozkazu von dem Bacha, aby mordować jedynie mężczyzn oraz walczących przeciwko Niemcom, to od 6 sierpnia na Woli miały miejsce kolejne masowe zbrodnie, w których ginęły także dzieci i kobiety. Głównym miejscem mordów był skład maszyn rolniczych fabryki Kirchmajera i Marczewskiego na ul. Wolskiej 79/81 gdzie zamordowano około 2 tys. osób. Również w kolejnych dniach trwającego powstania, chociaż już na mniejszą skalę, dochodziło do zbrodni popełnianych na ludności cywilnej Woli, ale również i innych dzielnic Warszawy.

Innych, którzy uniknęli śmierci wypędzano z domów i wyrzucano z miasta. Wiele osób trafiło wówczas do obozu przejściowego Dulag 121 w Pruszkowie (Durchgangslager 121 Pruszków).

Ustalenie dokładnej liczby wszystkich zamordowanych osób nie jest możliwe. Niemcy zacierali ślady, mordowali całe wielopokoleniowe rodziny lub wszystkich mieszkańców danej kamienicy – nie został zatem nikt, kto mógłby później przekazać, ilu członków rodziny czy ilu sąsiadów stracił. Choć tysiące osób udało się zidentyfikować – odkrywając masowe groby lub dzięki ustnym świadectwom nielicznych ocalonych, to kolejne tysiące ofiar niemieckiego okupanta wciąż pozostają bezimienne.

Czytaj też:
Dwa tysiące niezwykłych zdjęć wojennej Warszawy. „Potworna prawda o tym, co się wydarzyło”
Czytaj też:
Generał Ścibor-Rylski: My tutaj już jesteśmy gotowi do walki!
Czytaj też:
Powstanie Warszawskie. Mit czy szaleństwo?

Źródło: DoRzeczy.pl / Instytut Pamięci Narodowej
 4
Czytaj także