Bohater z AK – zdrajca z UB. Jak donoszono w PRL

Bohater z AK – zdrajca z UB. Jak donoszono w PRL

Dodano: 7
Citroën Traction Avant, samochód używany przez UB
Citroën Traction Avant, samochód używany przez UB / Źródło: Wikimedia Commons / Crochet.david
Dr Jekyll i Mr Hyde polskiej konspiracji. Nowa książka Andrzeja Nowaka-Arczewskiego.

„Reder”. Jest bohaterem konspiracji, żołnierzem Armii Krajowej. Dowodzi kompanią, plutonem żandarmerii, następnie zostaje oficerem w sztabie 2. Dywizji Piechoty Legionów AK. Uczestniczy w wielu walkach podczas akcji „Burza”. Bohatersko dowodzi podczas zwycięskiej bitwy z oddziałami Wehrmachtu w Cebrze koło Sandomierza z 4 na 5 sierpnia 1944 r. Jest prawą ręką wybitnych dowódców AK. Po wojnie aktywnie wspiera działania mające upamiętnić wyczyny dawnych kolegów z partyzantki.

„Komar”. Jest agentem i zdrajcą. Współpracuje z Sowietami i Urzędem Bezpieczeństwa Publicznego PRL. Posyła na śmierć, katorgę lub prześladowanie ze strony NKWD i UB swoich kolegów i dowódców. Przez dziesiątki lat aktywnie współpracuje z tajnymi służbami Polski Ludowej. Żyje z wyrokiem śmierci od AK i umiera, unikając zdemaskowania.

„Reder” i „Komar” to jedna osoba – Dionizy Mędrzycki

Poniższy fragment pochodzi z książki „Przykosa. Bohater z AK - zdrajca z UB. Śledztwo śladami Redera” autorstwa Andrzeja Nowaka-Arczewskiego. Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Znak Horyzont.

Andrzej Nowak-Arczewski, Przykosa. Bohater z AK - zdrajca z UB, wyd. Znak Horyzont

Zaczyna się w jego biografii [Dionizego Mędrzyckiego] okres niczym z twórczości Balzaka Komedia ludzka. Z jego notatek, raportów, donosów wyłaniają się różne typy ludzi, poznajemy ich pracę zawodową, pasje, zainteresowania, uwikłanie w różne organizacje, stowarzyszenia. Dzisiaj, czytając te wszystkie notatki, możemy się wiele dowiedzieć o tamtych czasach, o tym, czym żyli ludzie, o czym rozmawiali. Niektóre fragmenty nas zaciekawiają, inne wręcz śmieszą, jeszcze inne nudzą. Ale wtedy te wszystkie opisy trafiały do organów bezpieczeństwa, które systematycznie, ciągle, nieustannie osaczały różne osoby i na każdego, jak byśmy dzisiaj powiedzieli, zbierały kwity, starały się mieć haki.

Mędrzycki tworzy świetne charakterystyki ludzi, kilkoma słowami odtwarza smakowite dialogi, przytacza anegdoty z tamtej epoki. Pisze tak wiele, że śmiało można go nazwać radomskim pismakiem. Jest typem reportera, który wciela się w różne role. Wchodzi w środowisko, słucha uważnie ludzi, a później przenosi to wszystko na papier. Różnica jest jedna. To ubecki reporter.

Komedia po polsku

Pisanie nie sprawia mu żadnej trudności. Lekkim piórem sporządza kolejne notatki o swoich kolegach, żołnierzach Armii Krajowej. „W rocznicę bitwy pod Chochłem, siódmego września sześćdziesiątego roku, były dowódca Armii Łódź, generał Jerzy Rómmel uczestniczył we mszy w kościele garnizonowym w Radomiu. Po nabożeństwie powiedział, że w walce o pokój oficerowie i podoficerowie powinni gremialnie wstępować do ZBOWiD-u. Następnego dnia, gdy odjeżdżał do Warszawy, w wąskim gronie doprecyzował swą wypowiedź: – Mówiąc o ZBOWiD-zie, miałem co innego na myśli. Nie chodziło mi o walkę o pokój, ale o uzdrowienie tej organizacji, pozyskiwanie wpływów na przyszłość. Wierzę, że umiecie zachować dyskrecję. Na koniec wtrącił dowcip: Taka moja uwaga, aby nie drażnić kacapa.

„Józef Grzywacz spytał Jana Okonia, czy dobrze mnie zna. Potem powiedział graczom, że jestem gościem niepewnym, gdyż, jak głosi fama, miałem powiązania z UB, o czym głośno mówi Poreda, Sołtysiak i wielu innych. Okoń miał zaprotestować przeciw takim oskarżeniom. Tak powiedział podczas rozmowy ze mną. Ja natomiast zwróciłem uwagę Okoniowi, że nad tym faktem przechodzę do porządku dziennego, bo oni są tylko ludźmi i wolno im wszystko mówić. Jednak w wytworzonej atmosferze nie mogłem sobie pozwolić na poufniejszą rozmowę, by ustalić miejsce ich gry oraz nazwiska graczy. Niestety, tego rodzaju wypowiedzi wytrącają mnie z równowagi, nie są przyjemne i nie dają pewności siebie. Dochodzę do przekonania, że rozsiewanie o mnie tych pogłosek nabiera coraz większego znaczenia i zatacza szersze kręgi” (…).

Pod rękę z przełożonym

Kapitan Jan Morgaś umiejętnie prowadzi Dionizego Mędrzyckiego, wyznacza mu kolejne zadania, podpowiada, jak ma się zachowywać, rozmawiając z jednym czy drugim człowiekiem, jak reagować na ich wypowiedzi, jakie tematy poruszać. Z materiałów operacyjnych, które na bieżąco spływają od różnych informatorów, tajnych współpracowników, wynika, że ma znacznie większą wiedzę niż jego agent. Sprytnie ją dawkuje, podsycając zainteresowanie osobą inwigilowaną.

Kapitana interesuje zachowanie byłego dowódcy Armii Krajowej, Stanisława Poredy, który jest barwną postacią środowiska kombatantów w Radomiu, uczestniczy we wszystkich spotkaniach, bez ogródek wypowiada się o tym, co widzi. Chce wiedzieć, jak Poreda ocenia obecny okres, czym zajmuje się w czasie wolnym, gdzie przebywa i z kim, kogo odwiedza, jaka jest jego obecna działalność, jaki ma stosunek do wyborów do Rad Narodowych i Sejmu, jakie tematy porusza w dyskusjach politycznych, jak ocenia partię i rząd. Oficer chce wiedzieć, czy Poreda nie wpływa ujemnie na swoje środowisko, czy swym zachowaniem i wypowiedziami nie podburza innych osób do wrogich wystąpień.

A co najważniejsze, kapitan chce mieć pewność, czy Poreda nie wznowi wrogiej działalności. By obiektywnie oceniać zebrane materiały, Stanisława Poredę inwigiluje także drugi tajny współpracownik o pseudonimie Megan. Dionizy Mędrzycki szybko przystępuje do akcji. Umawia się z Poredą, z którym jest w dobrych kontaktach. W rozmowie nawiązuje do Stefana Bembińskiego „Harnasia”, który prosi Poredę o umożliwienie mu kupna drzewa, desek do szklarni.
– Ten Bembiński to jest całkowicie zajęty pracą – mówi o nim Poreda. – Nie rozmawia na tematy polityczne. Uważa, że uczestnictwo w różnych spotkaniach to głupota. Wszystko jest kontrolowane przez UB i dlatego nie warto się angażować. Uważam, że to z jego strony zwykłe tchórzostwo i wygodnictwo. Tym bardziej że Bembiński dorobił się majątku na partyzantce.

Mędrzycki skrzętnie notuje słowa Poredy, odtwarza sytuacje, scenki, obrazy. Pisze o tym, że kierownik tartaku w Rytwianach Paździor prosi Stanisława Poredę, by dał mu jeszcze dwa dni na przygotowanie sprawozdania, bo jest przydzielony do delegacji partyzantów radzieckich.
– Partyzantom radzieckim to ch… w gołą d… – odpowiada Stanisław Poreda.

Innym razem przytacza jego słowa o aktualnej polityce mocarstw wobec ZSRR:
– Zachód rozmawia z Chruszczowem jak gęś z prosięciem. Jedni o tym, a on apiać w kółko o kolonializmie. A co Rosja robi z krajami podbitymi?

Po pobycie delegacji wojskowej w ZSRR, o czym donosi Mędrzycki, Poreda mówi:
– Polacy przebywali w Smoleńsku, oddali hołd żołnierzom poległym pod Lenino, ale nie mieli odwagi pojechać do Katynia, by złożyć wieniec pomordowanym oficerom. Podobnie jest w kraju. Stawia się pomniki alowcom, organizuje uroczystości, a zapomina o głównych bohaterach, akowcach. Wstyd dla tych akowców, którzy należą do ZBOWiD-u. Agent przypomina kawały, które opowiada Poreda:
– Do czasów Tiereszkowej cały świat kręcił się koło d…, a teraz d… kręciła się naokoło świata.

– Doczekaliśmy się wszyscy socjalizmu i dobrobytu, w którym wszyscy są równi, ale w dziadostwie. W kapitalizmie przynajmniej związki zawodowe piętnowały wyzysk i broniły robotnika. A dzisiaj najbardziej drakońskie zarządzenia są podpisywane przez Ignacego Logę-Sowińskiego i Józefa Cyrankiewicza. Spróbuj do związków nie należeć, to wylecisz z pracy.

Przytacza także słowa Poredy, gdy zwrócił się do niego z prośbą o uzupełnienie przygotowywanej przez siebie monografii o 2 pp Legionów AK:
– Tutaj nic nie uzupełnię, nie dodam. O tym, co chcę, aby ujrzało światło dzienne, mówić nie mogę, a tego, co by się podobało reżimowi, pisać nie będę. Owszem, o okupacji i walkach 3 pp AK, w którym dowodziłem, napisałem, ale na użytek Zachodu. Opracowanie wysłałem kilka lat temu kanałem dyplomatycznym.

Pod rękę z przełożonym Mędrzycki opisuje również reakcję Poredy na zaproszenie Zarządu Okręgu ZBOWiD na seminarium historyczne do Końskich.
– Udziału w nim nie wezmę – mówi tamten stanowczo. – Póki „komunisty” będą rej wodzić w ZBOWiD-zie, moja noga tam nie postanie! Gdzie oni byli, jak AK walczyła?

Agent donosi przy tym, że Poreda nie uczestniczy w spotkaniach od czasu, gdy były dowódca Armii Krajowej Jerzy Bembiński zostaje zdjęty z prezesa oddziału ZBOWiD-u w Radomiu. Uważa, że akowcy są utrącani w tej organizacji. Skrzętnie notuje słowa zdenerwowanego Poredy po publikacji radzieckiego historyka Łapajewa:
– Jak śmią drukować jego wspomnienia, w których pod adresem akowców używa określeń: bandy, bandyci. Ci ludzie walczyli o niepodległość z komunistycznym reżimem, który Polskę zaprzedał Rosji, a więc to przeciwnicy polityczni, a nie bandyci. Tak samo ich nazywają, jak Niemcy w czasie wojny. Przecież „Igła” czy „Harnaś” byli akowcami,dzielnymi i zasłużonymi akowcami, dobrymi Polakami.

Innym razem zapisuje, co Poreda sądzi o sytuacji gospodarczej Polski:
– Na Rzeszowszczyźnie odkryto duże pokłady ropy naftowej. Nic się o tym nie mówi, bo Związek Radziecki stwierdził, że to żyła płynąca z Baku, i kazał zamurować. Po co mają nam dawać swoją ropę? Lepiej będzie, jak my będziemy ją od nich kupować. Ponadto na terenach przygranicznych odkrywamy bogate złoża węgla koksującego, więc Związek Radziecki chce je przyłączyć do siebie. Sejm nasz temu przyklaśnie. Nie ma się co łudzić. Nie mamy własnej państwowości, musimy robić tak, jak chce ZSRR.

Bulwersuje się kolejnymi jego słowami, tym razem o sytuacji politycznej:
– W przyszłym roku ma odbyć się zjazd partii komunistycznych w Moskwie, na którym z Międzynarodówki chcą wykluczyć Chiny. Chyba Rumunia i Jugosławia nie będą głosować. Szkoda, że Polska tak uniżenie we wszystkim się poddaje.

I dalej donosi, co mówi Poreda w miejscu pracy:
– Głosili w rocznicę rewolucji, że naród polski oddał hołd bohaterom radzieckim. To KC oddało, a nie naród polski. Przecież każdy doświadczony Polak wie, że Ruscy oswobodzili Polskę, ale z wolności. Jedyne, co wniósł ZSRR, to kolejki w sklepach, w których nic nie ma. Dużo kosztuje nas ta przyjaźń. W przeciwieństwie do EWG, gdzie USA jest równorzędnym państwem, tu każdy członek RWPG ma swojego komendanta Breżniewa, który dyktuje, co każdy ma robić.

Zaufanie

Jan Morgaś analizuje każdą wypowiedź swego agenta i po każdym spotkaniu wyznacza mu kolejne zadania. Zazwyczaj akcja zaczyna się od zdobycia jak największego zaufania osoby, która wpadła w sieci bezpieki. Następnie agent poznaje dokładnie jej działalność w okresie okupacji i po wyzwoleniu. Stopniowo zaprzyjaźnia się z inwigilowaną osobą, by ustalić jej plany, zamierzenia, stanowisko wobec obecnej sytuacji politycznej w kraju i na świecie. Tak właśnie, zgodnie z wytycznymi, Mędrzycki działa między innymi w przypadku Mazurka, chorążego Wojska Polskiego sprzed trzydziestego dziewiątego roku. Spotyka go przypadkowo po dwudziestu sześciu latach. Zauważa, że jest negatywnie ustosunkowany do ustroju i czeka na zmiany (…).

Powyższy fragment pochodzi z książki „Przykosa. Bohater z AK - zdrajca z UB. Śledztwo śladami Redera” autorstwa Andrzeja Nowaka-Arczewskiego. Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Znak Horyzont.

Czytaj też:
Generał Ścibor-Rylski: My tutaj już jesteśmy gotowi do walki!
Czytaj też:
„Waszym przeznaczeniem jest zginąć”. Brawurowa akcja Batalionu Czata 49

Źródło: Wyd. Znak Horyzont
 7
Czytaj także