HistoriaAktion Zamość - gehenna polskich dzieci

Aktion Zamość - gehenna polskich dzieci

14-letnia Czesława Kwoka, ofiara wysiedleń z Zamojszczyzny, zamordowana w Auschwitz. Fotografia wykonana w Auschwitz pod koniec 1942 lub na początku 1943 r.
14-letnia Czesława Kwoka, ofiara wysiedleń z Zamojszczyzny, zamordowana w Auschwitz. Fotografia wykonana w Auschwitz pod koniec 1942 lub na początku 1943 r. / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano 9
Dzieci wysyłano do niewolniczej pracy, mordowano w obozach koncentracyjnych, zamęczano w transportach bez żywności i ogrzewania. Część wyrwanych rodzicom maluchów przeznaczono do germanizacji. W ten sposób zamordowano 10 tys. dzieci z Zamojszczyzny.

Niemiecka akcja wysiedleńczo-osadnicza przeprowadzona na Zamojszczyźnie w okresie od 27 listopada 1942 do sierpnia 1943 r. najmocniej uderzyła w grupę najbardziej bezbronną – dzieci. Szacuje się, że dotknęła około 30 tys. najmłodszych, z których zmarło, zostało zamordowanych lub zaginęło 10 tys. Podobnie jak dorośli przeszły one gehennę od momentu opuszczenia rodzinnych domów do ostatecznego wyroku, który zależał od wyników selekcji przeprowadzonej w obozie przejściowym.

Pierwszy szok dzieci przeżywały w momencie wdzierania się żołnierzy niemieckich do ich domów. Scenariusz akcji zawsze był ten sam. Wieś otaczali żołnierze Wehrmachtu i funkcjonariusze służb policyjnych. Część z nich penetrowała domy, dając zaskoczonej ludności około 20 minut na zabranie rzeczy. Dzieci, zazwyczaj gwałtownie wyrwane ze snu, reagowały płaczem na przerażającą sytuację.

Wszelki opór karany był biciem, a często również śmiercią. Gdy wysiedleniu towarzyszyła pacyfikacja, dzieci były świadkami i ofiarami masowych egzekucji oraz zniszczenia wsi. Wypędzeni z domów gromadzeni byli w centralnym miejscu wsi, gdzie Niemcy przeprowadzali wstępną selekcję. Często był to moment oddzielenia mężczyzn od kobiet i dzieci, a tym samym dzieci od ojców, dziadków od wnuków czy starszych braci od młodszego rodzeństwa.

Galeria:
Oblężenie Warszawy - wstrząsająca relacja

„Jednego dnia zginęły 164 osoby, ja jedna pozostałam przy życiu – wspominała Anna Pawelczyk z Kitowa. – Niemcy nadeszli od strony Tworyczowa. Było ich około 40. Siostry moje ukryły się. Miałam wtedy 12 lat. Zabrali mnie z mamą i babcią. Musiałyśmy dojść do placu, na którym byli ludzie z dziećmi spędzeni z całej wsi. Niemcy przyszli na plac z trzema karabinami maszynowymi i ustawili je w kierunku ludzi. Wytworzyła się straszna panika. Niemcy zaczęli strzelać. Ja w tym czasie upadłam i schowałam głowę pod pachę mamy. Poczułam w pewnej chwili, jak między palcami przeleciała kula. Przestrzeliła mi buty i poparzyła nogi. Wreszcie ucichło strzelanie. Podniosła się wówczas jedna młoda kobieta i zaczęła prosić, by jej darowano życie. Niemiec jednak strzelił do niej. Podszedł do mnie hitlerowiec, położył rękę na plecach, badając, czy żyję. Czekałam z zapartym tchem. Myślałam, że mnie zabije. Przerzucił mnie kilka razy z miejsca na miejsce. Ja nie ruszałam się, więc odszedł. Po chwili wrócił, wziął mnie za kołnierz, przerzucił mnie na drugie miejsce. Przeleżałam na łące do nocy. Następnie rozpoczęłam poszukiwanie mamusi. Szukałam jej między trupami. Poznałam ją po serdaku. Krzyczałam – mamusiu, mamusiu”.

Większość wysiedlonych transportowano pod zbrojną eskortą do obozów przejściowych w Zamościu i Zwierzyńcu. Po przekroczeniu bramy obozu wysiedleńcy stawali przed komisją kwalifikacyjną przeprowadzającą segregację. Decyzje podejmowano na podstawie zarządzenia Himmlera. Dzieci powyżej szóstego miesiąca były oddzielane od rodziców, przechodziły badania rasowe, które stwierdzały, że są zakwalifikowane do zniemczenia. Rozdzieleniu rodzin towarzyszyły: płacz, wołanie o pomoc i próby powstrzymania obozowej załogi, które nieuchronnie kończyły się biciem.

„Rozbieraliśmy się do pasa i pojedynczo podchodziliśmy do nich – wspominała Kazimiera Dołba. – Oni stali za stolikami. Kładliśmy ręce na stolik, a wtedy patrzyli nam w oczy, za uszy i na ręce. Rodzicom dawali kartki i szliśmy do następnego baraku. Zaczęli oddzielać dzieci od rodziców i wtedy zaczęło się piekło na ziemi. Dzieci trzymają matki za ręce, za spódnice, wracają, matki płaczą. A Niemcy rozwścieczeni krzyczą: »Odprowadzić, bo jak ci dam 25 nahajów, to cię zaraz szlag trafi«. Dzieci i tak wracały, a oni je popychali, odrzucali”.

Prymitywne warunki panujące w obozach przejściowych były powodem ogromnej zachorowalności dzieci i śmiertelności wśród nich. Zimą przełomu lat 1942/1943 zimno panujące w nieogrzewanych drewnianych barakach, a latem 1943 r. upał i brak bieżącej wody oraz głodowe racje żywnościowe i niewystarczająca opieka medyczna sprzyjały masowemu zapadaniu na groźne choroby. W samym obozie w Zamościu od 7 grudnia do 22 kwietnia zanotowano 199 zgonów wśród dzieci.

Czytaj także:
Powstanie zamojskie - zapomniana walka polskich chłopów

Wstrząsające są relacje ówczesnych ośmio-, 10-latków, które siłą odrywane od rodziców nierzadko były świadkami ich śmierci, a same pozbawione opieki i troski, narażone na okrucieństwa ze strony strażników, doznawały ogromnego wstrząsu psychicznego. Więźniowie obozu przejściowego w Zamościu, którzy przeżyli wojnę, wskazują na szczególne okrucieństwo zastępcy komendanta obozu SS-Unterscharführera Artura Schutza, nazywanego przez dzieci „Ne”. Ten były bokser zawodowy osobiście zabił wielu więźniów, zarówno dorosłych, jak i dzieci. Podobne doświadczenia wywarły trwały wpływ na ich psychikę, traumatyczne przeżycia często pozostawiły nieodwracalne zmiany w ich osobowości. Strach i przerażenie potęgowane były widokiem zrozpaczonych oraz bezradnych rodziców.

Zastrzyk fenolu

Zimą z przełomu lat 1942/1943 z obozu w Zamościu większość dzieci wywieziono pociągami do dystryktu warszawskiego, w rejon Siedlec, Garwolina i Mińska Mazowieckiego, w celu rozmieszczenia ich we wsiach rentowych (Rentendörfer). Były to wyznaczone miejscowości, przede wszystkim te, z których wcześniej deportowano Żydów. Warunki transportów były tragiczne. Stłoczonym w przeładowanych bydlęcych wagonach w przeważającej mierze dzieciom i starcom nie zapewniano dostatecznej ilości wyżywienia i wody. Pociągi często przetrzymywano na stacjach i bocznicach. Biorąc pod uwagę to, że opisywane transporty odbywały się zimą, do miejsc docelowych docierały wagony, w których zawsze znajdowano zamarzniętych ludzi. Inni umierali w krótkim czasie w szpitalach wskutek wycieńczenia i chorób.


Do powiatu siedleckiego w styczniu i lutym 1943 r. Niemcy wywieźli 2044 osoby, z czego około 880 to dzieci do 14. roku życia, w większości nieprzekraczające 10 lat. W wyniku warunków panujących podczas transportów przeżyły zaledwie 23 osoby, w tym kilkoro dzieci. 3 lutego 1943 r. społeczność Siedlec tłumnie uczestniczyła w pogrzebie zamęczonych, który przybrał charakter uroczystości patriotycznej.

Na stacji w Siedlcach ofiarni kolejarze wyłuskali nas spod sterty brudnych chust i łachów – relacjonowała Janina Zielińska. – Sprawy fizjologiczne każdy załatwiał tam, gdzie stał. Marysia [starsza siostra] wspomina, że okrywała nas ubraniami osób, które już zamarzły. Gdy wyładowano nas w Siedlcach, Marysia oddała mnie na jedną z pierwszych dorożek wiozących dzieci do szpitala. Byłam w stanie agonii, szczękościsk, głodowy duży brzuszek, wycieńczenie, odleżyny wygryzione przez wszy aż do kości, na łopatkach i pupie. Marysia bała się, że pogubi siostry i co rodzice powiedzą na to.

W sumie w sześciu transportach na Mazowsze trafiło ponad 5,3 tys. wysiedleńców z Zamojszczyzny. Część wysiedlonych z Zamościa trafiła zaś trzema transportami do Auschwitz. Niemcy po przyjeździe wyodrębniali matki z córkami oraz kobiety w widocznej ciąży, które były izolowane od pozostałych więźniarek z Zamojszczyzny. Szczególne okrucieństwo spotykało matki rodzące w obozie oraz ich dzieci. Do czerwca 1943 r. były one uśmiercane zastrzykami fenolu.

Czytaj także:
Byłam ofiarą doktora Mengelego

Mężczyźni przed rejestracją przechodzili selekcję, podczas której wyławiano starszych, kalekich i młodszych chłopców. Nieznany jest ich dokładny los; wiadomo, że w styczniu 1943 r. kilku chłopców z Zamojszczyzny zostało włączonych do grupy młodocianych więźniów poddanych pseudomedycznym eksperymentom – wstrzyknięto im zarazki tyfusu, wskutek czego większość z nich zmarła. Natomiast w lutym i marcu 1943 r. dwie grupy chłopców z Zamojszczyzny zostały zamordowane dosercowymi zastrzykami fenolu. Z 1301 zarejestrowanych więźniów – wysiedleńców z Zamojszczyzny – większość przetrwała jedynie kilka miesięcy obozowej egzystencji. Pobyt w obozie przeżyło jedynie 229 osób.

W ostatniej fazie wysiedleń, w czerwcu i lipcu 1943 r., dzieci wraz z rodzicami z obozów w Zwierzyńcu i Zamościu kierowane były do obozu przy ulicy Krochmalnej w Lublinie oraz obozu koncentracyjnego na Majdanku. Pierwszy transport trafił na Majdanek 30 czerwca 1943 r., następne przybywały codziennie do 9 lipca. W kolejnych dniach sporadycznie. Zachowane niemieckie dokumenty pozwalają ustalić liczbę deportowanych – było to 9 tys.

Więźniowie, z powodu braku miejsca w barakach, czasowo przetrzymywani byli pod gołym niebem. Bardzo ciężkie warunki bytowe spowodowały duże straty wśród najmłodszych.

„Koło łaźni i w jej przedsionku tłoczno od zbitych gromad kobiet i dzieci; to transport z pacyfikowanej Zamojszczyzny – wspominała Zofia Pawłowska, więźniarka Majdanka, która pracowała w obozie jako pielęgniarka. – Wstrząsający jest widok tego tłumu matek z dziećmi. Kobiety nie wiedzą, po co je tu spędzono, boją się, dzieci płaczą na głos, co do wściekłości doprowadza dozorujących Niemców, którzy poczynają bić po głowach, krzycząc ochrypłymi głosami. Dopiero po przyjściu pielęgniarek udaje się po chwili uspokoić jako tako przerażone i ogłupiałe kobiety. – Nie płaczcie, kochane! Im więcej krzyczeć będziecie, tym bardziej »oni« bić was będą. Najboleśniejszy jest widok dzieci. Śliczne szafirowe czy piwne oczy teraz łzami zalane, buzie ściągnięte w podkówkę, całe ciałko drży z lęku. Są już także między nimi dzieci ciężko chore”.

Germanizacja

Przez cały okres wysiedleń dzieci powyżej 14. roku życia (chociaż znane są również przypadki młodszych) kierowano na roboty przymusowe do Rzeszy.Już w trakcie pierwszej fazy wysiedleń wysyłano do Rzeszy transporty wyselekcjonowanych w obozach przejściowych młodych i zdrowych wysiedleńców. Od lata 1943 r. na roboty do Rzeszy trafiały całe rodziny z dziećmi. Wynikało to ze stale pogarszającej się sytuacji Niemiec na froncie wschodnim – ze względu na zwiększony pobór Niemców do armii, brakowało rąk do pracy.

10 września 1943 r. Heinrich Himmler wydał decyzję zezwalającą na wywóz do przymusowej pracy dzieci powyżej 10. roku życia. Większość przymusowych robotników z Zamojszczyzny trafiała do pracy w niemieckich gospodarstwach rolnych, pozostałych wykorzystywano w przemyśle. W trakcie przymusowej pracy dzieci doświadczyły właściwie wszystkich trudności z nią związanych, od pracy ponad siły do zagrożenia życia wynikającego nie tylko z faktu ogólnie opresyjnej sytuacji, ale także na przykład nalotów alianckich na zakłady przemysłowe. Różnie po zakończeniu wojny układały się losy przymusowych robotników wysiedlonych z Zamojszczyzny. Część z nich wróciła w rodzinne strony, ale byli też tacy, którzy podjęli decyzję o pozostaniu w zachodniej Europie.


Odrębną kategorię stanowiły dzieci specjalnie wyselekcjonowane po badaniach rasowych. Trafiły one do Rzeszy w celu germanizacji. Część z nich przebywała w tzw. domach wychowawczych mieszczących się na ziemiach polskich wcielonych do Rzeszy. Najmłodsze trafiały do niemieckich rodzin adopcyjnych. Nieznana jest dokładna liczba zrabowanych z Zamojszczyzny maluchów. Wiemy, że w Łodzi w obozie przy ulicy Przemysłowej i w ośrodku rasowym przy ulicy Spornej 73 zarejestrowanych zostało kilkaset dzieci. Znane są też listy transportowe z lipca 1943 r., podające liczbę wywiezionych do Rzeszy z Lublina 4454 dzieci w wieku od dwóch do czterech lat.

Przez trzy tygodnie pracowałem w tym obozie [w Zamościu] jako furman – relacjonował Stanisław Czarnecki. – Codziennie wywoziłem wraz z innymi około 30 trupów dzieci, które były chowane na cmentarzu bez trumien. Gdy była zaś ciemna noc, bez względu na pogodę, wywoziliśmy dzieci same bez rodziców i bez starszych osób do pociągu, który stał koło rampy buraczanej. Gdzie później Niemcy te pociągi z samymi dziećmi wywozili, tego nie wiem.

Odzyskaniem wywiezionych w celach germanizacyjnych dzieci, w tym tych z Zamojszczyzny, po zakończeniu wojny miał zająć się specjalny referat do spraw rewindykacji dzieci przy Ministerstwie Pracy i Opieki Społecznej. Zlecał on między innymi agendom powołanym przy powiatach prowadzenie szerokiej akcji ankietowej, by zdobyć jak największą liczbę danych o dzieciach, które nie wróciły do rodzinnych miejscowości.

Na ratunek

Prawie natychmiast po rozpoczęciu wysiedleń ruszyła spontanicznie organizowana przez społeczność Zamojszczyzny pomoc dla dotkniętych niemiecką akcją. Pomimo celowego likwidowania terenowych jednostek Rady Głównej Opiekuńczej przez okupanta, w miarę możliwości organizowano pomoc doraźną. Kierownictwo rady nieprzerwanie starało się u władz niemieckich o zgodę na uruchomienie dożywiania, dostarczania ciepłej odzieży i lekarstw do obozów oraz objęcia opieką lekarską najsłabszych, czyli dzieci i starców.

Próbowano przemycać żywność do obozów przejściowych, co było surowo karane. Polacy zatrudnieni w administracji obozowej gromadzili dane o liczbie uwięzionych oraz zbrodniczej działalności załogi obozów i przekazywali je strukturom podziemia. Dzięki informacjom napływającym od pracowników kolei szybko rozchodziły się wieści o transportach. „Dookoła Zamościa nie ma już ani jednej polskiej wsi – same niemieckie – pisał w dzienniku Adam Mastaliński. – A co się stało z dziećmi? Niech piekło pochłonie »Nową Europę«! Dzieci są odbierane matkom! Wiem dokładnie od kolejarzy, iż sześćset dzieci wywieziono do Pilawy”.

Po dotarciu transportów skierowanych do polskich miejscowości najważniejsze było zapewnienie dzieciom opieki medycznej i znalezienie rodzin zastępczych lub miejsc w ochronkach.

„Kiedy 1 lutego pociąg wjechał na stację w Siedlcach, na peronie ułożono 20 ciał – wspominał Zdzisław Wróbel. – Pamiętam ten ogromny tłum. Ludzie dowiedzieli się, że jest już w drodze pociąg z dziećmi z Zamojszczyzny, i przyszli nas ratować. Panował nieopisany bałagan, byli lekarze, pielęgniarki, wielu ludzi miało opaski z czerwonym krzyżem, kolejarze próbowali wprowadzić ład. Ktoś poczęstował mnie zupą. Nigdy wcześniej ani później zwykła zupa tak mi nie smakowała”.

Mieszkańcy Warszawy starali się wykupywać z rąk niemieckich konwojentów dzieci z transportów kierowanych do Rzeszy. Miały one mniej niż 14 lat i przeznaczone były do germanizacji. 4 i 5 stycznia 1943 r. udało się to na Dworcu Wschodnim w Warszawie. W początkach stycznia na stacji Warszawa Praga warszawiacy zorganizowali akcję dożywiania dzieci stłoczonych w wagonach; tym razem uratowano nieliczne z nich. Część wydobytych z transportów dzieci fotografowano, aby ułatwić ich identyfikację w późniejszym czasie. W marcu 1943 r. przedstawiciele różnych środowisk Warszawy, które dotychczas organizowały pomoc dla dzieci Zamojszczyzny, w porozumieniu z RGO powołały do życia tzw. koła opiekuńcze. Jesienią 1943 r. w dystrykcie warszawskim działało 13 takich kół i w niezwykle trudnych, często niebezpiecznych warunkach niosły one pomoc najmłodszym wysiedleńcom.

Wobec tragicznych warunków bytowych oraz obaw o los dzieci uwięzionych w zwierzynieckim obozie zaangażowani społecznie mieszkańcy Zwierzyńca i okolic szukali sposobu ich ratowania. Do rangi symbolu urosły starania hrabiego Jana Zamoyskiego, przewodniczącego komitetu RGO na powiat biłgorajski oraz delegata do Rady RGO. Pomimo grożącego mu niebezpieczeństwa zdołał spotkać się z Odilem Globocnikiem (kierującym akcją wysiedleńczą na Zamojszczyźnie) i dzięki jego interwencji Niemcy wypuścili z obozu dzieci do lat sześciu. Znalazły one schronienie w prowadzonej między innymi przez Różę Zamoyską ochronce dla dzieci w Zwierzyńcu.

„Dzień odbioru dzieci wyznaczono w niedzielę na godz. 11 – wspominał Jan Zamoyski. – Postąpiłem kilka kroków naprzód i jak mogłem najdostojniej, oznajmiłem wszystkim tym biedakom, że na skutek starań Polskiego Komitetu Opieki władze niemieckie zgodziły się na wydanie dzieci miejscowemu Komitetowi Opieki. Komitet miejscowy gwarantuje rodzicom, że dzieci będą pod należytą opieką do czasu odebrania ich przez rodziców lub osoby upoważnione. Spojrzałem na ten zmaltretowany tłum i – o zgrozo – nikt się nie ruszył! Kilka matek z dziećmi na rękach w przodzie jakby mocniej do piersi przyciskały swoje pociechy. Raz jeszcze zabrałem głos, by się zastanowili i zawierzyli nam, Polakom. Wtedy jedna przyciskająca do piersi swe dziecko zdecydowała oddać swoje pisklę. To był początek, za nią poszła druga i trzecia. Łączna ilość dzieci wyrwanych z obozu zwierzynieckiego wynosiła grubo ponad 400 maluchów”.

O skali wszelkich działań pomocowych świadczy chociażby meldunek gen. Stefana Grota-Roweckiego z 22 grudnia 1942 r., w którym stwierdza on, że „postawa ludności wszędzie była taka sama jak w Warszawie: gromady kobiet czekały godzinami na dworcach w Pabianicach, Zduńskiej Woli, Sieradzu i innych, aby zaopiekować się przejeżdżającymi dziećmi”.

Na ławie oskarżonych

Po zakończeniu wojny na terenie Polski rozpoczęła działalność Główna Komisja Badania Zbrodni Niemieckich, która gromadziła materiał dowodowy w sprawach zbrodni wojennych popełnionych na terenie anektowanych i okupowanych ziem polskich. Na jego podstawie prokuratury wszczynały śledztwa, a sądy orzekały w sprawach, w których udało się postawić w stan oskarżenia odpowiedzialnych nazistów.

W postępowaniach dotyczących wysiedleń Zamojszczyzny niezwykle ważną rolę odegrał dr Zygmunt Klukowski, lekarz i historyk ze Szczebrzeszyna, który przez całą okupację pisał dziennik i systematycznie gromadził informacje o zbrodniach niemieckich na Zamojszczyźnie. W 1947 r. zeznawał jako świadek w części procesu norymberskiego dotyczącego wydarzeń na Zamojszczyźnie oraz procederu germanizacji dzieci polskich.

„5 listopada 1947 r. O 9.30 rozprawa w sądzie i moje zeznania – pisał. – Duża sala, czternastu oskarżonych: w tym pięciu generałów SS (po cywilnemu) i kobieta. Rozwinąłem zwięzły rzeczowy obraz akcji wysiedleńczej na Zamojszczyźnie. Byłem jedynym świadkiem mówiącym o Zamojszczyźnie, o wysiedlaniu ludności, pacyfikacjach i akcji werbowania Volksdeutschów. I nie było we mnie ani odrobiny współczucia dla tych, co siedzieli na ławie oskarżonych”.

Agnieszka Jaczyńska

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 2/2015
Artykuł został opublikowany w 2/2015 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ mba
 9
  • Tonampizostalo IP
    Polacy nie znaja wlasnej historii . Wyprani z wiedzy o dziejach narodu, jedni na skutek zaklamywania historii, pomijania faktow his. A drudzy celowo je ukrywajac lub przemilczajac. Krzyczec powinnismy o krzywdach narodu przez te 70 lat , jak to robia i robili zydzi.
    Dodaj odpowiedź 4 0
      Odpowiedzi: 0
    • Arrow IP
      Zastanawiam się kim są "ludzie", którzy kwestionują konieczność wypłaty reparacji wojennych przez szkopów. To jest tak jakby taki sk...wysyn rościł sobie prawo do możliwości bezkarnego wyrzynania ludności cywilnej lub odmawiał człowieczeństwa pomordowanym. Moim zdaniem należy zarejestrować wszystkie te męty dla potomności.
      Dodaj odpowiedź 10 0
        Odpowiedzi: 0
      • KO PO Nowoczesna BRAWA DLA szkopa IP
        h, b tu CENZURA patrzcie na te fotografie----j-u----d-e---g---r--oSS PowiedziaL ZE WYSSALI ANTYSEMITYZM Z MLEKIEM MATKI , ŻE TO POtomkowie szmalcownikow I ZABILY TE DZIECI WIECEJ zydow nis zniemcow-- NO TO JA ODPOWIADAM ZE jude groSS GWALCI I MORDUJE MĄLE DZIEWCZYNKI -- NO CO MNIE ZROBITA KOD PO I NOWOCZESNA
        Dodaj odpowiedź 6 0
          Odpowiedzi: 0
        • Jechwoparch IP
          Jak to wspaniałe że uratowala nas KOCHANA ARMIA CZERWONA I STALIN
          Dodaj odpowiedź 0 3
            Odpowiedzi: 0
          • emili IP
            Komentarzy ZERO???? No to widzicie co za śmieci zrobiły się z kiedyś porządnych ludzi. A taką mamy kartę. Powstańczą, Solidarnościową, Tolerancyjną. Wystarczył TVN, PO i dzieci mordowane przez Niemców, rodziców i dziadków tych z którymi teraz współpracujemy i przyjaźnimy się europejsko nikogo nie obchodzą!!!!!
            Dodaj odpowiedź 18 3
              Odpowiedzi: 2

            Czytaj także