HistoriaBratankowie na ratunek Powstaniu Warszawskiemu

Bratankowie na ratunek Powstaniu Warszawskiemu

Powstańcy podczas pogrzebu na ulicy Zgoda 5. Wrzesień 1944 r. Źródło: Jan Grużewski; Stanisław Kopf (1957) Dni Powstania, Kronika Fotograficzna Walczącej Warszawy
Powstańcy podczas pogrzebu na ulicy Zgoda 5. Wrzesień 1944 r. Źródło: Jan Grużewski; Stanisław Kopf (1957) Dni Powstania, Kronika Fotograficzna Walczącej Warszawy / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano 7
Węgrzy za nic mieli rozkazy Niemców - zaopatrywali walczącą Warszawę w broń, ratowali rannych powstańców i pomagali im w ewakuacji. Niektórzy z nich za pomoc Polakom zostali rozstrzelani przez Niemców. Gdyby nie rozkaz z Budapesztu, Węgrzy zapewne przyłączyliby się do powstańców.

János Tischler
Sándor Szakály

Jesienią 1939 r. Węgry przyjęły dziesiątki tysięcy polskich uchodźców cywilnych i wojskowych, pozwalając im na osiedlenie się lub dalszą ucieczkę na zachód, a także zapewniając łączność między rządem emigracyjnym w Paryżu, a później w Londynie oraz patriotyczną konspirację na okupowanych polskich ziemiach. Również powstanie warszawskie wykazuje przyjazne powiązania z Węgrami. W walkach wzięło udział 348 Żydów wyswobodzonych z niemieckich obozów koncentracyjnych, pośród których znajdowali się także Węgrzy, a węgierscy oficerowie oraz żołnierze odegrali niezwykle aktywną i jednoznacznie pozytywną rolę w historii powstania.

Lengyel, czyli Polak

W 1944 r., wraz z ustępującymi cały czas z terenów sowieckich wojskami niemieckimi, sprzymierzone z nimi oddziały węgierskie wycofywały się na zachód. Latem dowództwo niemieckiej Grupy Armii „Środek” rozkazało podległemu jej bezpośrednio węgierskiemu II korpusowi rezerwowemu udać się pod Warszawę. Podczas wykonywania tego manewru doszło do zmiany dowódcy korpusu – stanowisko to objął generał dywizji Béla Lengyel, który niedługo potem zaopatrywał powstańców, a wielu z nich mogło wymknąć się przez pierścień wojsk okalający Warszawę. Według rodzinnej legendy przodkowie generała uciekli przed prześladowaniami ze strony cara z ziem polskich na Węgry, gdzie osiedlili się i zmadziaryzowali swoje nazwisko – Zajączkowski na Lengyel (czyli Polak). Béla Lengyel od wiosny 1934 r. przez pięć lat pełnił funkcję attaché wojskowego Węgier w Warszawie. We wrześniu 1939 r., podczas audiencji u regenta Miklósa Horthyego, poprosił, by ten po ataku Sowietów pozwolił mu walczyć w roli ochotnika po stronie Polaków.

Wchodzące w skład węgierskiego korpusu 5., 12. i 23. dywizja piechoty oraz 1. dywizja kawalerii 13 sierpnia 1944 r. zajęły wyznaczone pozycje w okolicach Warszawy. Wyposażenie i uzbrojenie korpusu zdawało się wystarczać jedynie do działań okupanckich. Jednostka dysponowała niewielkim arsenałem artylerii i broni ciężkiej. Trzy dywizje piechoty liczyły łącznie niecałe 30 tys. żołnierzy. Stan liczebny 1. dywizji kawalerii po ciężkich walkach stoczonych z Armią Czerwoną – w których Węgrzy stracili niemal połowę ludzi i uzbrojenia – wynosił 9 tys. żołnierzy.

5. dywizja wypełniała zadania zabezpieczające w okolicach Góry Kalwarii i Wilanowa, a 12. dywizja na terenie Jabłonny i Puszczy Kampinoskiej, a także w okolicach Nowego Miasta nad Pilicą. 1. dywizja kawalerii stała się rezerwą niemieckiej 9. Armii w okolicach Wołomina, Otwocka, a później Pragi, natomiast 23. dywizja trafiła na tereny Tomaszowa Mazowieckiego. Dowództwo korpusu zostało ulokowane w Grodzisku Mazowieckim. Niemcy z powodu braku zaufania – mając zwłaszcza na względzie przyjazne zachowanie Węgrów w stosunku do Polaków – przeznaczyli węgierskie dywizje wyłącznie do zadań „drugiego stopnia”.

Obecne od 1943 r. na terenach polskich węgierskie formacje pozostawały w bardzo dobrych stosunkach z miejscową ludnością i dość regularnie udzielały jej pomocy materialnej. W szpitalach polowych leczono także Polaków, węgierscy żołnierze często pojawiali się na polskich uroczystościach, a podczas niedzielnych mszy odgrywali niekiedy polski hymn. Sformułowanie mówiące o „brataniu się” powracało w meldunkach przesyłanych do wyższego dowództwa niemieckiego, a nazistowscy oficerowie nieraz zarzucali Węgrom pobłażliwą postawę. W nieco późniejszych raportach wspominano także o tym, że polskie oddziały partyzanckie – niezależnie od ich poglądów politycznych – były potajemnie wspierane amunicją i bronią przez Węgrów, którzy nie doświadczali ataków ze strony Polaków nawet wówczas, gdy wraz z jednostkami niemieckimi ruszali w teren.

Przyjazny pierścień honwedów

Skierowana do Puszczy Kampinoskiej 12. dywizja zazwyczaj wykonywała rozkazy Niemców, odwlekając – lub po prostu sabotując – jedynie polecenia odnoszące się do walki z polskimi powstańcami oraz do całkowitego odcięcia dróg prowadzących do Warszawy. W zbiorach Muzeum Powstania Warszawskiego znajduje się list napisany przez dowódcę jednej z formacji węgierskich, potajemnie dostarczony polskim powstańcom: „Wysyłają nas, musimy iść, ale nie chcemy walczyć z Polakami. Przejdziemy przez las i jeśli nas nie zaatakujecie, nie chcemy o niczym wiedzieć”.

Dowódca powstańców, gen. Antoni Chruściel („Monter”), w meldunku z 23 sierpnia 1944 r. pisał, że umiejscowione na południe od Mokotowa węgierskie formacje zachowują się przyjaźnie wobec polskich oddziałów, wysyłają ostrzeżenia i nie przeszkadzają w akcjach. Polacy otrzymali także informacje od Węgrów, że w okręgach służewskim i wilanowskim Niemcy przygotowują się do ataku. Powstańcy mieli dzięki temu czas na przegrupowanie sił, zmuszając Niemców do ciężkich walk.

Niemal w tym samym czasie gen. Nikolaus von Vormann, dowódca niemieckiej 9. Armii, przekazywał gen. Erichowi Bachowi-Zelewskiemu, głównodowodzącemu niemieckimi siłami na tym obszarze, że: „W zachodniej części Puszczy Kampinoskiej z rezerw bojówek narodowych nadciągnęły świeże siły dla warszawskich buntowników. Rozgromienie ich i przeszkodzenie im w przedostaniu się do Warszawy wymagało szczególnych sił. Należy zwrócić uwagę na stacjonujące tu jednostki węgierskich wojsk, których nieodpowiedzialna postawa stwarza zagrożenie dla prowadzonych przez nas ciężkich walk obronnych”.

Czytaj także:
Więcej Polaków wymordowano tylko w Powstaniu Warszawskim. Ludobójczy rozkaz nr 00485

Węgierscy oficerowie wychodzili z założenia, że Węgry od początku bezstronnie podchodziły do wojny polsko-niemieckiej, i nie chcieli tego zmieniać w okolicach Warszawy. Ta postawa oznaczała dla powstańców prawdziwą pomoc. Stacjonujące w pobliżu Węgrów oddziały Własowa – podobnie jak jednostki niemieckie – tworzyły zamknięty system obronny i zdecydowanie zwalczały polskich powstańców. Ponieważ linia Węgrów tworzyła wyrwę w hermetycznie zamkniętym pierścieniu, Niemcy nie pozostawali obojętni na „niezdyscyplinowanie” dziesiątków tysięcy żołnierzy węgierskich, szczególnie po tym, jak 23 sierpnia 1944 r. Rumunia wystąpiła z sojuszu z III Rzeszą i nie można było wykluczyć, że Węgrzy pójdą w jej ślady.

Rozkaz z Budapesztu

Głównym zadaniem dowodzącego korpusem Béli Lengyela było zachowanie stanu liczebnego powierzonych mu jednostek. Po wystąpieniu Rumunii z sojuszu otrzymał rozkaz z Budapesztu, by „II korpus rezerwowy wraz z dywizją kawalerii czym prędzej sprowadzić na Węgry”. Lengyel powiadomił o tym wspomnianego już gen. Vormanna, który natychmiast zakwestionował działania węgierskich sił, podkreślając, że 12. dywizja, stacjonująca w Puszczy Kampinoskiej na północny zachód od Warszawy, jest w zmowie z polskimi partyzantami, którzy dzięki temu wzmocnili się, przedostali do stolicy i wsparli powstanie. Niemcy z tak wielką niechęcią patrzyli na polskie kontakty gen. Lengyela i węgierskich oficerów, że 28 sierpnia 1944 r. dowództwo węgierskiego korpusu musiało opuścić Grodzisk Mazowiecki i udać się do Rawy Mazowieckiej. Jednocześnie rozpoczęły się likwidacja obozu i wymarsz na Węgry 12. oraz 23. dywizji. Wiele jednostek wojskowych żegnało się z Polakami mszą polową, przeważnie goszcząc mieszkańców danej miejscowości. Węgierski odwrót spowodowany był nie tylko nieufnością Niemców, którą wywołała sympatia Węgrów do Polaków, ale także tym, że po przejściu Rumunii na stronę aliantów sytuacja militarna Węgier znacznie się zmieniła.


Pozostawało pytanie, co stanie się z 5. dywizją piechoty i 1. dywizją kawalerii. Przejawiającą się ze strony Niemców wrogość wzmacniał fakt, że nad Dunajem powstał nowy rząd z premierem Gézą Lakatosem na czele. Na wieść o tym zarządzono stan alarmowy w oddziałach niemieckich, stacjonujących w bezpośrednim sąsiedztwie formacji węgierskich, ponieważ powstało podejrzenie, że nowy rząd w Budapeszcie zaleca II korpusowi rezerwowemu wystąpienia antyniemieckie i jednostka ta może nawet przyłączyć się do polskich powstańców. By temu zapobiec, Niemcy podsłuchiwali rozmowy telefoniczne Węgrów, rozważali aresztowanie oficerów, a nawet przygotowywali się do rozbicia węgierskich formacji. Niemieckie patrole zaczęły bezwzględnie karać tych honwedów, których złapano na gorącym uczynku „bratania się” z Polakami. Do dziś przetrwało kilka grobów rozstrzelanych węgierskich żołnierzy (np. w Konstancinie-Jeziornie i Podkowie Leśnej) – Polacy starannie się nimi opiekują, mogiły zawsze są przystrojone kwiatami, a w dniu Wszystkich Świętych palą się tam znicze.

Gdy Béla Lengyel uzgadniał z Niemcami odwrót węgierskich formacji, prowadził również regularne rozmowy z przedstawicielami Armii Krajowej. W swoich pamiętnikach pisał: „Jako głównodowodzący sam prowadziłem rozmowy z Polakami. Gdybym wysłał kogoś innego, byłby w stanie jedynie przekazać zalecenia lub wiadomości od Polaków, ale nie mógłby wdać się w rzeczowe dyskusje”. Partnerem rozmów Lengyela był podpułkownik ks. dr Jan Stępień, którego znał jeszcze z czasów pełnienia funkcji attaché wojskowego w Warszawie. Ten dał niejako wyraz swojemu rozczarowaniu, dowiedziawszy się, że Lengyel stara się o szybki powrót do ojczyzny węgierskich formacji, przekazał jednak życzenie gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego, by gen. Lengyel „wszedł ze swymi dywizjami do Warszawy, przyłączył się do powstania i przekazał działa Polakom”.

Lengyel musiał rozważyć także inny scenariusz: jeżeli nacierająca Armia Czerwona zepchnie węgierskie formacje na północ, to czy i tak nie powinien przyłączyć się do powstańców? 5. dywizja stacjonowała zaledwie kilka kilometrów od Warszawy, jednak ewentualne przemieszczenie 1. dywizji kawalerii spotkałoby się już z trudnościami. Musiałaby się ona zabarykadować na Pradze i wytrzymać spodziewane ataki Niemców. Nie można było przy tym odrzucić i tej wersji, że w przypadku zmiany sytuacji wojennej Węgrzy przyłączyliby się do oddziałów Berlinga i wraz z nimi wyzwolili Warszawę. Węgierski generał miał oczywiście świadomość, że nie może poczynić takich kroków bez zgody ze strony węgierskiego rządu, w dodatku przejście na stronę Polaków wiązałoby się z nieprzewidywalnymi konsekwencjami, dlatego należałoby również zapytać stronę sowiecką o zdanie. Poprzez Polaków do węgierskiego generała przyszła też wiadomość, że jednostki węgierskie, przyłączające się do powstania, najprawdopodobniej wziąłby pod opiekę „polski rząd” w Lublinie.

Béla Lengyel o wszystkim poinformował Budapeszt. Odpowiedź przyszła prędko i można by ją podsumować następująco:

– nie przyłączać się do powstania,
– sprowadzić węgierskie dywizje do ojczyzny,
– w przyjacielski sposób zakończyć kontakty z Polakami,
– zaopatrzyć ich w lekarstwa.

Czytaj także:
5 VIII '44: „Zośka” wyzwala Żydów

Działa od huzarów

8 września Lengyel po raz ostatni spotkał się w Piasecznie z płk. Stępniem, który dowiedziawszy się o poleceniach z Budapesztu, zachęcał do niezależnych od dowództwa działań na własną rękę. Tego jednak węgierski generał nie mógł się podjąć. Był przekonany, że wycofane z polskich terenów węgierskie formacje potrzebne są do obrony kraju. Oddziały sowieckie i rumuńskie walczyły już wówczas na terytorium Węgier. Jednocześnie Lengyel dał znać swemu rozmówcy, by utrzymywał kontakt z dowódcą 5. dywizji, generałem brygady László Szabó, gdyż ten podczas wycofywania się jednostki zostawi w lesie działa i amunicję, o które prosił gen. Bór-Komorowski. Lengyel dodał, że materiały wybuchowe, opatrunkowe i leki już teraz wydadzą powstańcom.

Po wymarszu 1. dywizji kawalerii – która według niektórych źródeł zabrała ze sobą niemal 500 uciekających Polaków, przebrawszy ich w mundury węgierskich huzarów – 5. dywizja pozostała przez jakiś czas w okolicach Warszawy, a generał brygady Szabó regularnie wspomagał powstańców lekarstwami i materiałami wybuchowymi, a także „oddawał im” w odpowiednim miejscu zdobyte wcześniej działa. Z powodu przeciągającego się wymarszu podczas tłumienia powstania warszawskiego w pobliżu stolicy stacjonowała węgierska jednostka, która ratowała rannych powstańców i uciekinierów przed Niemcami.

Rząd węgierski uważał, że polscy powstańcy schwytani przez Niemców powinni być traktowani jak jeńcy wojenni, i takie też oficjalne stanowisko premier Lakatos przekazał drogą dyplomatyczną Berlinowi.

Braterskie stanowisko Węgrów wobec powstania warszawskiego utrwalone zostało także w polskiej literaturze i filmie. Andrzej Munk nakręcił w 1958 r. „Eroicę”,opartą na dwóch opowiadaniach Jerzego Stefana Stawińskiego, z których jedno nosi tytuł „Węgrzy”. Historia ta opowiada o tym, jak węgierskie formacje rozważały przejście na stronę polskich powstańców w 1944 r.

Można zadać pytanie, czy węgierskie wsparcie dla powstania warszawskiego było znaczące, czy też nie. Ciężko udzielić na to odpowiedzi, gdyż sam Béla Lengyel w swoich pamiętnikach pisał tak: „W określonej sytuacji militarnej dotarliśmy do tak dalekiej granicy w naszej postawie, do jakiej pozwolił nam dojść honor węgierskiego żołnierza i którą określiły przysięga honwedzka, rozkaz naszego zwierzchnictwa i przyjazna neutralność wobec Polaków”.

Przyjacielskiemu zachowaniu się w sierpniu i we wrześniu 1944 r. gen. Lengyela, dowódców poszczególnych dywizji, oficerów i honwedów polscy powstańcy niewątpliwie zawdzięczają stosunkową swobodę przemieszczania się na terenach strzeżonych przez Węgrów. Żołnierze ci umożliwili korzystanie z dróg i dostarczenie żywności, amunicji, leków, a nawet broni dla warszawskich powstańców prowadzących walkę na śmierć i życie. Tym samym pomogli nie tylko walczącym, ale także przyczynili się do uratowania życia wielu Polaków.

Przełożyła Anna Butrym

Artykuł powstał w ramach współpracy
z Węgierskim Instytutem Kultury w Warszawie

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 6/2013
Artykuł został opublikowany w 6/2013 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ pwł
 7
  • szklanica Tokaju IP
    Polak, Węgier dwa bratanki
    Caracale i niemieckie tanki.
    Dodaj odpowiedź 1 0
      Odpowiedzi: 0
    • Dudioch IP
      Pierścienia wokół Warszawy wraz z Węgrami nie zamykali Własowcy tylko resztki wydzielonego pułku z brygady RONA, którzy zostali przeniesieni pod Puszczę Kampinoską po cieżkich walkach na Ochocie i Śródmieściu (Pułk RONA był odpowiedzialny za rzeź Ochoty)
      Dodaj odpowiedź 5 2
        Odpowiedzi: 0
      • PPiotr IP
        Dobre - jeszcze troche a sie okaże, że na czele pomagających stał Wiktor Orban !.
        Dodaj odpowiedź 7 33
          Odpowiedzi: 0
        • trochę historii IP
          Całe szczęście że to nie były formacje formowane ze strzałokrzyżowców którzy byli proniemieccy.
          Dodaj odpowiedź 7 14
            Odpowiedzi: 0
          • Szacki IP
            Była niedawno rocznica Powstania Wielkopolskiego. Zwycięskiej insurekcji, jedynej w historii Polski. Czy ktoś jeszcze o tym pamięta???
            Dodaj odpowiedź 25 0
              Odpowiedzi: 2

            Czytaj także