Najazd Hunów 1920. Zapomniane ludobójstwo

Najazd Hunów 1920. Zapomniane ludobójstwo

"Bitwa pod Zadwórzem". Obraz Stanisława Kaczora-Batowskiego z 1929 roku. Fot. Maciej Szczepańczyk / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano 12
Armia Czerwona miała przejść po trupie Polski na Zachód. Nie udało się, ale pozostawiła po sobie stosy zamordowanych

17 sierpnia 1920 r. należący do lotnego oddziału pościgowego mjr. Romana Abrahama batalion dowodzony przez kpt. Bolesława Zajączkowskiego, złożony głównie z lwowskiej młodzieży, starł się w Zadwórzu koło Lwowa z przeważającymi siłami kawalerii Budionnego. Polacy walczyli do ostatniego naboju. Bezbronni zostali zmasakrowani szablami.

„Pobojowisko. Jeździłem z wojenkomem wzdłuż pierwszej linii, błagamy, żeby nie zabijać jeńców. Apanasenko umywa ręce, Szeko bąknął – dlaczego nie; odegrało to potworną rolę. Nie patrzyłem im w twarze, przebijali bagnetami, dostrzeliwali trupy na trupach, jednego jeszcze obdzierają, drugiego dobijają, jęki, krzyki, charkot […]. Wyciągają z ukrycia. Apanasenko – nie trać ładunków, zarżnij go. Apanasenko zawsze tak mówi – siostrę zarżnąć, Polaków zarżnąć”.

To wstrząsające świadectwo bolszewickiej zbrodni w Zadwórzu nazwanym Polskimi Termopilami pozostawił pisarz Izaak Babel w „Dzienniku 1920”. Apanasenko był dowódcą dywizji, Szeko – jego szefem sztabu.

Czytaj także:
„To Sowieci zabili mojego dziadka”. Wywiad z wnukiem słynnego pogromcy bolszewików

Tuż przed opisem masakry bezbronnych żołnierzy w Zadwórzu – trudno orzec, ilu z 300 żołnierzy poległo, a ilu zostało zamordowanych – Babel zanotował inną drastyczną scenę z udziałem szefa sztabu dywizji, który przesłuchiwał jeńca. „Szeko natchniony i blady: mów, jaką masz rangę – ja, zmieszał się, jestem czymś w rodzaju chorążego; oddalamy się, tamtego odprowadzają, za jego plecami chłopak o przyjemnej twarzy repetuje broń, ja krzyczę – towarzyszu Szeko! Szeko udaje, że nie słyszy, jedzie dalej, wystrzał, Polaczek w kalesonach pada w drgawkach na ziemię. Żyć się odechciewa, mordercy, niesłychana podłość. […] Nie zapomnę tego »w rodzaju chorążego«, zdradziecko zamordowanego”.

Polscy oficerowie traktowani byli przez bolszewików jak oficerowie białych armii Wrangla, Judenicza, Kołczaka, Denikina – jako kontrrewolucjoniści i wrogowie ludu. Bolszewicka propaganda głosiła: „Śmierć jaśnie wielmożnym panom”, „panów rżnąć”, „zamieść białe śmiecie”, co dotyczyło także oficerów. Zabijanie polskich oficerów nie było regułą, ale zdarzało się na tyle często, że Trocki dwukrotnie, w maju i lipcu 1920 r., wydawał rozkazy oszczędzania jeńców. Nie położyły one kresu zbrodniom.

Kto tu jest oficerem?

Tadeusz Wawrzyński opublikował znajdujące się w zbiorach Centralnego Archiwum Wojskowego zeznanie ogniomistrza Włodzimierza Gabrowiaka opisujące wymordowanie oficerów pociągu pancernego „Generał Dąbrowski” w lipcu 1920 r. koło Równego, z jego dowódcą, por. Grabowskim. Załoga została wzięta do niewoli. Komisarze zaczęli wypytywać, kto jest oficerem. Grabowski powiedział, że jest studentem, „po których to słowach wypytujący komisarz wydał rozkaz skinieniem głowy, poczem dwaj Kozacy stojący z tyłu por. Grabowskiego z obnażonymi szablami poczęli rąbać go. Po pierwszym uderzeniu szablami głowa została rozpołowiona na dwie części i po upływie kilku sekund por. Grabowskiego rąbali na drobne części, tak że ciało nieboszczyka zostało zupełnie zniekształcone. Przed egzekucją z por. Grabowskiego zdjęli koszulę i spodnie”.

Podobnie postąpiła „tłuszcza budionnowców” z plutonowym Pieczyrakiem, plutonowym Chmarą, podlekarzem Sieradzkim, „którego Kozacy okrążyli i rozebrali, widząc na koszuli prawej ręki Sieradzkiego czerwony krzyż, zapytali go, czy on jest sanitariuszem, nie bacząc na to, Kozacy rozebrali go do naga i zarąbali w ten sam sposób, jak i poprzednich”.

Zabity został też por. Hadrjan. „Po zarąbaniu ostatniego wyżej wskazanego podchorążego tłuszcza bolszewicka zaczęła się domagać, ażeby nas wszystkich wymordować, na co komisarz kierujący egzekucją się nie zgodził i powiedział, że trzeba choć tych kilkunastu wziąć do niewoli, wobec czego takowi się po długich targach zgodzili”.

Taki sam los spotkał w okolicach oficerów z pociągu pancernego „Dowbor-Muśnicki”, którego załoga po wystrzeleniu wszystkich nabojów poddała się w okolicach Fastowa. Niektórzy uratowali życie, nie przyznając się, że są oficerami. Tak uszedł z życiem ppor. Władysław Wełnicz z 19. Pułku Piechoty. Jednak por. Pasternacki, wzięty do niewoli pod Śniadowem, został zamordowany, a przedtem był okaleczony przez obcięcie języka, uszu i nosa.

Tragicznie skończyła się walka kilku kompanii 50. Pułku Strzelców Kresowych, które 29 maja uległy oddziałom 6. Dywizji Kawalerii Budionnego pod Medówką i Nowo-Żywotowem. Gdy zabrakło amunicji, żołnierze bronili się bagnetami i kolbami karabinów. „Budionny nie szczędził nikogo, jeńców nie brał” – pisał autor zarysu dziejów pułku.

Kilka dni później ofiarą zbrodni wojennej padli we wsi Bystrzyk żołnierze innej kompanii pułku, którą zaskoczyli czerwoni kawalerzyści. Poddający się podoficer został zabity ciosem szabli w głowę. Około 30 żołnierzy znajdowało się w chałupie, którą otoczyli Kozacy. Choć Polacy mieli karabiny, nie bronili się – zapewne uważając, że nie mają żadnych szans, a poddając się, uratują życie. Mylili się. „Nieszczęśni wychodzili jeden po drugim, a Kozacy spostrzegłszy, iż mieli na sobie niemal nowe mundury, kazali mi rozbierać się do bielizny. I gdy to uczynili, zaczęli ich pojedynczo masakrować, kolejno jednego po drugim. Zabijali ich wśród bicia nahajkami, wśród przekleństw i dzikiego wycia oraz wprost bydlęcej radości. Niektórzy z nieszczęsnych klękali i o litość prosili. Na próżno prosili o uratowanie życia”. Tak opisał tę zbrodnię Karol Marcinkowski w książce „Boje w Zbarażu 25 i 26 lipca 1920 r. oraz rzeź w Bystrzyku 1 czerwca 1920 r”..

Podobnych zbrodni do mordów dokonanych przez żołnierzy konarmii Budionnego dopuszczali się czerwonoarmiści 4. Armii i wchodzącego w jej skład korpusu kawalerii Gaj-chana operującego na północnym Mazowszu.

Dobić by raczej malczyszkę

18 i 19 sierpnia 1920 r. bohatersko bronił się Płock. Na liście poległych i zmarłych z powodu odniesionych ran obrońców miasta sporządzonej przez Grzegorza Gołębiewskiego znajduje się pięciu żołnierzy zamordowanych w szpitalu, choć podawane są znacznie wyższe liczby. Bolszewiccy żołnierze zabili także jeńców: kilkunastoletniego chłopca strzelającego do nich z wieży kościoła farnego, a także innego ochotnika – Abrahama Narwę. Korespondent wojenny Adam Grzymała-Siedlecki zanotował jednak inną opowieść z Płocka, przekazaną przez rodziców harcerza Kaczmarskiego, który został ranny. Na polu walki zaczął go starannie opatrywać bolszewicki sanitariusz.

„W czasie tych chirurgicznych zabiegów zbliżył się doń jakiś żołdak i zauważył:
– Dobić by raczej malczyszkę, szkodnika („złowriednawo”) należało, nie zaś opatrywać. Na to ów sanitariusz, nie przerywając roboty, odpowiedział flegmatycznie, cedząc słowa:

– Być może, że on wrednyj, ale bądź co bądź gieroj (bohater)”.

Tak samo jak ochotników z Płocka rozstrzelano dziewięciu mieszkańców wsi Zaśpicze, którzy wspomagali polskich żołnierzy w walce o tę miejscowość.

22 sierpnia cztery kompanie 49. Pułku Piechoty zostały rozbite przez piechotę i kawalerię sowiecką koło Szydłowa pod Mławą. Żołnierze bronili się do ostatniego naboju, a potem zostali zmasakrowani szablami. „Zaledwie kilkudziesięciu tylko szeregowych dostało się do niewoli, reszta zaś wraz z oficerami zginęła zmasakrowana szablami kawalerii i łopatkami piechoty”. Zamordowano kilku oficerów i prawie stu szeregowych. Żołnierze z oddziału, który dokonał tej zbrodni, zostali ujęci. 201 rozstrzelano. Ocalał żołnierz, który podczas masakry pozwolił uciec polskiemu oficerowi.

Pod wsią Leman nad granicą z Prusami Wschodnimi oddział liczący 20–30 żołnierzy, osłaniający odwrót batalionu kowieńskiego pułku strzelców, opóźnił nacisk czerwonoarmistów, ale 55 żołnierzy zostało zarąbanych szablami.

Pod Chorzelami wymordowanych zostało po zakończonym boju 74 jeńców, wśród nich por. Mieczysław Karczewski z Brygady Syberyjskiej. „Widok pola walki robił przykre wrażenie. Leżała na nim wielka ilość trupów. Byli to w ogromnej mierze nasi żołnierze, ale nie tyle ranni i zabici podczas walk, ile pozabijani po walce. Całe długie szeregi trupów, w bieliźnie tylko i bez butów, leżały wzdłuż płotów i pobliskich krzaków. Byli pokłuci szablami i bagnetami, mieli zmasakrowane twarze i powykłuwane oczy” – pisał gen. Lucjan Żeligowski we wspomnieniach „Wojna w 1920 roku”.


W Rybienku Leśnym czerezwyczajka zamordowała w sierpniu 1920 r. por. Antoniego Wołowskiego, byłego członka Organizacji Bojowej PPS, żołnierza Pierwszej Brygady i powstańca śląskiego, oraz sześciu innych jeńców.

Polscy lotnicy, którzy dostali się w ręce czerwonoarmistów z piechoty i kawalerii, byli zwykle mordowani. Tak zginęli ppor. pil. Kazimierz Kunicki i pchor. obs. Michał Franciszek Bochenek, którzy 28 czerwca 1920 r. po zniszczeniu mostu w Miropolu i przymusowym lądowaniu po stronie nieprzyjaciela zostali zarąbani szablami. 10 maja 1920 r. nad sowieckim lotniskiem podczas walki powietrznej zestrzelono samolot pilotowany przez dowódcę 12. Eskadry Wywiadowczej kpt. pil. Władysława Jurgensona. Został rozstrzelany w więzieniu w Smoleńsku, nie zdradziwszy tajemnic wojskowych. 27 lipca, po przymusowym lądowaniu koło Łucka zostali zabici przez bolszewickich żołnierzy ppor. pil. Zdzisław Jakubowski oraz mechanik, szeregowy Andrzej Antoniszczak.

Bolszewickie zbrodnie przeciwko jeńcom nie mogły nie wywoływać spontanicznej odpowiedzi. Pisarz Karol Irzykowski rozmawiał w 1920 r. z kapelanem 1. Dywizji ks. Bombasem, który mówił mu o tym, że obie strony nie brały jeńców. „Bolszewicy zaczęli pierwsi. Jako kapłanowi obce mi jest uczucie zemsty. Ale gdy sam widziałem, jak wykopywano zwłoki naszych żołnierzy z odciętymi członkami, rozumiem, że żołnierz pod wpływem takiego widoku zamienia się w tygrysa”.

O podobnych uczuciach wspominał Jan Fudakowski, ochotnik w 1. Pułku Ułanów Krechowieckich:

„Ślady po rozbitej piechocie, ścierwa końskie, porzucone części umundurowania, rozrzucone po drodze papiery – wskazywały którędy przeszli Kozacy. Spotkani po drodze miejscowi Polacy opowiadali nam ze łzami w oczach o ich okrucieństwie. Mordowanie jeńców, zdzieranie półżywym ułanom lampasów skóry, gwałcone po wsiach kobiety itp. wprowadzały w naszych szeregach zaciętość i chęć zemsty”.

Śmierć wrogom klasowym

Ofiarami zbrodni padali także cywile, głównie „wrogowie klasowi”: ziemianie, księża, przedstawiciele lokalnych elit. Jedno z propagandowych haseł głosiło, że na krwi szlachty i burżuazji wyrośnie „czerwony kwiat dyktatury proletariatu”.

W Ostrowi Mazowieckiej aresztowani zostali burmistrz Ludwik Mieczkowski oraz ziemianie Hieronim, Feliks i Wincenty Ostrowscy. Jak pisał Andrzej Mierzwiński w artykule „Rok 1920 na ziemi ostrowskiej”, mówiono im, że zostaną zabrani na spotkanie z przedstawicielami Tymczasowego Komitetu Rewolucyjnego Polski, ale Mieczkowskiemu i jednemu z Ostrowskich, niedowierzającym bolszewikom, udało się uciec. Dwaj bracia Ostrowscy zostali zamordowani 20 sierpnia, wraz z 12 innymi, wśród których byli dwaj oficerowie, ksiądz, Żydzi i Niemcy.

Wycofujący się z Białegostoku czerwonoarmiści zamordowali 20 sierpnia przebywających w areszcie 16 osób, w tym ks. Romualda Knobelsdorfa, nieznanych z nazwisk majora i kapitana oraz obywateli miasta. Ksiądz Knobelsdorf, proboszcz w Żupranach na Oszmiańszczyźnie, został przewieziony stamtąd do Białegostoku, a przed śmiercią został okaleczony: na plecach wycięto mu krzyż. Dwa dni później został zamordowany ks. Stanisław Szulborski, proboszcz parafii Wyszyny.


„Nagle otwierają się drzwi. »Ksiądz wychadi!« – krzyczy czerwonoarmista. Stłoczone kobiety lamentują. »Uspokójcie się, uspokójcie się, załatwię sprawę i wrócę do was« – mówi proboszcz. Nie wrócił. Tego samego dnia (22 sierpnia) na polu za torami kolejowymi znaleziono go martwego. Na ciele – pozbawionym spodni i butów – naliczono siedem ran kłutych, zadanych bagnetami. Pięć ciosów przeszyło klatkę piersiową, jeden głowę, jeden dłoń” – tak opisał śmierć proboszcza Krzysztof Jakubowski na łamach „Tygodnika Ciechanowskiego” za ks. Helenowskim, który w 1936 r. wydał opowiadanie o zamordowaniu ks. Szulborskiego.

Jedną z ofiar bolszewików wśród ziemian był Jerzy Starzyński, krewny Stefana Starzyńskiego, właściciel majątku w Maliszewie, działacz społeczny w powiecie lipnowskim, wiceprezes okręgowego Towarzystwa Rolniczego i powiatowego Związku Ziemian. W 1920 r. był komendantem powiatowej Straży Obywatelskiej. Bolszewicy aresztowali go w Maliszewie i zamordowali 14 sierpnia 1920 r. w pobliskim lesie. Znaleziono okaleczone ciało, pokłute bagnetami, ze spalonymi brwiami i rzęsami oraz wyłupionym oczami. Dwadzieścia lat później NKWD-ziści zamordowali w Charkowie jego syna Adama.

Mirosław Krajewski w pracy „Ziemia dobrzyńska w cieniu czerwonej gwiazdy” wymienia innych jeszcze zamordowanych ziemian. Wacław Grzymała Wiewiórski z Chełmicy został uprowadzony przez czerwonoarmistów razem z jeńcami po walkach pod Włocławkiem i zabity 22 sierpnia 1920 r. niedaleko Chorzel. Przed śmiercią był torturowany: obcięto mu lewą rękę, wykłuto lewe oko. Z rąk bolszewickich oprawców śmierć poniósł także właściciel Bądkowa Jeziornego i Winnicy, Stefan Różycki, który został aresztowany, a następnie rozstrzelany w Wieczfni Kościelnej pod Mławą razem z Konstantym Zielińskim, właścicielem Srebrnej.

Gwałty w Płocku

Tragedię bolszewickiego najazdu przeżył Płock, gdzie mieszkańcy wspomagali żołnierzy w odpieraniu bolszewickiego szturmu. Adam Grzymała-Siedlecki, korespondent wojenny, pisał:

„Wystraszona ludność czeka po domach zmiłowania Bożego, a kozactwo generała Gaja hula po grodzie. Wpadają do mieszkań, z rewolwerami przykładanymi do piersi, żądają jedzenia i trunków. Klną i lżą. Przy najmniejszym oporze biją i katują. Ofiarą dzikości padają kobiety. Nie brak ohydnych scen gwałcenia. Takiemu losowi ulegają nieszczęsne samarytanki w szpitalu garnizonowym”.

Czytaj także:
Wrangel – pogromca bolszewików

Czerwonoarmiści zgwałcili w Płocku co najmniej 50 kobiet, niektóre z nich zostały zamordowane. Maria Macieszyna pisała do męża w liście opublikowanym w „Notatkach Płockich” w 1997 r.:
„Bolszewicy poszli. – Wygnali ich podhalańcy – to nasze chłopy, piją kozie mleko – powiadają żołnierze. W te okrzyki radości wpada straszny jęk i płacz. Idzie szereg dziewcząt, łamiąc ręce, rycząc. »Co wy?«. »O Boże! Schowałyśmy się na Zduńskiej do piwnicy. Co jedni wyszli, to drudzy wchodzili! O Jezu: co chcieli, to robili z nami. Małe dziewczynki, stare kobiety, wszystkie nas, wszystkie męczyli«. Dziewczęta były czerwono-sine, oczy miały na wierzchu, ubranie porozrywane. Zrozumieliśmy. Wracały ich całe szeregi, zawodząc i łkając. Później dochodziły wiadomości o grabieżach i gwałtach. Niewiele ulic ocalało, przeważnie tylko te, które były pod strzałami. Wiele pań znajomych zostało zgwałconych. Na Pensji Udziałowej była pralnia, szwalnia, gospoda żołnierska i punkt opatrunkowy. Wtargnęli tam bolszewicy i okradli wszystko. Były tam dziewczęta i panny. [...] Żony wojskowych, różne znajome panienki – po 10 lub 20 bolszewików gwałciło. Po całym mieście wieści straszne. Stare siwe kobiety padały pastwą. Nigdy się nie wykryje, co się stało tej nocy. Któż by chciał się przyznać? […] P. Kalinowską obrabowali, a będącą u niej pewną znajomą nam panienkę gwałcili. Panienka krzyczała tak strasznie, że Kalinowska zemdlała z wrażenia”.

Pomocnicy w zbrodniach

Śmierci niektórych księży, ziemian i innych przedstawicieli elit byli współwinni miejscowi – sympatycy komunizmu, członkowie rewolucyjnych komitetów (rewkomów), którzy wskazywali bolszewickim komisarzom i czerwonoarmistom „wrogów ludu”. Ziemianina Jerzego Starzyńskiego zadenuncjował przewodniczący rewkomu w Lipnie Józef Zaborowski. Do śmierci Starzyńskiego miał się też przyczynić współorganizator rewkomu, Romuald Wasilewski, wówczas poseł PSL-Wyzwolenie. Chłopi próbowali bronić Feliksa Ostrowskiego z Komorowa, ale bolszewicy wzięli pod uwagę negatywne zdanie fornala Podedwornego, członka miejscowego rewkomu. W tygodniku „Niedziela” w 2004 r. w artykule „Zwyciężyć zło miłością” opisano zamordowanie w sierpniu trzech żołnierzy polskich przez chłopów pod wsią Piliki pod Bielskiem Podlaskim. Żołnierze zostali wzięci do niewoli przez czerwonoarmistów i odmówili służby w tworzącej się Polskiej Armii Czerwonej. Po ucieczce zatrzymali się u jednego z gospodarzy we wsi Piliki. Był on członkiem wiejskiego rewkomu. Wraz z dwoma innymi kompanami zamordowali żołnierzy siekierami.

Janusz Szczepański w monografii „Społeczeństwo polskie w walce z najazdem bolszewickim 1920 roku” pisze, że po odparciu Armii Czerwonej spod Warszawy w Wyszkowie Srul Rubin został skazany na śmierć za przyczynienie się do śmierci kilku polskich żołnierzy, bicie jeńców i udaremnienie ucieczki. Ostatecznie otrzymał wyrok 10 lat ciężkiego więzienia. W Różanie zostało rozstrzelanych kilkunastu żydowskich komunistów, którzy wydali burmistrza, nauczyciela i kilka innych osób w ręce bolszewików. Za wydanie w ręce czerwonoarmistów ukrywających się u niego sanitariuszek, które zostały następnie zgwałcone, rozstrzelano mieszkańca Płocka Jana Więckiewicza.

To tylko niektóre przykłady zbrodni dokonanych przez czerwonoarmistów i czerezwyczajkę podczas wojny Polski z bolszewicką Rosją. Aż dziw, że do tej pory nie powstały opracowania poświęcone temu tematowi. Dziewiętnaście lat późnej Armia Czerwona znów zaczęła mordować jeńców i cywili na ziemiach polskich, 20 lat po zbrodniach przeciwko polskim oficerom i wojskowym Stalin rozkazał zgładzić więzionych w Starobielsku, Kozielsku i Ostaszkowie.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 8/2015
Artykuł został opublikowany w 8/2015 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ pwł
 12
  • arcziwald IP
    Europa ze swą kulturą łacińską kończy się na Bugu. Dalej jest mentalne zubożenie i bazowanie tylko na pierwotnych instynktach.
    Dodaj odpowiedź 4 1
      Odpowiedzi: 0
    • Tomek IP
      Ruscy i ukraińscy to zwierzęta. Każde ich poprzednie pokolenie i każde następne po tym, było i będzie zwierzętami. Nikt, kto dopuszcza się takich zbrodni w historii ludzkości, nie zasługuje na nazwanie człowiekiem
      Dodaj odpowiedź 16 4
        Odpowiedzi: 0
      • Hunowie nie byli tak okrutni ! IP
        Hunowie byli bardziej litościwi, od pradziadów RazPutina !
        Dodaj odpowiedź 10 4
          Odpowiedzi: 0
        • Swołocz zostanie swołoczą ! IP
          A czy potomkowie tej swołoczy na Ukrainie zachowują się inaczej ! Zestrzelić samolot z niewinnymi cywilami do dla nich "mołoko" !
          Dodaj odpowiedź 14 6
            Odpowiedzi: 0
          • Amator IP
            W książce "Lewa Wolna", Mackiewicza (uczestnika wojny) znalazłem ciekawostkę:
            w związku z powszechną świadomością, że bolszewicy oficerów mordują po awansie żołnierze przypinali sobie oznaczenia stopni szpilkami zamiast przyszywać.
            W razie niewoli można było się ich pozbyć i mieć trochę większe szanse na przeżycie.
            Dodaj odpowiedź 2 5
              Odpowiedzi: 0
            • okokole IP
              Swołocz ruska jechała na dachach wagonów do Warszawy z hasłem : pokuszać i paj….
              Dodaj odpowiedź 8 1
                Odpowiedzi: 0
              • Ischias IP
                Kozacy, czyli nikt inny, jak "przyjaźni dla Narodu Polskiego" Ukraińcy. Jak widać tradycja specyficznej "przyjaźni" trwa, niezmieniona, od wieków.
                Dodaj odpowiedź 21 2
                  Odpowiedzi: 0
                • Pro Patria IP
                  Naszych oficerów z bitwy warszawskiej zamordowali w Katyniu, Charkowie itp.
                  youtube
                  Dodaj odpowiedź 14 2
                    Odpowiedzi: 0
                  • Pan Gliński szasta pieniędzmi Polaków IP
                    ...na żydowskie cmentarze.
                    A jakoś zapomina o upamiętnieniu Polaków, którzy oddali życie za niepodległość Polski. Jakoś nie finansuje za bardzo pisania doktoratów, książek czy robienia produkcji tv na ten temat...
                    Dodaj odpowiedź 30 4
                      Odpowiedzi: 0
                    • historia bez publicystyki IP
                      O jakich Hunach tu mowa w 1920, po drugie masowe zbrodnie wojenne to jednak nie ludobójstwo. W tym czasie prawdziwe ludobójstwo miało miejsce podczas wypędzania Greków Pontyjskich przez Turków
                      Dodaj odpowiedź 5 31
                        Odpowiedzi: 1
                      • Krzakowski IP
                        Współczesna neobolszewia by chciała powtórki z historii, tylko, że nie wie w swej naiwności, że zostałaby zarżnięta jako jedna z pierwszych, bo onuce nie lubią konkurencji przy korycie i gardzą zach. lewakami za jakich ich postrzegają, uważając za pożytecznych idiotów
                        Dodaj odpowiedź 33 4
                          Odpowiedzi: 0

                        Czytaj także