HistoriaCud techniki Jagiełły. Dzięki niemu wygrał pod Grunwaldem

Cud techniki Jagiełły. Dzięki niemu wygrał pod Grunwaldem

Fragment obrazu
Fragment obrazu "Bitwa pod Grunwaldem" Tadeusza Popiela i Zygmunta Rozwadowskiego / Źródło: Fot: Archiwum autora
Dodano 4
W równinnej i poprzecinanej licznymi rzekami Polsce przeprawy miały kluczowe znaczenie dla powodzenia działań zbrojnych. To właśnie mostowi niezwykłej konstrukcji zawdzięczamy w dużej mierze jeden z największych triumfów w naszej historii.

Rzeki zawsze były wyzwaniem dla prowadzenia kampanii wojennych. Często tamowały pochody wojsk, uniemożliwiając albo znacznie utrudniając dostęp do terenu przeciwnika. Umożliwiały skuteczną obronę opartą o wodę albo też całkowite rozbicie pozbawionych możliwości manewru wojsk. Dla armii mniej zaawansowanych w sztuce wojennej, rzeki wyznaczały terminy kampanii, skazując na ich prowadzenie późnym latem, kiedy niski poziom wody umożliwiał przeprawę brodami albo w niekorzystnych warunkach zimowych, kiedy można było przechodzić po lodzie.

Użycie spławianych mostów - łyżwowych, jak je wówczas nazywano - opartych na łodziach, nieraz decydowało o sukcesach prowadzonych działań wojennych i zwykle było też miernikiem technicznego zaawansowania sił zbrojnych. Persowie już w starożytności potrafili budować mosty oparte na łodziach, przeprawiając się w ten sposób przez Bosfor i Dardanele. Rzymianie przeszli w podobny sposób po moście zbudowanym przez Apollodorosa z Damaszku nad szeroko rozlanym Dunajem podczas wojny dackiej prowadzonej w l. 101 – 102 n.e.

W równinnej i poprzecinanej licznymi rzekami Polsce przeprawy miały kluczowe znaczenie dla powodzenia działań zbrojnych. Rzeki były nieuregulowane, często rozlewając się szeroko i tworząc łatwe do przekraczania brody. Korzystał z nich wielokrotnie choćby Bolesław Chrobry podczas wojen z Niemcami, a i później ich forsowanie należało do abecadła sztuki wojennej. Stałych mostów nie było wiele. Pierwszy wybudowany z kamienia pojawił się w Świdnicy dopiero w 1323 r. Budowle często były niszczone podczas wypraw wojennych i powodzi, nie kwapiono się więc raczej do ich budowania. Jednak to właśnie mostowi niezwykłej konstrukcji zawdzięczamy w dużej mierze jeden z największych triumfów w naszej historii.

Niezwykłe przygotowania

Wielka wojna z Krzyżakami wisiała w powietrzu na długo przed 1410 r. Od koronacji Władysława Jagiełły na króla Polski w 1386 r. była w zasadzie pewna. Pozostawało pytanie, kiedy wybuchnie, i w jakim stopniu przeciwnicy będą przygotowani do walki. Po najeździe Krzyżaków latem 1409 r. na Ziemię Dobrzyńską, obie strony – wykorzystując zimową porę – przygotowywały się do walki.

Zakon był trudnym przeciwnikiem. Żelazną ręką zmuszając miejscową ludność do posłuszeństwa i pracy, stworzył jedno z najlepiej zarządzanych państw ówczesnej Europy. Pośrodku dzikiej puszczy jak grzyby po deszczu wyrosły ceglane zamki, na których zęby połamać mogła sobie najlepsza armia. Bronili ich bracia zakonni, dla których wojaczka była chlebem powszednim. Krzyżacy utrzymywali też bogate kontakty handlowe z Europą Zachodnią i potrafili wykorzystywać najnowsze rozwiązania z dziedziny sztuki wojennej.

Jagiełło i jego doradcy byli tego świadomi. Szykowali się na długą, ciężką i nowoczesną wojnę. Rozwój sztuki wojennej był wielkim wyzwaniem dla logistyki. Użycie artylerii powodowało konieczność ciągnięcia ze sobą nie tylko powolnych i ciężkich dział, ale i pieszej obsługi, prochu i kul. Dla rosnących liczebnie armii trzeba było dostarczyć na czas kampanii pożywienie, bo wojsko nie było już w stanie wyżywić się samodzielnie. Samego mięsa na każdego rycerza trzeba było zapewnić przynajmniej 1 kilogram każdego dnia.

Łowy na zwierzynę zaczęto prawdopodobnie dużo wcześniej, bo przynajmniej już w 1406 r., żeby pozwolić na odtworzenie populacji. Zimą 1409/1410 roku jeszcze zintensyfikowano przygotowania. Mięso zwierzyny upolowanej w Puszczy Niepołomickiej solono i zamykano w dębowych beczkach. Pod nóż szły też woły i świnie. Z przystani na brzegu Wisły niedaleko Niepołomic beczki spławiano do kilku magazynów, założonych na lewym brzegu rzeki, na planowanej trasie polskich oddziałów. Prawdziwym wyzwaniem było jednak dostarczenie zgromadzonych zapasów w pobliże miejsc planowanych działań na terytorium przeciwnika.

Czytaj także:
Średniowieczna targowica

Na początku grudnia 1409 r. w Brześciu Litewskim odbyła się tajna narada z udziałem Jagiełły, Witolda i innych dostojników, na której zaplanowano kampanię. Postanowiono, że będzie ona prowadzona na krzyżackim terytorium, a polsko–litewskie wojska dążyć będą do rozstrzygnięcia wojny w jednej bitwie generalnej, która doprowadzi do zniszczenia sił i zasobów przeciwnika. Aby zrealizować te cele, trzeba było znaleźć niezwykły sposób na dostanie się w granice krzyżackiego państwa. Nie było to łatwe, bo krzyżaccy szpiedzy pilnowali znanych brodów na Wiśle i Narwi, którymi mogły przeprawić się polskie i litewskie wojska.


Niezwykły most

Na naradzie zapadła decyzja o przeprawie przez rzekę w miejscu, które będzie dla Krzyżaków zaskoczeniem. Do tego potrzebny był most. Most, który można będzie transportować w dogodne miejsce, szybko zmontować i równie szybko przenieść w razie potrzeby tam, gdzie będą znajdować się powracające z wyprawy wojska. Pomysł zaczerpnięto prawdopodobnie z traktatu „Bellifortis” - bogato ilustrowanej księgi traktującej o późnośredniowiecznej technice wojennej, wydanej na początku XV w. Jedna z ilustracji przedstawiała drewniany most opierający się na łodziach, przerzucony przez szeroką rzekę.

Jego budowę powierzono mistrzowi ciesielskiemu Jarosławowi, a nadzorował ją starosta radomski Dobrogost Czarny z Odrzywołu. Za całość prac odpowiedzialny był Marszałek Wielki Koronny Zbigniew z Brzezia. Od razu przystąpiono do zbierania materiału potrzebnego do budowy. Pod topór poszły drzewa w królewskiej Puszczy Radomskiej. Dla zmylenia przeciwnika poszczególne elementy mostu powstawały w różnych puszczańskich osadach. Jagieło sam był bardzo zainteresowany przygotowaniami i budową. Od końca stycznia 1410 r. do rozpoczęcia Wielkiego Postu przebywał na zamku myśliwskim w Kozienicach, który był centrum przygotowań do wyprawy wojennej.

Cieśle musieli wziąć się ostro do pracy, bo w ciągu kilku miesięcy powstało ponad 150 łodzi. Ich wymiary wynosiły od 5 do 8 – 12 metrów długości i od 1,5 do 2 -3 metrów szerokości. Do tego zbudowano około osiemdziesiąt przęseł, składających się z dziewięciometrowych belek nośnych, których zużyto około 500. Na belki kładziono deski długości około trzy i pół metra. Do wykonania mostu zużyto około 1 200 metrów sześciennych drewna.

Czytaj także:
Zerwany sojusz. Dlaczego zaczęliśmy walczyć z Krzyżakami?

Most został zbudowany do końca czerwca i z Kozienic spławiony około 150 kilometrów w dół Wisły do Czerwińska – niewielkiego grodu obronnego leżącego na szlaku handlowym łączącym Pomorze z Mazowszem.

Było to miejsce koncentracji oddziałów z Wielkopolski, Małopolski i Rusi Czerwonej. Most pod nadzorem mistrza Jarosława został złożony jak podaje Długosz w ciągu pół dnia powyżej klasztoru w Czerwińsku. Wisła miała w tym miejscu około 500 metrów szerokości. Potem trzeba było przeprawić około 18 tysięcy jazdy, 4 tysięcy pieszych, 30 dział i 8 tysięcy wozów z wyposażeniem i zaopatrzeniem, ciągniętych przez 10 tysięcy wołów. Cała kolumna rozciągała się na około 140 kilometrów.

Przeprawienie takiej ilości ludzi i sprzętu samo w sobie było ogromnym wyzwaniem. I tym razem pomogła doskonała organizacja. Deski poszycia mostu pokryto pękami wikliny i przysypano warstwą ziemi. Przy obu końcach desek zamontowano biegnące przez całą długość mostu grube odbojnice, zapobiegające zsuwaniu się wozów do wody. Przed wjazdem na przeprawę ustawiono drewniane kobylenie – połączone żerdziami kozły kanalizujące ruch i kierujące przybywające oddziały wprost na przeprawę. Jagiełło kazał też wyznaczyć przewodników zaznajomionych z położeniem i konstrukcją mostu, którzy jeszcze na lewym brzegu Wisły dołączyli do wojska i wskazywali chorągwiom miejsce i kolejność wejścia. Przy wjeździe na most stał doborowy oddział królewskich rycerzy „by zapobiegali tłokowi i zamieszaniu wśród wchodzących”.

Wszystko to sprawiło, że przedsięwzięcie odbyło się nad wyraz sprawnie i szybko. Panika na moście mogła mieć nieobliczalne skutki dla prowadzonej kampanii, tudzież finansowe dla rodzin potopionych rycerzy. Wystarczy wspomnieć, że jedna zbroja płytowa, podobnie jak bojowy rumak miały wartość mniej więcej jednej-dwóch wsi. Już drugiego czerwca całość wojska znalazła się na drugim brzegu rzeki, gdzie bez przeszkód połączyła się z wojskami litewsko-ruskimi.

Oszwabiony Jungingen oddaje pola

W tym czasie Wielki Mistrz czekał na Polaków ze swoimi głównymi siłami przy brodzie nieopodal Świecia nad Wisłą – około dwustu kilometrów od miejsca w którym przeprawiały się wojska Jagiełły. Spodziewając się pomocniczego ataku Litwinów, część wojska zostawił w zamkach na wschodzie Prus. Prawdopodobnie doszły do niego informacje o tym, że Polacy przeprawiają się specjalnie „wybudowanym w powietrzu” mostem. Szczegółowo opowiedział mu o tym rycerz Dobiesław Skoraczewski, pozostający na służbie Zygmunta Luksemburczyka, który jako poseł przebywał w polskim obozie i widział przeprawę. Wielki Mistrz wyśmiał jednak te rewelacje, zawierzając swoim zwiadowcom, którzy przekonywali go jak pisał Długosz, że „Władysław kręci się nad rzeką Wisłą, objeżdża ją i usiłuje się przez nią przeprawić, ale nie może. Już wielu jego ludzi, którzy szukali brodów, utonęło w falach. A Witold przebywa nad rzeką Narwią i nie śmie jej przekroczyć”. Wielki mistrz dał się zwieść Jagielle, który pozostawił wzdłuż brzegu Wisły niewielkie oddziały, pozorujące ruch wzdłuż rzeki i próby przeprawy.

Królewska armia pozorowała jeszcze działania w Ziemi Dobrzyńskiej, ale szybko zmieniła kierunek i ruszyła wprost na Malbork. Kiedy zaskoczony Ulrich von Jungingen zorientował się, że siły przeciwnika połączyły się i zmierzają ku sercu jego państwa, było już za późno na przejęcie inicjatywy. Jedynym rozwiązaniem było wyjście naprzeciw Jagielle i przyjęcie walnej bitwy zgodnie z planem króla i na niekorzystnych dla Zakonu warunkach. Którą też bitwę jak wiadomo Krzyżacy sromotnie przegrali. Nie byłoby to możliwe bez owego cudu ówczesnej techniki militarnej, jakim był most łyżwowy na Wiśle, tudzież bez wspaniałej organizacji na jaką zdobyło się wówczas państwo Jagiellonów.

Czytaj także

 4
  • zapomniano IP
    wspomnieć o opłacanych przez Zakon ekoszubrawcach przywiązujacych się powrósłami do drzew w nadziei sabotowania wycinki
    Dodaj odpowiedź 13 2
      Odpowiedzi: 0
    • papiestwoWRÓG-Polski IP
      a ŻE TFU papiestwo PO BITWIE O MAŁO KLĄTWĄ NAS NIE obłożyło- to  CISZA ?!!
      Dodaj odpowiedź 8 14
        Odpowiedzi: 0
      • Zoltar IP
        Ciekawy artykul. Znowu sol w oczy Szczepana Twardocha i srodowiska zwiazanego z GoWniana.
        Dodaj odpowiedź 23 2
          Odpowiedzi: 0
        • gośćxx IP
          Nie wiem czy słowo "oszwabiony" jest poprawnie w tym kontekście użyte.
          Dodaj odpowiedź 17 1
            Odpowiedzi: 0

          Czytaj także