O szczegółach przygotowywanych rządowych regulacji Łukasz Warzecha mówił w najnowszym komentarzu na YouTube. Chodzi o rozszerzenie artykułu 117 kodeksu karnego (dotyczy wojny napastniczej) oraz krajowe środki ograniczające, czyli ustawę sankcyjną, a konkretnie o niektóre jej elementy.
Rząd chce karać za "umniejszanie znaczenia wojny napastniczej"
Władze chcą dodać do artykułu 117 § 4, który miałby penalizować "publiczne i wbrew faktom zaprzeczanie bądź UMNIEJSZANIE ZNACZENIA wojny napastniczej".
Łukasz Warzecha zwrócił uwagę, że w istocie już paragraf 3 w oczywisty sposób uderza w wolność słowa, a więc powinien zostać skasowany. – Natomiast karanie za zaprzeczanie, a już zwłaszcza umniejszanie znaczenia, to jest mechanizm cenzorski, ordynarnie uderzający w wolność słowa – powiedział.
– Jakie ramy, jakie podstawy i kryteria miałaby przyjąć prokuratura a później sąd żeby stwierdzić "umniejszanie znaczenia"? – zapytał.
Automatycznie rodzi się też pytanie, czy rząd Donalda Tuska będzie też karał za "umniejszanie znaczenia" wszystkich wojen napastniczych, czy jedynie wojny Ukrainy z Rosją.
Obecnie art. 117 stanowi w § 1. Kto wszczyna lub prowadzi wojnę napastniczą, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 12 albo karze dożywotniego pozbawienia wolności.
§ 2. Jest uchylony.
§ 3 stanowi "Kto publicznie nawołuje do wszczęcia wojny napastniczej lub publicznie pochwala wszczęcie lub prowadzenie takiej wojny, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5".
Władza zamierza penalizować "POŚREDNIE wspieranie obcej ingerencji i manipulacji"
Drugi mechanizm ma zostać wprowadzony poprzez krajowe środki ograniczające. Nowa ustawa jest procedowana w Sejmie.
Rządowy projekt ustawy o środkach ograniczających (druk sejmowy nr 3003) jest do pobrania na stronie internetowej Sejmu.
Najgroźniejszy element, który się w niej znalazł mówi o wpisywaniu na listę sankcyjną i karaniu za "ingerencję i manipulację informacjami wymierzoną w bezpieczeństwo narodowe". – To jest najgroźniejszy punkt tego projektu – ostrzegł Warzecha.
Artykuł 4 projektu ma wprowadzić regulację według której krajowe środki ograniczające mogą być stosowane wobec osoby fizycznej lub prawnej "bezpośrednio lub pośrednio wspierających obcą ingerencję i manipulację w środowisku informacyjnym wymierzoną w bezpieczeństwo narodowe, nienaruszalność granic, interesy i pozycję międzynarodową Rzeczypospolitej Polskiej".
Warzecha zwrócił uwagę, że jest to zapis daleko idącej cenzury, bo czym miałoby być "pośrednie wsparcie".
Kto i jak ma decydować, co jest "ingerencją" i "manipulacją"?
– Kto będzie decydował, co jest "obcą ingerencją i manipulacją" i na jakich podstawach będzie decydował? – zwrócił uwagę.
Mamy tu do czynienia z nieprawdopodobną wręcz uznaniowością i nieostrością regulacji, co nie powinno mieć miejsca w aktach prawnych.
Rodzi się jednocześnie pytanie, czy karane miałoby być "bezpośrednie lub pośrednie wspieranie obcej ingerencji i manipulacji" ze wszystkich państw, czy tylko z wybranych państw lub państwa.
