Jak powszechnie wiadomo, Pentagon odwołał wizytę Władysława Kosiniaka-Kamasza. Żeby Amerykanie nie byli stratni, posłano za ocean Sobkowiak-Zalewskiego. Po powrocie oznajmiono, że wbrew zapowiedzi Trumpa baza amerykańska w Polsce to jeszcze nie teraz. Jak komentują złośliwi – znów im się udało odwlec. Tymczasem Radek Sikorski ogłosił, że baza na pewno nie będzie się nazywała Fort Trump.
Tymczasem prezydent Karol Tadeusz za oceanem rozmawiał nie tylko z Trumpem, lecz także z samym sułtanem otomańskim, Recepem Erdoğanem. Jak wiadomo, podczas ich ostatniego spotkania został obdarowany pozłacanym pistoletem. Niestety, w ramach wdzięczności osoba głowy państwa nie stanęła na wysokości zadania i podarowała Recepowi ledwo szablę. My to byśmy się szarpnęli na pozłacaną wyrzutnię Piorun.
Natomiast złe języki z PiS kolportują plotki, że za zamieszanie z tym, że niby za oceanem można sobie za dolary kupić spotkanie z osobą głowy państwa, stoją oczywiście morawianie. Padają nawet dwa imiona: pewnego Marcina i pewnego Pawła.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
