Czy osobom ekskomunikowanym wyrastają stopniowo rogi, ich ciało zaczyna wydzielać zapach siarki, a na ich czole pojawiają się tajemne znaki ostrzegawcze tak, aby każdy zawczasu mógł rozpoznać duchowo trędowatych i utrzymywać względem nich bezpieczny dystans społeczny? Otóż tak postawione pytanie jest karykaturalne jedynie częściowo, ponieważ prawdą jest, że w świecie, gdzie praktycznie nikogo już nie ogłasza się ekskomunikowanym z imienia i nazwiska, a tym bardziej nie zbiorczo i na przemysłową skalę, zjawisko rzymskiego dekretu ekskomunikującego, jeśli zachodzi, musi siłą rzeczy budzić ciekawość, spotęgowaną być może urokiem owocu zakazanego. A więc, jak to w ogóle jest być ekskomunikowanym i w sumie kim są ludzie, którym z powodu ich okropieństw odmawia się Komunii kościelnej w czasach wszechstronnej otwartości Kościoła? W każdym razie nie dziwi, choćby właśnie z powodu wzbudzanej ciekawości, że w ostateczności bilans ilości wiernych Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X po nielegalnych święceniach biskupich z 1 lipca br. jest ogólnie dodatni, zwłaszcza w Polsce.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
