Punktem wyjścia do najnowszego komentarza politycznego redaktora naczelnego "Do Rzeczy" była uderzająca różnica między Niemcami – gdzie najsilniejsza jest antywojenna partia AfD, mająca ponad 30 proc. poparcia i ciągle rosnąca, a Polską, w której według sondaży największym zaufaniem Polaków cieszą się politycy mówiący o "biciu Moskala", "mordowaniu Sowietów" i że "pokonalibyśmy Rosję bardzo szybko". Lisicki zaznaczył, że wskaźniki zaufania społecznego wynikają oczywiście z szeregu czynników, ale biorąc pod uwagę dążenia unijnych globalistów do kontynuowania wojny Ukrainy z Rosją i zagrożenie rozszerzenia jej na inne państwa, Polacy powinni zastanowić się, komu ufają i kogo wspierają. Lisicki postawił pytanie, czy Polacy w dużej liczbie w ogóle zdają sobie sprawę z wynikających z wojny strat gospodarczych i z tego, że ewentualne rozlanie się wojny najbardziej uderzyłoby właśnie w te państwa, które są położone najbliżej teatru wojennego.
AfD wniosło o zaprzestanie finansowania wojny
W czwartek w Bundestagu odbyła się burzliwa dyskusja nad projektem uchwały, w której Alternatywa dla Niemiec wniosła o zaprzestanie finansowania wojny na Ukrainie przez Niemcy. AfD chce również, by rząd federalny nie dopuścił do przyjęcia Ukrainy w Unii Europejskiej i objął to państwo gwarancjami bezpieczeństwa. Jeden z deputowanych twierdził nawet, że niemiecki rząd "przygotowuje się do przystąpienia do wojny po stronie Ukrainy". Ugrupowania establishmentowe stanowczo odrzuciły pomysł zakończenia finansowania wojny i zarzuciły Alternatywnie "wspieranie Putina" i bycie "partią Kremla".
Redaktor naczelny "Do Rzeczy" zwrócił uwagę, że wojna na Ukrainie jest dla Polaków znacznie bardziej niebezpieczna niż dla Niemców, ale wygląda na to, że świadomość jej negatywnych skutków jest większa właśnie u Niemców. – Jednym z kluczy do zrozumienia rosnącego poparcia AfD w Niemczech jest odrzucenie radykalnej polityki prowojennej prowadzonej przez Unię Europejską – podkreślił Lisicki. To samo w Niemczech – rekordowo niskie notowania kanclerza Merza, a wcześniej odrzucenie przez społeczeństwo Scholza, wynikają się przyjęcia przez nich ideologii globalistycznej kosztem interesów własnego narodu.
Finansowanie bezwarunkowe
Lisicki powiedział, że zamiast całkowicie bezwarunkowego pomagania Ukrainie w wojnie, Warszawa powinna od początku stawiać sobie podstawowe pytanie: w jaki sposób chcemy próbować doprowadzić do tego, aby konflikt na Ukrainie się zakończył. Ale żeby to zrobić, należało realnie spojrzeć na siły i możliwości walczących stron, ryzyka dla Polski i potencjalne zagrożenia. W praktyce jednak, Polska obstawiła tylko jeden skrajnie optymistyczny scenariusz, który się nie zrealizował – zwycięstwo Kijowa i klęska Moskwy.
– Gdyby polskie władze prowadziły politykę narodową, która kieruje się interesem narodowym, to wykorzystałaby moment zerwania relacji Niemiec z Rosją i spróbowałaby odgrywać rolę podmiotu. Ale my, pętani poprawnością polityczną i przymuszani przez naszych sojuszników takiej roli nie mogliśmy odgrywać. Jak zauważył były prezydent Andrzej Duda, Polska oddała dla wojny na Ukrainie tyle, że nie była w stanie wywierać żądnej presji, niczego się domagać, niczego chcieć – przypomniał.
Próba bycia prymusem
Publicysta zwrócił uwagę, że teraz AfD przygotowuje sobie grunt do odbudowania w przyszłości relacji z Rosją, z pominięciem Polski. Polska będzie miała za to pretensje do Niemiec, ale jednocześnie sama nawet nie próbuje rozmawiać z Rosją. – My zawsze mamy pretensje do obcych, bo myślą po swojemu, myślą egoistycznie, nie tak jak trzeba. Przede wszystkim powinniśmy mieć niestety pretensje do siebie. Do tego, że tak dajemy sobą manipulować, że dajemy się tak rozgrywać, że nasze elity nie myślą w kategoriach interesu narodowego, tylko próbują odgrywać rolę pierwszego prymusa w obozie globalistycznym – powiedział Lisicki. – To, co mówi pan Sikorski podoba się panu Merzowi, panu Macronowi, pani von der Leyen i całej elicie unijczyków, która potrzebuje takiego zagończyka – powiedział Lisicki.
Akcesja Ukrainy do UE sprzeczna z interesem Polski, a rząd to popiera
W dalszej części nagrania Lisicki zwrócił uwagę, że polskie władze jasno wyrażają stanowisko pełnego poparcia dla akcesji Ukrainy do Unii Europejskiej, mimo że stoi to w ewidentnej sprzeczności z polskim interesem narodowym. Negatywne skutki obejmą bowiem zarówno polskie bezpieczeństwo, jak i gospodarkę, a szczególnie rolnictwo.
– Ukraina to państwo, które ma nieunormowane granice, jest utrzymywane przez "kroplówkę" zachodnią, nie ma rządów prawa, tylko rządzą oligarchowie, kliki, mafie, układy. To miałaby być część Unii Europejskiej? To jest kompletnie niepoważne i absurdalne. [...] Ale Polska oficjalnie jest zwolennikiem tego rozwiązania. Jaki jest w tym sens? – pytał publicysta.
Dlaczego Polska zawsze musi realizować cudze interesy?
W tym kontekście Lisicki raz jeszcze zwrócił uwagę, że media w Polsce grzmiały na AfD, że próbują nawiązać relacje z Rosją. – A dlaczego polscy politycy nie mogą uczestniczyć w tego rodzaju grze? Dlaczego Polska musi zawsze realizować obce interesy? I jeszcze ta realizacja obcych interesów jest podlana takim sosem tromtadracji, zadufania, nadmiernej pewności siebie i realnej słabości, braku zdrowego rozsądku i realizmu. – To jest chmura gradowa, która wisi nad polską polityką i nad naszym narodem – powiedział.
Ukraina niestety w rękach fanatyków
– Niestety Ukraina znalazła się w rękach radykałów i fanatyków – powiedział. Grupa skupiona wokół Zełenskiego będzie walczyła, nie licząc się z astronomicznymi stratami w ludności i rozpadaniem się państwa, bo to jest ich jedyna racja przetrwania i dalszego istnienia w polityce, mówił Lisicki, przypominając m.in. o słowach Julii Mendel.
Publicysta zwrócił uwagę, że premier Donald Tusk powiedział, że Ukraina ma 27 tysięcy zabitych i rannych miesięcznie. Przypomnijmy też, że Donald Trump powiedział na forum ONZ o 25 tysiącach miesięcznie, a generał Budanow stwierdził niedawno, że jest to 30 tysięcy miesięcznie.
Wobec tego patrząc z punktu widzenia interesu Ukrainy, przy tak gigantycznych stratach i wyniszczeniu kraju, lepiej byłoby rozpocząć negocjacje, zakończyć wojnę i ocalić to, co się jeszcze da, niż kontynuować walkę z przeważającymi siłami Rosji i stracić wkrótce jeszcze więcej ludzi i terytorium.
