Życie polityczne w Polsce, a szczególnie wybory oferowane Polakom, przypominają często grę w trzy karty albo w trzy kubki na jarmarku. Wygrywa zawsze prowadzący grę, czyli oszust. Tak tworzone są warunki gry, żeby z jednej strony pojawiał się nacisk psychiczny na grającego, z drugiej – złudna perspektywa zysku, a z trzeciej – pewien terror uniemożliwiający wycofanie się z gry - mówi Witold Gadowski.
Każdy, kto wchodzi do gry, przegrywa. I tak dotychczas wyglądało polskie życie polityczne. Grę w trzy kubki ustawia albo Donald Tusk, albo Jarosław Kaczyński, albo ci, którzy stoją ponad nimi i reżyserują grę wyborczą.
Tak to niestety wygląda i widać to po reakcjach na wytyczne – nazwijmy to tak – płynące z ambasady amerykańskiej od Thomasa Rose’a albo z ambasady niemieckiej, od kolejnych ambasadorów Niemiec, wśród których roi się od oficerów Bundesnachrichtendienst. Tak wygląda bardzo patologiczny świat polskiej polityki na szczeblu centralnym. A jak wygląda to na szczeblu lokalnym? Otóż wyłomu dokonano w Krakowie.
Źródło: DoRzeczy.pl
