Świat się wtedy złościł, że to chamski dowcip. Można uważać, że Trump się wydurnia lub głupio gada, ale nadal lepiej traktować go poważnie. Przeciwnicy lekceważą to, co mówi, a potem się okazuje, że on właśnie zrealizował te „głupoty”. Przykładem jest Grenlandia.
Podpisano umowę. Ameryka osiągnęła wszystkie swoje cele i nie zapłaci za to ani grosza. Trump proponował, że kupi wyspę, bo Ameryce potrzebny jest nieograniczony dostęp militarny do Grenlandii, poza tym USA musi kontrolować Chiny i Ruskich, którzy pchają się tam z inwestycjami w wydobycie minerałów strategicznych. Zaproponował, że wyspę kupi, i zagroził, że w razie konieczności zajmie teren siłą, oraz zawiadomił, że możliwe są negocjacje pomiędzy opcją zakupu a opcją siłowej aneksji.
I na czym stanęło? Ameryka dostała wszystko, czego chciała, i nie musi za to płacić ani grosza – złoty interes. Dania mogła wyspę sprzedać, zarobić krocie na swoje programy socjalne i spłatę długów, ale oddała wszystko darmo w zamian za zachowanie pozorów suwerenności – barany.
Wyspa nie zmienia formalnego statusu, a jednocześnie oddano Ameryce kontrolę nad całym terytorium w zakresie wojskowym, prawo budowania dowolnej liczby baz i instalowania dowolnego sprzętu, w tym Złotej Kopuły nad Ameryką i Kanadą. Dodatkowo Grenlandia/Dania traci prawo decydowania o zagranicznych inwestycjach – Stany Zjednoczone mogą blokować inwestycje np. rosyjskie lub chińskie. Umowę zawarto „na zawsze”, czyli nie ma nawet klauzuli „do odwołania” ani „na czas nieokreślony”. Czym to się różni od zakupu wyspy przez USA? Ceną. Zakup byłby za forsę. Czym to się różni od zajęcia wyspy siłą? Ceną. Zajęcie siłą kosztuje. Dania oddała darmo coś, za co mogła wziąć forsę.
***
Trumpa należy traktować poważnie, nawet gdy opowiada głupoty. Dlaczego? Bo on te swoje „głupoty” traktuje poważnie. Gdy mówił, że odzyska dla USA Kanał Panamski, retoryka była taka sama jak w przypadku Grenlandii. I co? Odzyskał. Na papierze strefa kanału należy jakoś tam do Panamy, ale gdy się wczytać głębiej w porozumienia, widać, że Ameryka odzyskała pełną kontrolę. Dowodem pełnej kontroli jest to, że Chińczycy się zwinęli. Kontrolowali kanał, a teraz już nie kontrolują i wszyscy się cieszymy z tego faktu, no ale mało kto się cieszy publicznie, bo taka radość wygląda jak popieranie agresywnych „głupot” Trumpa.
***
Kolejny przykład to Wenezuela. Gdy Trump opowiadał, że obie Ameryki od Ziemi Ognistej po Alaskę to strefa wpływów USA i wszystkie inne wpływy zostaną usunięte, wielu traktowało to jak buńczuczną retorykę bufona. I co? Ruscy i Chińczycy musieli Wenezuelę opuścić, więźniowie polityczni zostali wypuszczeni, a komunistyczna pani prezydent Wenezueli jest w tej chwili uległym sojusznikiem rządu Stanów Zjednoczonych. Jej rola jest mniej więcej taka jak rola premiera Tuska wobec Niemiec. Marionetka, samochodzik zdalnie sterowany, tresowany pudelek – Państwo sobie sami wybiorą stosowne porównanie.
***
Po przejęciu Grenlandii, Wenezueli i Kanału Panamskiego Stany Zjednoczone pracują nad przejęciem Kuby. Możemy oceniać retorykę Trumpa w tej sprawie jako „wolne żarty”, ale nadal należy do tych żartów podchodzić poważne. Kanada jako 51. stan USA – ten pomysł też lepiej traktować poważnie. Jako plan działania, a nie jako głupoty. Aby chronić własne bezpieczeństwo za pomocą Złotej Kopuły, Stany Zjednoczone muszą kontrolować terytorium Kanady (i Grenlandii). Kropka. Skoro muszą, to będą. Proszę popatrzeć na mapę – co tam jest na północ od Kanady? Rosja. Aha. A Złota Kopuła ma chronić USA przed atakiem czyich rakiet? Ruskich. Aha.
***
No i przypomnijmy sobie reakcje ogółu na pomysł Trumpa, by obok Sił Powietrznych USA stworzyć też Siły Kosmiczne. Wtedy był śmiech na sali. A gdy pokazano mundury skopiowane z popularnego serialu SF, śmiech zmienił się w rechot. Można rechotać, ale nadal lepiej traktować pomysły Trumpa poważnie. Bo my się śmiejemy, a USA wciela te pomysły w życie. Co konkretnie robią teraz? Elon Musk ma sieć satelitów Starlink. Globalny dostawca Internetu. Możesz się podłączyć z terytorium, gdzie nic innego nie działa – w okopach na froncie lub z bezludnej wyspy na Pacyfiku.
Elon Musk ma fabrykę rakiet do wynoszenia satelitów na orbitę. Firma Muska weszła do współpracy z firmami, które planują umieszczenie w kosmosie sieci satelitów spiętych w duże grupy, i tam będzie centrum przetwarzania danych obsługujące sztuczną inteligencję. Czemu na orbicie? A choćby dlatego, że tam jest zimno. I trudniej rozwalić tam niż na Ziemi. W przedsięwzięciu niestety uczestniczy Bill Gates (człowiek groźny: syntetyczne mięso, zmutowane komary roznoszące szczepionki, a teraz sztuczna inteligencja na orbicie). Czyli wczoraj śmieszyły nas Siły Kosmiczne jako głupi pomysł bufona, a dzisiaj dowiadujemy się, że te siły mają się zajmować zabezpieczaniem sztucznej inteligencji w kosmosie.
***
Należę do tych, którzy nie dowierzają ani w amerykańskie lądowanie na Księżycu, ani w niedawny lot dookoła Księżyca, ale jeżeli na Księżycu da się lądować, jeżeli da się tam zainstalować te kolosalne centra przetwarzania danych, które na razie są budowane na Ziemi i które są obiektem narastających protestów społecznych w USA, a docelowo być może ludzie na Ziemi zaczną te centra niszczyć, to… jak zwykli obywatele mieliby zniszczyć gniazdo sztucznej inteligencji wybudowane na Księżycu i chronione przez Stany Kosmiczne?
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
