Nie prowadziłeś samochodu, a zapłacisz 7500 zł? Rząd szykuje nowe przepisy

Nie prowadziłeś samochodu, a zapłacisz 7500 zł? Rząd szykuje nowe przepisy

Dodano: 
Fotoradar
Fotoradar Źródło: PAP / Marcin Bielecki
Ministerstwo Infrastruktury szykuje poważne zmiany w systemie egzekwowania mandatów z fotoradarów.

Resort infrastruktury chce uszczelnić system karania kierowców za wykroczenia rejestrowane przez fotoradary. Obecnie właściciel samochodu, który otrzyma zawiadomienie, może przyjąć mandat, wskazać osobę prowadzącą pojazd lub odmówić jego przyjęcia. W przypadku aut służbowych, leasingowanych i wynajmowanych procedura często się wydłuża.

Jak podaje "Rzeczpospolita", rocznie urządzenia rejestrują ponad milion naruszeń przepisów drogowych. Problem w tym, że znaczna część spraw kończy się bez ukarania sprawcy.

Ministerstwo chce więc wprowadzić zasadę, zgodnie z którą jeśli w ciągu 30 dni od doręczenia zawiadomienia kierujący nie złoży odpowiedniego oświadczenia, odpowiedzialność finansowa spadnie na właściciela samochodu albo jego użytkownika ujawnionego w Centralnej Ewidencji Pojazdów.

Nawet 7500 zł kary. Nowe stawki mogą zaskoczyć kierowców

Proponowane sankcje nie będą zwykłymi mandatami, lecz karami administracyjnymi. Ich wysokość ma być znacznie większa od obecnych grzywien. Najwyższą sankcję, wynoszącą 7500 zł, przewidziano za przekroczenie dozwolonej prędkości o ponad 71 km/h.

Z kolei niezastosowanie się do sygnalizacji świetlnej ma skutkować karą 3000 zł. Za zignorowanie czerwonego światła na przejeździe kolejowym przewidziano 6000 zł.

Proponowane przepisy budzą jednak poważne wątpliwości, szczególnie wśród przedsiębiorców dysponujących dużymi flotami samochodowymi. Największe obawy zgłaszają przedsiębiorcy zajmujący się krótkoterminowym wynajmem samochodów. Obawiają się, że będą musieli płacić za wykroczenia popełnione przez klientów, a następnie samodzielnie dochodzić zwrotu pieniędzy.

"Państwo przerzuca obowiązek egzekucji kar na przedsiębiorców. Dla firm z sektora rent-a-car to może być śmierć" – ostrzega Paweł Piórkowski, prezes Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów, w rozmowie z "Rzeczpospolitą". Według przedstawicieli branży firmy dysponujące dużą liczbą samochodów otrzymują rocznie setki zapytań dotyczących wykroczeń. Po wprowadzeniu nowych przepisów mogłoby to oznaczać konieczność zapłacenia nawet kilku milionów złotych kar.

Przedsiębiorcy przewidują również, że nowe regulacje mogą doprowadzić do podwyżek cen wynajmu samochodów oraz ograniczenia dostępności usług carsharingowych.

Krytyczne opinie wyrażają także eksperci prawa drogowego. Wskazują, że właściciel samochodu nie zawsze ma możliwość zmuszenia faktycznego kierowcy do złożenia wymaganego oświadczenia, choć to od tego dokumentu może zależeć, kto ostatecznie poniesie finansową odpowiedzialność.

Ministerstwo Infrastruktury przekonuje natomiast, że zmiany są konieczne, aby skuteczniej egzekwować odpowiedzialność za wykroczenia i poprawić bezpieczeństwo na drogach.

Źródło: rp.pl
Czytaj także