Tym razem zaczynamy od rządu. Wieść niesie, że Zły Donald z Sopotu bardzo mocno namawia Wielkiego Przewodniczącego Czao – znanego też jako marszałkissimus Czarzasty – żeby lewica poszła do wyborów na jednej liście. Powody są dwa. Po pierwsze, wciąganie Nowej Lewicy na wspólną listę z KO i PSL odrzuci wyborców PSL. Po drugie, gdyby lewice szły osobno, to ryzykują pozostanie pod progiem.
Tenże Tusk miał na pewnym zamkniętym spotkaniu powiedzieć, że dla niego punktem odniesienia nie jest już PiS. Że należy skupiać się na atakowaniu Brauna. PiS bowiem już nikt się nie boi, natomiast Brauna – owszem. To po pierwsze. Po drugie, atakowanie Brauna przez KO pompuje jego ugrupowanie, a to znaczy, że przy okazji tracą i Konfa Mentzenobosakowa, i PiS.
W PiS tymczasem zaskoczenie. Ludzie się zastanawiają, jak to jest, że kiedy atakują Brauna, to rośnie Mentzenowi. A jak atakują Mentzena – to rośnie Braunowi. Cóż, chcielibyśmy przypomnieć hasło: „Nie ma wroga na prawicy”, ale co tam będziemy wołać po próżnicy na puszczy.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
