Istnieją dwie perspektywy – pierwsza z nich to perspektywa, nad którą pochylają się eksperci od geopolityki i wojskowości, a zakłada ona, że prędzej lub później Wojsko Polskie będzie musiało, jak nieraz w historii, stanąć w obronie naszego państwa przed rosyjską agresją.
Druga perspektywa jest nieco bardziej przyziemna, bo dotyka naszego domowego piekiełka – ile w stanie są zrobić politycy, by utrzymać się przy władzy? Kiedy spojrzymy na koalicję rządzącą Polską z jej „demokracją walczącą”, „przestrzeganiem prawa, tak jak my je rozumiemy”, niepublikowaniem wyroków Trybunału Konstytucyjnego czy traktowaniem Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego jak „izby Schrödingera” (w zależności od sytuacji rząd Donalda Tuska bądź uznaje jej istnienie, bądź też nie), to zobaczymy polityków zdolnych do naginania oraz wykorzystywania prawa w każdy możliwy sposób, byle tylko był on z korzyścią dla Koalicji Obywatelskiej i jej junior partnerów.
Stan wojenny? Nie tak łatwo wprowadzić
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
