Przy czym warto zaznaczyć, że tak naprawdę nie wiemy, czy liczba takich zdarzeń znacząco odbiega od normy. Bardzo możliwe, że ulegamy medialnemu efektowi komory echa, wzmacnianemu jeszcze przez władzę, której zależy na pobudzaniu paniki różnymi metodami.
Pan premier grzmiał już, że absolutnie nie można zgodzić się na ułatwienie posiadania broni przez Polaków, wygadując przy tym koszmarne bzdury na ten temat. Pomijając zresztą fakt, że nie ma żadnego poważnego projektu, który proponowałby ustanowienie w Polsce "amerykańskich" reguł posiadania broni (w dodatku te reguły są odmienne w zależności od stanu), gdyby na przykład w Jarosławiu ktoś obecny podczas ataku ukraińskiego nożownika miał przy sobie broń palną i umiał się nią posługiwać w sytuacji stresowej – być może zabity ksiądz by żył.
