Do makabrycznego odkrycia doszło we wtorek, 13 października, na Osiedlu pod Dalnią w Kielcach. Wczesnym rankiem jedna z mieszkanek zauważyła ciało 55-letniego Andrzeja K. znajdujące się na balkonie mieszkania przy ulicy Jagiełły.
Mężczyzna wisiał na haku przeznaczonym do mocowania flagi. Jego ciało było widoczne z zewnątrz budynku. Jeszcze przed przybyciem służb jeden z przechodniów wykonał zdjęcie, które następnie pojawiło się w internecie.
Po interwencji policji i straży pożarnej dokonano kolejnego dramatycznego odkrycia. W mieszkaniu znajdowały się ciała trzech następnych osób. Ofiarami byli 52-letnia Monika K. oraz jej dwaj synowie: 16-letni Rafał i 18-letni Marcin.
Najpierw zginęła żona i synowie. Śledczy badają przebieg tragedii
Według wstępnej hipotezy śledczych Monika K. oraz jej synowie zginęli jako pierwsi. Następnie Andrzej K., podejrzewany o pozbawienie życia najbliższych, miał popełnić samobójstwo. Dokładne okoliczności śmierci czterech osób pozostają przedmiotem postępowania prowadzonego przez kielecką prokuraturę.
Funkcjonariusze zabezpieczyli ślady i przedmioty znajdujące się w mieszkaniu. Zarządzono również sekcje zwłok, które mają pomóc w ustaleniu przyczyn śmierci oraz chronologii wydarzeń. Na obecnym etapie nie wiadomo, co mogło doprowadzić do tragedii. Śledczy nie przedstawili też ostatecznych ustaleń dotyczących motywu działania 55-latka.
"Nic nie było słychać, nikt nie wołał o pomoc"
Mieszkańcy Osiedla pod Dalnią są wstrząśnięci wydarzeniami. Jak podkreślają w rozmowach z mediami, rodzina K. nie sprawiała wrażenia, by działo się w niej coś niepokojącego.
Jeden z sąsiadów wspomina, że domownicy prowadzili spokojne życie i nie zwracali na siebie szczególnej uwagi.
– "Nic nie było słychać, nikt nie wołał o pomoc. To była spokojna i cicha rodzina, czasem latem słyszeliśmy dźwięk muzyki dochodzące z ich mieszkania. Jeden z synów grał na instrumencie" – powiedział "Super Expressowi" mieszkaniec sąsiedniej klatki.
Nie wszyscy sąsiedzi zapamiętali jednak poniedziałkowy wieczór jako całkowicie spokojny.
Część mieszkańców przyznała, że słyszała nietypowe odgłosy dochodzące z mieszkania rodziny. Wówczas nikt nie przypuszczał, że mogły mieć związek z przemocą.
– "Były takie dźwięki, ale nawet nam przez myśl nie przeszło, że ktoś mógł dokonywać wtedy morderstwa. A na pewno nie Andrzej, to był taki spokojny i uśmiechnięty człowiek. Spotykaliśmy się na spacerach z psem. Był bardzo kulturalny i nie sprawiał wrażenia, jakby miał jakiekolwiek problemy" – relacjonował kolejny sąsiad.
Mieszkańcy wspominają 55-latka jako uprzejmego człowieka, którego często spotykali podczas spacerów z owczarkiem niemieckim.
Owczarek niemiecki pilnował ciał. Pies trafił do schroniska
W mieszkaniu znajdował się pies, suczka owczarka niemieckiego. Zwierzę przeżyło tragedię, ale straciło wszystkich swoich opiekunów. Jak relacjonuje "Super Express", pies pozostawał przy ciałach członków rodziny i nie pozwalał służbom na swobodne przeprowadzenie czynności. Konieczna okazała się pomoc pracowników Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt w Kielcach. Dopiero po zabezpieczeniu i zabraniu suczki funkcjonariusze oraz prokurator mogli kontynuować oględziny. Zwierzę zostało przewiezione do schroniska przy ulicy Ściegiennego. Pracownicy placówki opisują je jako przyjazne i chętnie nawiązujące kontakt z ludźmi.
