Uwaga! Zdybaliśmy białego wieloryba, okapi, jednorożca czy jak kto chce, Latającego Holendra! Zwierzę to zwie się pakt senacki. Wszyscy o nim mówią, nikt go nie widział. My widzieliśmy. To znaczy słyszeliśmy, jak wygląda pierwsza poważna przymiarka. Otóż podstawą paktu mają być okręgi, w których PiS zdobył fotele senatorskie. Plus 19 okręgów, gdzie prawica miejsc w Senacie nie zdobyła, ale za to Karol Nawrocki wygrał w drugiej turze, więc jest potencjał na zwycięstwo. Łączna liczba takich okręgów to już ponad połowa miejsc w przyszłym Senacie.
Słyszeliśmy również o pierwszych przymiarkach do tego, jak rozdzielić miejsca w pakcie senackim pomiędzy uczestników paktu. Otóż 17 miałby dostać PiS. Dziesięć – Konfederacja Dwojga Nazwisk Bosakomentzena. Sześć – STROP, czyli Rozwój Plus. Kilka trafiłoby do Korony Brauna. A co z resztą – zapytacie? Reszta to byłaby tzw. pula prezydencka. Nietrudno się zatem domyślić, gdzie wypracowano tę kompromisową propozycję.
Pakt senacki w takim kształcie oznacza oczywiście chryję w PiS, gdzie nie dość, że jest ponad trzydziestka senatorów i wszyscy marzą o reelekcji, to jeszcze naczelnik obiecał kilkunastu posłom, że tym razem będą startować do Senatu.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
