Kiedy zabijanie dzieci jest usprawiedliwiane. Przypadek Lindsay Clancy

Kiedy zabijanie dzieci jest usprawiedliwiane. Przypadek Lindsay Clancy

Dodano: 
Kobieta ciężarna, zdjęcie ilustracyjne
Kobieta ciężarna, zdjęcie ilustracyjne Źródło: Pixabay / OsloMetX/ Domena publiczna
Sprawa Lindsay Clancy nie jest pierwszym amerykańskim procesem, w którym matka oskarżona o zabicie własnych dzieci powołuje się na psychozę poporodową.

W dotychczasowych sprawach sądy i ławy przysięgłych różnie oceniały wpływ choroby psychicznej na odpowiedzialność karną: niektóre kobiety uznano za niepoczytalne, inne skazano za zabójstwo.

To właśnie porównanie wcześniejszych spraw pozwala lepiej zrozumieć znaczenie procesu Clancy. Nie chodzi przy tym o kwestionowanie realności psychozy poporodowej. Jest to poważne zaburzenie psychiczne, które może obejmować urojenia, halucynacje, dezorganizację myślenia i gwałtowne zmiany stanu psychicznego. Problem prawny dotyczy pytania – kiedy choroba może wyłączyć odpowiedzialność za zabicie dziecka i jak sąd ma rozstrzygnąć, czy w chwili czynu rzeczywiście doszło do takiego zerwania kontaktu z rzeczywistością, że sprawca nie może zostać uznany za odpowiedzialnego.

Proces Lindsay Clancy pokazał, jak trudna może być odpowiedź na to pytanie. We wrześniu ława przysięgłych nie osiągnęła jednomyślności. Wiemy dziś, że jedenastu z dwunastu ławników było gotowych uznać Clancy za nieponoszącą odpowiedzialności karnej. Jedna osoba się takiemu stanowisku sprzeciwiła. Sędzia ostatecznie ogłosił mistrial, czyli unieważnienie procesu z powodu braku jednomyślnego werdyktu.

Głębszy problem

Niedługo potem – 1 października – ten sam sędzia William Sullivan odrzucił także wniosek obrony o uznanie Clancy za niewinną z powodu niewystarczających dowodów. Uznał, że prokuratura przedstawiła materiał na tyle przekonujący, by bez skrupułów uznać kobietę odpowiedzialną za śmierć dzieci. Możliwość ponownego procesu pozostaje otwarta, a rozprawę dotyczącą dalszego toku sprawy wyznaczono na 2 listopada.

Ten wniosek obrony wskazuje, że sprawa ma także wyraźny wymiar moralny i polityczny. W obronie morderczyni uruchomiony został ruch manifestacyjny, a ławnik, który stanął po stronie argumentów prokuratury i nie wyraził zgody na uznanie niepoczytalności Clancy musiał się razem z rodziną ukrywać, ponieważ grożono mu śmiercią. Fakt domagania się przez obronę, by nie tylko uznać niepoczytalność morderczyni, ale wręcz stwierdzić jej niewinność, trzeba uznać za wyraźny głos w kierunku poszerzenia praw kobiet do dysponowania życiem swoich małoletnich dzieci. Sprawa, choć dość złożona pod względem procesowym, w wymiarze jej społecznego odbioru faktycznie dotyczy warunków usprawiedliwienia „aborcji postnatalnej”, choć takiego sformułowania nikt nie używa.

Nie każda choroba psychiczna oznacza niepoczytalność

Dla dalszych losów Clancy zasadnicze jest rozróżnienie choroby psychicznej i niepoczytalności. Obrona nie twierdziła, że kobieta chorowała jedynie na depresję albo że była w bardzo złym stanie psychicznym. Argumentowała, że cierpiała na psychozę poporodową i w chwili zabójstwa nie była zdolna do prawidłowej oceny rzeczywistości. Według obrony słyszała głosy, które nakazywały jej zabić dzieci i siebie. Widać jednak, że był to w znacznej mierze pretekst do utrwalenia w społecznej świadomości przekazu, że w pewnych okolicznościach kobieta może zabić swoje dzieci bez ponoszenia kary.

Z punktu widzenia prawa sama diagnoza choroby psychicznej nie przesądza o niepoczytalności, ale jest dobrym punktem wyjścia do prowadzenia procesu, który ma mieć także oczekiwany społeczny efekt. Sąd musi ustalić, czy w chwili popełnienia czynu choroba pozbawiła oskarżoną zdolności rozpoznania jego znaczenia lub pokierowania swoim postępowaniem.

W procesie ścierały się przede wszystkim opinie biegłych. Eksperci obrony wskazywali na ciężkie objawy psychotyczne, natomiast specjaliści powołani przez prokuraturę zwracali uwagę na okoliczności świadczące o przygotowaniu zbrodni. Clancy twierdziła, że podczas epizodu psychotycznego usłyszała męski głos nakazujący jej zabicie dzieci. Głos miał zamilknąć po dokonaniu czynu i nigdy więcej się nie pojawić. Psychiatrzy kwestionowali tę relację, wskazując, że taki przebieg psychozy budzi wątpliwości.

Procesy z psychozą poporodową w tle

Spójrzmy w przeszłość. Badanie opublikowane w "Journal of the American Academy of Psychiatry and the Law" objęło 34 amerykańskie sprawy matek oskarżonych o zabójstwo dzieci poniżej pierwszego roku życia, w których obrona powoływała się na chorobę psychiczną. Wśród 26 spraw rozpatrywanych według jednego z obowiązujących w USA kryteriów niepoczytalności w 12 przypadkach sąd uznał oskarżone za niepoczytalne, a w pozostałych 12 wydał wyroki skazujące. W siedmiu sprawach ocenianych według innych kryteriów trzy kobiety uznano za niepoczytalne, a trzy skazano. We wszystkich przypadkach zakończonych takim rozstrzygnięciem występowała ostra psychoza, najczęściej poporodowa. Sama depresja, zaburzenia osobowości czy inne problemy psychiczne zazwyczaj nie wystarczały do uznania niepoczytalności.

Andrea Yates, która w 2001 r. utopiła pięcioro dzieci, została początkowo skazana, lecz po ponownym procesie w 2006 r. uznano ją za niepoczytalną. Obrona przekonywała, że działała pod wpływem urojeń i wierzyła, że ratuje dzieci przed wiecznym potępieniem. Sheryl Lynn Massip, która w 1987 r. zabiła sześciotygodniowego syna, została skazana przez ławę przysięgłych, ale sędzia później uchylił werdykt i uznał ją za niepoczytalną. Odmiennie zakończyły się sprawy Karen Rae Mitchell, która mimo udokumentowanych problemów psychicznych została skazana na 20 lat więzienia, oraz Carol Coronado. Ta ostatnia w 2014 r. zabiła trzy córki; choć psychiatrzy obrony rozpoznali u niej psychozę poporodową, sąd uznał ją za poczytalną i skazał na trzy dożywotnie kary bez możliwości zwolnienia warunkowego. W sprawie Michelle Tiffany z Idaho sąd uznał z kolei, że sama diagnoza depresji poporodowej nie dowodziła utraty świadomości skutków działania.

Przypadki te pokazują, że diagnoza psychiatryczna nie przesądza o wyniku procesu. Rozstrzygnięcia zależą od oceny dowodów i tego, czy stan oskarżonej spełnia prawne kryteria niepoczytalności. Jednocześnie niemal połowa spraw w analizowanym badaniu zakończyła się takim rozstrzygnięciem, a w literaturze prawniczej pojawiły się propozycje wyodrębnienia przestępstwa dzieciobójstwa, by odejść od alternatywy między pełną odpowiedzialnością za zabójstwo a niepoczytalnością. W pewnej przynajmniej mierze tego rodzaju propozycję trzeba uznać za konstrukcję prawną, w której dzieci są uznawane za ofiary mniej ważne lub o ograniczonej godności osobowej.

Gdzie zaczyna się problem z "rozszerzaniem granic"?

Czy wobec różnorodności wyroków obawa przed rozszerzaniem znaczenia obrony psychiatrycznej w przypadku mordu na dzieciach jest pozbawiona podstaw? Bez wątpienia, każdy precedens składa się na prawdopodobieństwo przyszłych orzeczeń. A im młodsza jest ofiara i im bardziej oczywista wydaje się obowiązująca rodzica odpowiedzialność za jej bezpieczeństwo, tym mocniej rozstrzygnięcie o niepoczytalności może zostać odebrane jako przesunięcie akcentu z ofiary na sprawcę. Tym bardziej, że – jak pokazał proces Clancy – mamy do czynienia z materią, w której trudno o precyzyjne rozstrzygnięcia, jak również oddzielenie od presji społecznej.

Przy okazji procesu Clancy setki kobiet demonstrowały przed sądem, wyrażając poparcie dla oskarżonej, tak jakby cierpienie i los jej dzieci nie miał znaczenia. Wrażenie istnienia podobieństwa pomiędzy tymi demonstracjami, a demonstracjami za radykalną swobodą aborcji jest trudne do zignorowania. W obu przypadkach chodziło o usprawiedliwienie zabijania dzieci, które ignoruje jakiekolwiek okoliczności poza wolą kobiety. Komentatorzy zwracali uwagę, że w centrum sprawy powinny znajdować się raczej losy trójki zamordowanych dzieci, tymczasem aktywnie próbowano ze sprawczyni zrobić ofiarę.

Nie ma na dziś podstaw, aby twierdzić, że amerykańskie sądy systematycznie rozszerzają zakres niepoczytalności, co zresztą potwierdza dotychczasowy przebieg procesu Lindsay Clancy. Jednocześnie można zauważyć pracę środowisk feministycznych, by tego rodzaju rozszerzenia zaczęły mieć miejsce. Niestety w procesie Clancy pewne cele, odnoszące się do nastrojów społecznych zostały osiągnięte, im bowiem więcej uwagi poświęca się okolicznościom dotyczącym dorosłego, tym większe jest ryzyko, że sama ofiara zacznie występować w tej historii przede wszystkim jako element jego tragedii.

W przypadku małego dziecka problem jest szczególnie wyraźny. Niemowlę, czy nawet kilkuletnie dziecko, choć jest autonomiczną osobą, nie może w pełni i skutecznie artykułować swoich interesów. Nie jest też zdolne do samodzielnego zabezpieczenia własnego życia, które zależy od dorosłych. Im młodsze dziecko, tym większa jest ta zależność. Dziecko nie może być mniej chronione dlatego, że nie posiada jeszcze tych zdolności, które współczesna kultura szczególnie wysoko ceni: samodzielności, świadomości własnych interesów, zdolności podejmowania decyzji czy planowania przyszłości. Tak naprawdę konstatacja ta powinna odnosić się również do okresu prenatalnego, kiedy dziecko rozwija się w łonie matki i pozostaje od niej w największym stopniu zależne.

Tymczasem właśnie takie kryteria odgrywają istotną rolę w części współczesnej filozofii moralnej coraz mocniej przenikające do polityk publicznych państw, ale i mentalności społeczeństw. Peter Singer, jeden z najbardziej wpływowych przedstawicieli utylitaryzmu, od lat kwestionuje pogląd, że samo człowieczeństwo wystarcza do przypisania wszystkim ludziom jednakowego statusu moralnego. Znaczenie moralne wiąże on m.in. ze zdolnością odczuwania, samoświadomością oraz możliwością formułowania własnych planów i interesów. Z takiej perspektywy noworodek nie zajmuje w hierarchii statusów moralnych takiej samej pozycji jak świadomy siebie dorosły. Niestety Singer nie jest jedyny, a etyka utylitarna stała się jednym z najbardziej wpływowych ujęć we współczesnej akademickiej filozofii moralnej.

W sprawach takich jak Clancy nie wystarczy patrzeć na kwestię rozszerzania lub zwężania odpowiedzialności wyłącznie z perspektywy sprawcy, który dysponuje całym arsenałem przekonywania o swojej racji. Także jeśli jest ona oparta na kłamstwie. Trzeba również pytać, co oznacza ona dla ofiary – w sensie jednostkowym, ale także szerszym, dla jej statusu moralnego, który przynajmniej w sensie praktycznym bywa pochodną statusu społecznego. Singer stwierdza, że w pewnych okolicznościach życie dziecka może być mniej warte od życia kurczaka lub psa. Wielu dąży do tego by takie sądy stały się normą. Wielu dąży do tego by takie sądy stały się normą. I to już nawet nie tylko w prenatalnej fazie rozwoju dziecka, ale i po urodzeniu.

Tekst powstał w ramach programu analiz Instytutu Ordo Iuris.

Autor: Tomasz Rowiński
Źródło: DoRzeczy
Czytaj także