Chiny poniżej poprzeczki
  • Maria KądzielskaAutor:Maria Kądzielska

Chiny poniżej poprzeczki

Dodano: 
Flaga Chin
Flaga Chin Źródło: PAP/EPA / JESSICA LEE
TERAZ AZJA W marcu Pekin obniżył cel wzrostu do najniższego poziomu od 1991 roku, a w drugim kwartale i tak go nie osiągnął. Po siedmiu miesiącach wiadomo już, kto trzyma chińską gospodarkę na powierzchni: fabryki pracujące na eksport, w dużej mierze do Europy.

19 października chiński urząd statystyczny podał dane za trzeci kwartał: gospodarka urosła o 4,5 procent. To więcej niż w drugim kwartale, kiedy wzrost wyniósł 4,3 procent, najmniej od ponad trzech lat, ale wciąż na dolnej granicy celu, który premier Li Qiang ogłosił w marcu: 4,5 do 5 procent, najniżej od 1991 roku. Wtedy nazywano to w Pekinie realizmem. Po dwóch kwartałach widać, że nawet ten realizm był zbyt optymistyczny.

Dobry początek, słabszy ciąg dalszy

Rok zaczął się nieźle: pierwszy kwartał przyniósł równe 5 procent, głównie dzięki eksportowi wyprzedzającemu kolejne amerykańskie cła. Potem para uszła. Konsumpcja osłabła, gdy wygasły dopłaty do wymiany sprzętu AGD i samochodów, a inwestycje prywatne dalej spadały. Pod koniec września Pekin ogłosił kolejny pakiet: celowane obniżki stóp i dopłaty do kredytów hipotecznych, a na początku października uwolnił 550 miliardów juanów z niewykorzystanych limitów długu, żeby ratować samorządy i finansować infrastrukturę.

Międzynarodowy Fundusz Walutowy w opublikowanym raporcie obniżył prognozę dla Chin do 4,5 procent w tym roku i 4 procent w przyszłym. Powody są te same, co w lutym: słaba konsumpcja, kurczące się inwestycje i upadający rynek nieruchomości. Fundusz dodał tylko, że „solidny eksport tylko częściowo to równoważy”. Michelle Lam z Société Générale uważa, że w tym roku Pekin jeszcze zmieści się powyżej kreski, ale prawdziwe kłopoty zaczną się w 2027 roku.

Mieszkania tanieją czwarty rok

Najtwardsze dane wciąż przychodzą z rynku mieszkaniowego. Ceny nowych mieszkań w siedemdziesięciu największych miastach spadały w sierpniu o 3 procent rok do roku i o 0,1 procent miesiąc do miesiąca, czyli nieprzerwanie od wiosny 2023 roku. Inwestycje deweloperskie skurczyły się w pierwszych siedmiu miesiącach o 19 procent, a liczba nowych budów o jedną czwartą. Według Banku Rozrachunków Międzynarodowych realne ceny mieszkań są dziś niżej niż w 2005 roku. Dwadzieścia lat wzrostu zostało wymazanych.

Za nim idzie dług. Samorządy, które przez dekadę żyły ze sprzedaży gruntów, straciły to źródło i tną wydatki akurat wtedy, gdy Pekin apeluje o pobudzanie konsumpcji. Po doliczeniu zobowiązań samorządowych spółek inwestycyjnych, w stosowanym przez MFW ujęciu rozszerzonym, dług publiczny Chin przekracza 120 procent PKB. Trwająca od 2023 roku zamiana ukrytych zobowiązań na jawne obligacje obniża odsetki, ale niczego nie umarza.

Deflacja skończyła się przez wojnę

Ceny producentów, które spadały przez 41 miesięcy z rzędu, od marca rosną, a we wrześniu skoczyły o 5 procent rok do roku, najmocniej od czerwca 2022 roku. Tylko że to nie zasługa chińskich konsumentów. To skutek wojny z Iranem i blokady cieśniny Ormuz, które wywindowały ceny ropy i węgla. Drożeją surowce i materiały, o 6,5 procent, a ceny dóbr konsumpcyjnych wychodzących z fabryk wciąż spadają. Inflacja konsumencka wyniosła we wrześniu 0,9 procent, daleko od celu „około 2 procent”. Chińscy ekonomiści mówią o gospodarce „gorącej na górze, zimnej na dole”: fabryki płacą więcej za energię, ale nie mogą podnieść cen, bo brakuje chętnych.

Ile w tym wszystkim prawdy, też jest przedmiotem sporu. Rhodium Group, która od lat liczy chiński PKB na własną rękę, szacuje, że w 2025 roku gospodarka urosła realnie o 2,5 do 3 procent, nie o oficjalne 5. Michael Pettis z Uniwersytetu Pekińskiego pisał w kwietniu, że imponująca infrastruktura i postęp techniczny nie przeczą przeinwestowaniu, bo Związek Radziecki, Brazylia i Japonia też je miały, zanim przyszło bolesne rozliczenie długów. Eswar Prasad z Uniwersytetu Cornella, były szef działu chińskiego w MFW, mówi wprost: spadające inwestycje i słaba konsumpcja gospodarstw domowych czynią Chiny coraz bardziej zależnymi od eksportu, a to nie do utrzymania ani dla Chin, ani dla świata.

Rachunek dla Polski

Trudności chińskiej gospodarki odbijają się echem również nad Wisłą. Wrześniowa nadwyżka handlowa Chin znów przebiła prognozy i kraj jest na dobrej drodze, by pobić zeszłoroczny rekord 1,2 biliona dolarów. Rynek amerykański zamknęły cła, więc nadmiar trafia do Europy. Według GUS od stycznia do sierpnia Polska sprowadziła z Chin towary za niemal 180 miliardów złotych, czyli 16 procent całego importu. Przewaga Niemiec, które wciąż są największym dostawcą, stopniała do 2,5 punktu procentowego. Polski deficyt w handlu zagranicznym, 28 miliardów złotych, to w praktyce deficyt z Chinami.

Chiny idą dziś drogą Japonii z lat dziewięćdziesiątych. Tam też pękła bańka na rynku nieruchomości, a rząd przez lata udawał, że straty same znikną: nie zmuszał banków do spisania złych kredytów, nie pozwalał upaść deweloperom i nie powiedział podatnikom, ile ich to będzie kosztować. Zamiast jednej straconej dekady Japonia dostała trzy. Pekin robi dokładnie to samo. Przyznał, że wzrost będzie wolniejszy, ale nadal nie zdecydował, kto pokryje straty: banki, samorządy, deweloperzy czy zwykli Chińczycy, którzy ulokowali oszczędności w mieszkaniach. Chińska partia rządzi na podstawie jednej obietnicy: że każdy kolejny rok będzie lepszy od poprzedniego. Pytanie, jak długo ta obietnica wytrzyma.

Źródło: DoRzeczy
Czytaj także