Jednak z powodu samej natury tej formacji albo nie zabierają głosu (z wyjątkiem pojedynczych, chronionych ustawowo związkowców), albo wolą odejść niż firmować kolejne wątpliwe poczynania. Na dodatek muszą widzieć, jak wraz z kolejnymi przychodzącymi do policji pokoleniami funkcjonariuszy anihilacji ulega jakikolwiek etos tej formacji. Musi to działać bardzo zniechęcająco. W ten sposób pieniądz gorszy wypiera lepszy, a jeśli dodać do tego cechy pokoleniowe nowych funkcjonariuszy, obraz staje się jeszcze gorszy.
Gdy idzie o reakcje na działania policji, role odwróciły się według plemiennego schematu. Przed 2015 r. policja była, zdaniem sympatyków PiS, narzędziem opresyjnego państwa, urządzającym prowokacje podczas Marszu Niepodległości (które to twierdzenie miało zresztą mocne podstawy, ale jakimś cudem nikt za to pod objęciu władzy przez PiS nie odpowiedział). Według ówczesnej opozycji – działała znakomicie. Po 2015 r. narracje się odwróciły. Zdaniem sympatyków PO policja stała się brutalnym narzędziem kaczystowskiego reżimu, tłumiącym uzasadnione, demokratyczne protesty – czy to pod Sejmem, czy pod TVP. No i oczywiście uderzającym w strajk kobiet. Swego rodzaju sierotą, gdy idzie o te oceny, pozostał jedynie Marsz Niepodległości z 2020 r., gdy policja uderzyła – łamiąc przepisy i własne procedury – na przypadkowe osoby.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
