Weekend 9–11 października był pod tym względem w polskich kinach symboliczny. Jednocześnie weszły na ekrany aż trzy filmy, które łączą duże nazwiska, wielką pretensjonalność i polityczny przechył. Wszystkie są objawami ciężkiej choroby toczącej Hollywood. Oto ich tytuły: „Digger”, „The Social Reckoning: W sieci konsekwencji” oraz „Primetime”.
„Digger” to najnowszy film w reżyserii Alejandro Gonzáleza Iñárritu, autora nagrodzonych Oscarami filmów „Birdman” (2014) i „Zjawa” (2015). Wcześniej nominowany był do Oscara za „Babel” (2006). Po debiutanckim „Amores perros” (2000) obwołano go jednym z najbardziej obiecujących reżyserów, w latach 2014–2015 był u szczytu sławy. W kolejnej dekadzie milczenie przerwał tylko raz, kręcąc dla Netflixa film „BARDO, fałszywa kronika garści prawd” (2022). „Digger” miał być powrotem w wielkim stylu i z wielkimi gwiazdami na pokładzie. Gwiazdy dopisały, reszta już się nie zgadza. W roli głównej pojawił się Tom Cruise, któremu na ekranie partnerowali John Goodman czy Sandra Hüller, oklaskiwana w ostatnich latach (słusznie) za świetne role w filmach „Strefa interesów”, „Anatomia upadku” czy „Ojczyzna”.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
