TOMASZ ZBIGNIEW ZAPERT: Aleksander Rowiński i Adam Stawicki napisali – używając terminologii filmowej – prequele sienkiewiczowskiej „Trylogii”, Andrzej Stojowski jej sequel, a pan postanowił kontynuować dzieje bohatera „Lalki”. Nie obawiał się pan podejmować tak karkołomnego zadania?
BOGUMIŁ WÓJCIK: To oczywiste, że rozpoczynając pracę nad „Wokulskim”, miałem pewne obawy, lecz fascynacja postacią Stanisława Wokulskiego i chęć wypełnienia literackiej luki zwyciężyły.
Przystępując do pracy nad „Wokulskim”, miałem pełną świadomość, jak trudnego zadania się podejmuję. Bolesław Prus stworzył arcypowieść, która wrosła w polską kulturę, a otwarte zakończenie „Lalki” od pokoleń działa na wyobraźnię czytelników. Każdy z nas ma w głowie własną wersję dalszych losów Wokulskiego – jedni widzą go ginącego w ruinach zamku w Zasławiu, inni w Paryżu w laboratorium prof. Geista, a jeszcze inni wierzą, że zaczął wszystko od nowa.
Na pewno wyzwaniem było stworzenie wiarygodnego portretu psychologicznego Wokulskiego – człowieka zawieszonego między romantyzmem a pozytywizmem. Język książki miał w moim zamyśle oddać ducha XIX-wiecznej Warszawy, aczkolwiek nie popadać w sztuczną archaizację.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
