Średni wynik jeszcze nigdy nie był tak niski. Dotyczy to też Polski, która nie odbiega od ogólnej tendencji, bo należy do krajów z najniższym wskaźnikiem urodzeń na kontynencie. Odpowiedź politycznych elit? Szerszy dostęp do aborcji, kolejne ustawy znoszące obronę życia dzieci nienarodzonych.
W Europie proaborcyjny radykalizm sprawia, że w kolejnych państwach podnosi się granicę, kiedy to wolno zabić dziecko w łonie matki. W Polsce koalicja rządowa chce iść dokładnie w tę samą stronę, tyle, że pierwszym krokiem jest doprowadzenie do aborcji na życzenie. Innymi słowy: zachodnie elity polityczne, w tym polskie, robią wszystko, żeby katastrofę pogorszyć. I to mimo pełnej, wieloletniej wiedzy o dramatycznej sytuacji demograficznej. Gorzej: chociaż dzięki postępom medycyny coraz łatwiej można uratować życie dzieci w coraz wcześniejszej ciąży, chociaż coraz więcej danych pokazuje, że poczęte dziecko to nie bezosobowy płód czy gruczoł, ale właśnie człowiek, to prawodawstwa państw europejskich zmierzają do …wydłużenia okresu, w którym tych ludzi wolno bezkarnie zabijać.
Co do katastrofy demograficznej wątpliwości nie ma. Cytuję za portalem gazeta.pl (specjalnie wybrałem źródło, które nie można podejrzewać o pronatalistyczny przechył). „Współczynnik dzietności w UE w 2024 roku spadł do poziomu 1,34 dziecka na kobietę, podał Eurostat 27 października. To najniższy wynik od 2001 roku, gdy zaczęto zbierać statystyki. Od tego czasu ani razu w całej UE wskaźnik nie dobił do poziomu zastępowalności pokoleń, który wynosi 2,1. Przez cały badany okres najwyższy wynik wyniósł 1,57”.

