Rok 1962 był dla Wielkiej Brytanii przełomowy.
Od imperium oderwały się kolejne kolonie, Beatlesi nagrali pierwszy album, na scenie zadebiutowali Stonesi, pod kinami ustawiały się kolejki, gdyż na ekranach pojawił się „Doktor No” inicjujący serię widowisk o przygodach Jamesa Bonda. Przyszły noblista Harold Pinter przerabiał zaś minipowieść Robina Maughama na scenariusz filmowy.
„Służący” ma wielu antenatów. Motyw niewolnika mądrzejszego od swego pana eksploatowali już autorzy antycznych komedii. U Maughama/Pintera humor jest żrący jak kwas solny, a diagnoza bezlitosna. Hugo Barrett nie przypomina Figara czy Kubusia Fatalisty.
Recenzja została opublikowana w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy .
© ℗
Materiał chroniony prawem autorskim.
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
