Lwów to nie tylko Piemont ukraińskiego nacjonalizmu. To także nieformalna stolica ukraińskiego antypolonizmu. Z jednej strony, miasto od zawsze pełne jest polskich turystów i na nich otwarte. Z drugiej strony, turystom tym oferuje popkulturowy banderyzm, przejawiający się w nazwach ulic, pomnikach, asortymencie pamiątek, wystroju popularnych restauracji. Lwów dumny jest z Bandery i Szuchewycza. A ostatnio wraca do tradycji nieco starszych, ale również (choć nie równie) antypolskich.
Walki o Lwów
Na początku października na ulicach Lwowa można było przenieść się w czasie ponad 100 lat wstecz. W mieście kręcono bowiem sceny do serialu historycznego „Skrzydlate Lwy”. Jego fabuła opowiada o polsko-ukraińskich walkach o Lwów. Przypomnijmy: 1 listopada 1918 r. wybuchła wojna odradzającego się państwa polskiego z Zachodnioukraińską Republiką Ludową. W naszej historii zapisało się bohaterstwo Orląt Lwowskich. I wydawało się, że akurat tamten okres nie będzie dzielił Polski i Ukrainy.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.

