Jak opisuje "Rzeczpospolita", proces już się rozpoczął, a jego skutki mają być coraz bardziej odczuwalne w ciągu najbliższych pięciu lat.
Mieszkań przybywa, ale brakuje kupujących
"Rzeczpospolita" podaje, że problem zaczyna być widoczny przede wszystkim w mniejszych miastach, liczących od 50 do 100 tys. mieszkańców. Znaczna część odziedziczonych nieruchomości znajduje się w blokach z wielkiej płyty, często w trzy- lub czterokondygnacyjnych budynkach bez windy. Spadkobiercy, najczęściej dzieci i wnuki dotychczasowych właścicieli, mieszkają często w dużych miastach lub na obrzeżach metropolii. Nie zamierzają wracać do rodzinnych miejscowości, dlatego wystawiają odziedziczone mieszkania na sprzedaż.
Z rozmów z pośrednikami wynika, że już teraz znalezienie nabywców na takie nieruchomości bywa trudne. W dużych miastach podobne lokale mogłyby cieszyć się zainteresowaniem, jednak w mniejszych ośrodkach popyt jest znacznie słabszy.
Ponad milion osób naturalnego ubytku ludności
"Rzeczpospolita" przytacza dane GUS, zgodnie z którymi w latach 2020–2025 naturalny ubytek ludności Polski wyniósł około 914,6 tys. osób. W pierwszym półroczu 2026 roku liczba zgonów przewyższyła liczbę urodzeń o kolejne 95,5 tys. Łącznie daje to około 1,01 mln osób. W samym 2025 roku zmarło w Polsce około 406 tys. osób. Według prognoz GUS liczba zgonów będzie stopniowo rosła jeszcze do połowy lat 40. XXI wieku. Obecnie w Polsce żyje około 9 mln osób w wieku poprodukcyjnym, czyli niemal jedna czwarta mieszkańców kraju.
Jak informuje dziennik, pojawiają się szacunki mówiące o 80–120 tys. odziedziczonych mieszkań, które mogłyby trafiać na rynek rocznie.
W tych miastach ceny mogą mocno spaść
Największe spadki cen mogą wystąpić w mniejszych miejscowościach, które systematycznie tracą mieszkańców. Rosnąca liczba odziedziczonych lokali będzie tam konkurować o coraz mniejszą grupę kupujących. Według danych GUS, na które powołuje się dziennik, mieszkańców tracą między innymi Gorzów Wielkopolski, Kielce, Bydgoszcz, Opole, Olsztyn oraz Łódź.
"Rzeczpospolita" wskazuje jednocześnie, że skutki zwiększonej podaży odziedziczonych mieszkań będą różne w zależności od lokalnego rynku. W dużych miastach, które przyciągają nowych mieszkańców i mają rozwinięty rynek najmu, dodatkowe lokale mogą zostać wchłonięte bez większego wpływu na ceny.
