Jak podaje RMF FM, Polska jest nawet gotowa zablokować unijny budżet, gdyby pojawiło się zielone światło dla jego finansowania właśnie z ETS-u.
– Jeżeli w Brukseli nie rozumieją jeszcze naszego sprzeciwu, to mogą się zdziwić, gdy zablokujemy budżet – mówi radiu źródło rządowe. Stacja podkreśla, że słowa znalazły potwierdzenia w innych rozmowach jej reporterki. – Na razie nie ma sygnałów, które wskazywałyby, że Warszawa mogłaby zaakceptować przekazywanie części wpływów z emisji CO₂ do unijnego budżetu – przekazał unijny dyplomata. Oznacza to, że Polska nie zamierza podjąć ustępstw w sprawie ETS.
Tego chce KE: Ponad miliard euro rocznie z polskiej kasy do Brukseli
Komisja Europejska chce natomiast, by 30 proc. dochodów z ETS zasiliło unijny budżet. W przypadku Polski, do Brukseli trafiałby ponad miliard euro rocznie. "Takie rozwiązanie byłoby trudne do obrony także w krajowej debacie, zwłaszcza że ustawę wprowadzającą nowe źródła dochodów unijnego budżetu musiałby podpisać prezydent Karol Nawrocki, który jest stanowczym przeciwnikiem ETS-u" – podaje RMF24.
Irlandzka prezydencja zaproponowała stopniowe wprowadzanie nowej stawki dla państw korzystających z Funduszu Modernizacyjnego, wspierającego transformację energetyczną. Warszawa uznaje jednak tę ustępstwo za niewystarczające. – Jeżeli w Brukseli nie rozumieją jeszcze naszego sprzeciwu, to mogą się zdziwić, gdy zablokujemy budżet – ostrzegł jeden z przedstawicieli polskiego rządu w rozmowie z RMF FM.
Polska popiera jednak opłatę graniczną uwzględniającą emisję CO2, a także wkłada dużych przedsiębiorstw. Wątpliwości Warszawy budzi również kwestia opłaty od elektroodpadów, co do której sprzeciw wyraża branża AGD, a także sprawa przekazywania do budżetu UE części wpływów z akcyzy tytoniowej, które dziś zasilają budżety państw członkowskich.
Czytaj też:
Olbrzymie wydatki UE. Jest propozycja delikatnej korekty projektu budżetu Czytaj też:
Szokujące plany rządu. Wzrost opłat i wyższe rachunki za prąd
