Publicysta "Do Rzeczy" Łukasz Warzecha był uczestnikiem wyjazdu studyjnego dla dziennikarzy. Po polskiej stronie zaprosiło go Centrum Mieroszewskiego, zaś po ukraińskiej – Instytut Ukraiński. Jednak z niewyjaśnionych do tej pory powodów, ukraińska straż graniczna zatrzymała paszport naszego dziennikarza.
"Trwają jakieś działania. Starszy stopniem przepytał mnie, po co jadę. Po kolejnych 30 minutach inny strażnik kazał mi zabrać moje rzeczy i przejść z busa do strażnicy, gdzie posadził mnie w pustym pokoju i kazał czekać" – napisał Warzecha na portalu X po godz. 14.
Pomimo siedmiu godzin, publicysta "Do Rzeczy" czekał w tym samym pomieszczeniu na granicy. Nasza redakcja jest z nim w kontakcie. Łukasz Warzecha przekazał nam, że "różne osoby starają się umożliwić mu wjazd na teren Ukrainy". Według informacji, które otrzymał nieoficjalnie nasz publicysta, sprawa miała trafić na wyższy szczebel polityczny, ale pomimo tego, nic się nie zmieniło. Ostatecznie decyzją SBU, Łukasz Warzecha otrzymał trzyletni zakaz wjazdu na Ukrainę.
– Komuś w strukturach bezpieczeństwa Ukrainy bardzo zależy na tym, aby podważać budowanie lepszych relacji polsko-ukraińskich. Chciałem skonfrontować swoje poglądy z otwartymi politykami i liderami opinii na Ukrainie. Niestety, nie było mi to dane – mówi nam Łukasz Warzecha.
