T o pytanie dręczy naszą świadomość albo podświadomość nieraz i setki razy dziennie. Instynktownie oceniamy szanse (naukowo nazywane „prawdopodobieństwem” – ale bądźmy rozsądni i po męsku lakoniczni), że stawiając nogę na jezdni, zostaniemy potrąceni przez samochód – i jeżeli szansa na to jest zbyt duża – to tej nogi nie stawiamy.
Ogromna większość tych ocen odbywa się całkowicie podświadomie – zresztą jedno drugiego nie wyklucza. Gdy oceniamy szansę, że dziewczyna przyjmie pozytywnie nasze umizgi, to często zastanawiamy się nad tym świadomie, nieraz nawet głośno – ale też jednocześnie pracuje nad tym nasza podświadomość – i nigdy nie wiemy, w jaki sposób podjęliśmy decyzję.
Zastanawiają się nad tym psychologowie – zastanawiają się też specjaliści od TPD, czyli Teorii Podejmowania Decyzyj. To znaczy: zastanawiali się dawniej, kiedy nauka była jeszcze nauką. Tu dygresja. Dawniej „językoznawca” to był ktoś, kto znał się na tym, jak ludzie używają języków. Odkąd nauka została upaństwowiona (czyli przestała być „nauką”), językoznawca to człowiek, który poucza nas, jak mamy mówić – i wykorzystuje reżymowe szkoły, by zmuszać nas do mówienia tak, jak on uważa za słuszne. (Na szczęście istnieją jeszcze językoznawcy starej daty...).
