Łatwo to oczywiście powiedzieć w dobie emocjokracji. Należy jednak do tego dążyć, a więc trzeba odłożyć na bok bezproduktywne w gruncie rzeczy pokrzykiwania o postraszeniu „ruskich”, a nawet – teraz napiszę coś heretyckiego – wzniosłe inwokacje o obowiązku walki za ojczyznę. Naszym celem nie powinno być schlebianie jakimś książkowym ideałom, tylko stworzenie systemu, który będzie brutalnie skuteczny, czyli powiększy wartość bojową polskiej armii. Ta zaś nie wzrośnie od pohukiwania, żeśmy zwarci i gotowi.
W tej dyskusji brakuje takich wyliczeń. Tutaj ich też nie przedstawię, bo nie mam do nich narzędzi i danych, ale można przynajmniej wskazać, które punkty budzą uzasadnione wątpliwości i co należałoby sprawdzić.
Pomysły, aby przywrócić pobór i zasadniczą służbę wojskową w dawnej postaci, są niemal na pewno absurdalne z punktu widzenia ekonomicznej efektywności. Pobór w takiej formie oznaczałby bowiem trzy skutki. Wszystkie niekorzystne.
Po pierwsze – relacja wydatków na taką formę przeszkolenia wojskowego do osiągniętych z niej korzyści niemal na pewno byłaby fatalna.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
