W satyrycznej operetce Janusza Szpotańskiego „Zenon”, czyli towarzysz Kliszko, poucza „Gnoma”, Gomułkę: „stara zasada ci się tu przyda: gdy źle się dzieje, bij Żyda”. Oczywiście w dzisiejszym świecie kreuje się raczej innych wrogów, ale stara zasada pozostaje równie niezmienna, jak za czasów Nerona, gdy o spowodowanie klęski pożaru oskarżono chrześcijan, czy Jakuba I Stuarta, który angielską koronę zdobył dzięki wielkiemu procesowi czarownic, oskarżonych o wywoływanie magią klęsk żywiołowych i próbę ludobójstwa. Nawet Donald Tusk, choć z zawodu historyk, nie zdaje sobie prawdopodobnie sprawy, jak głęboko sięgającą w przeszłość tradycję ma prowadzona przez niego polityka „rozliczeń”.
Oczywiście Tusk nie jest z nią pierwszy nawet w krótkiej historii III RP. Leszek Miller przez pierwsze lata swego premierowania niemal w każdym wystąpieniu „jechał” po poprzednim, solidarnościowym premierze Jerzym Buzku jak po przysłowiowej burej suce, zrzucając nań winę za wszystkie niedomagania państwa, a Zjednoczona Prawica urządziła na inaugurację swej władzy sejmowy spektakl wyliczania przez ministrów odkrytych w objętych resortach nieprawidłowości i nadużyć.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.

