Według ostatniej listy najbogatszych ludzi świata magazynu „Forbes” urodzony w Leningradzie Pawieł Durow zajmuje odległą, 623. pozycję. Nie jest więc postacią, która stawałaby w szranki bezpośrednio z Elonem Muskiem czy Billem Gatesem, a mimo to stworzona przez niego platforma komunikacyjna wydaje się dla milionów ludzi na świecie szczególnie cenna.
W przeciwieństwie do zdecydowanej większości komunikatorów uruchomiony w 2013 r. Telegram nie tylko nie przeczesuje naszych prywatnych wiadomości przy pomocy rozmaitych algorytmów na użytek reklamodawców, lecz także szczyci się tym, że jeszcze nigdy nie przekazał żadnemu rządowi nawet bita danych na ten temat. Podobnie twierdzą wprawdzie dostawcy pozostałych popularnych aplikacji służących do przesyłania wiadomości, lecz Durow słysząc tego rodzaju opinie, niemal natychmiast ripostuje, że są one całkowicie wyssane z palca. W przypadku swojego największego konkurenta, komunikatora Signal, twierdzi on od lat, że za sfinansowaniem jego protokołu szyfrującego stoi amerykański rząd.
Miliard użytkowników
Kto tak naprawdę ma rację w wielkim sporze o prywatność i bezpieczeństwo komunikatorów?
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
