Wśród reakcji na wyniki boju o prezydenturę Krakowa wiele dziś prób deprecjonowania samego znaczenia tej rozgrywki. Słyszymy, że „wyniki wyborów samorządowych rzadko kiedy przekładają się na rozgrywkę ogólnopolską” lub że „efekty rywalizacji w dużej metropolii nijak się mają do walki o cały kraj”. Nagle zaroiło się od takich ultymatywnych opinii. Trudno nie odnieść wrażenia, że jest to swoista forma odreagowywania bardzo poważnej porażki Tuska pod Wawelem.
Pojedynek krakowski był najważniejszym testem siły politycznych ugrupowań jesienią równo 12 miesięcy przed najbliższymi wyborami do Sejmu. Jakie wnioski z tego spektaklu wyciągnąć można dla obecnej sytuacji samego Donalda Tuska, Koalicji 13 grudnia, lewicy i wreszcie prawej strony sceny politycznej.
Tusk coraz częściej chybia
Decyzja o wyznaczeniu Moniki Piątkowskiej na kandydatkę KO i PSL zapadła w Warszawie i można z dużą dozą pewności orzec, że podjął ją sam wielki Donald, być może z jakąś niewielką konsultacją Władysława Kosiniaka-Kamysza. Powtarza się schemat całkowitego już jedynowładztwa w podejmowaniu najważniejszych decyzji w KO.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
