Wywołana wojną przemoc nie ogranicza się do tego, co dzieje się na froncie. Żołnierz, wracający do cywila, zabiera ze sobą również traumę, jaką przeżył podczas walk. I często ją odreagowuje, stosując agresję. W mediach często mówi się o PTSD w przypadku rosyjskich weteranów. W dużej mierze dlatego, że narracja o „złych Rosjanach” jest bardziej poprawna politycznie. Są też dwie praktyczne przyczyny. Po pierwsze, Rosjanie częściej niż Ukraińcy rekrutowali na front więźniów, u których doświadczenie wojny tylko spotęgowało i tak już istniejące zamiłowanie do przemocy. Po drugie, z uwagi na lepszą sytuację demograficzną Putin może sobie bardziej niż Zełenski pozwolić na odsyłanie żołnierzy do cywila i wymianę mięsa armatniego na świeższe. Ukraińców po prostu mniej niż Rosjan wraca z frontu, w związku z czym przypadków przemocy jest mniej. Ale się zdarzają. Poza tym ukraińscy poborowi wiecznie w okopach siedzieć nie będą. W pewnym momencie wojna się skończy i wrócą do „normalnego” życia, „bogatsi” o nienormalne doświadczenia. Być może będą nawet bardziej straumatyzowani niż ich wrogowie z przeciwnej strony frontu, relatywnie więcej czasu spędzą bowiem na wojnie.
Kroniki policyjne
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.

